|
Platforma zgłasza projekt zmiany
konstytucji, którego nikt poza nią nie zamierza poprzeć. Czyżby
kolejna zasłona dymna? Przykład pozorowania, że cokolwiek się
robi? A może medialna przykrywka dla problemów z prezydentem
Sopotu? Sprawa jest – mimo wszystko poważniejsza. I tym razem PO
naprawdę myśli długoterminowo. Myśli o władzy. Swojej, rzecz jasna.
„Oderwać nierobów od żłoba!” – tzn. zmniejszyć liczbę posłów i senatorów – to jedna z
najtańszych liberalnych zagrywek populistycznych. W porównaniu z
zawodem parlamentarzysty, wyższy był nawet prestiż zomowca w PRL – dlatego nic bardziej nie cieszy wyborcy niż pomysł, że posłów i
senatorów ma być mniej. Choć realna oszczędność z tego żadna,
za to dostęp obywatela do swego przedstawiciela mniejszy, to za
jednym zamachem załatwiamy slogan o „tanim państwie” i
zaspokajamy masową – zrozumiałą zresztą – niechęć do elit.
Czysty zysk, w sondażach punkty w górę a i nic to nie kosztuje, bo
taka reforma dziś nie przejdzie. Czyli po prostu – tania i prosta
zagrywka, z braku lepszego pomysłu?
Nie. Aż taka prosta Platforma nie
jest. Tu chodzi o atmosferę. O to, żeby naród po raz kolejny
zobaczył, jak wąsaci, brzuchaci i ogólnie nieestetyczni działacze
PiS czy PSL bronią obecnego stanu rzeczy. Od razu zapali się
ludziom lampka z napisem: „przyspawali się do stołków”. I już:
PO kontra Sejm: 1-0. Co dalej? Oczywiście prezydenckie weto i jego
osłabienie. Wszyscy pamiętamy „gorszące” sprzeciwy Lecha
Kaczyńskiego wobec śmiałych poczynań reformatorskich PO. A
jakbyśmy zapomnieli, to ktoś nam usłużnie przypomni, że gdyby
nie weto prezydenta Kwaśniewskiego do „drugiego planu
Balcerowicza”, to już dekadę pławilibyśmy się w rozkoszach
liniowego PIT. Toż to – równie gorszący – przejaw destrukcji i
warcholstwa. Podobnie jak „afera krzesłowa” w Brukseli. Projekt
„dookreślenia” kompetencji rządu w sprawach zagranicznych
automatycznie stawia nam przed oczami nie tak w końcu dawną
kompromitację na europejskich salonach.
Projekt zmian w konstytucji nie służy
zmianie konstytucji. To jasne. W jakimś stopniu służy zohydzeniu
nam Sejmu i Senatu, których obrońcy z opozycji nie przysporzą
punktów idei parlamentaryzmu. Najważniejsze przesłanie
Platformianej propozycji brzmi jednak: w jedności siła. Jedności
ośrodka władzy, któremu na imię rząd. Nie dojdzie teraz do
żadnych zmian prawnych, ale kilka ważnych skojarzeń ma szansę się
ludziom utrwalić. Wszystkie – na korzyść władzy wykonawczej, w
domyśle: sprawnej, profesjonalnej, odpowiedzialnej i zdecydowanej. I
jednolitej, bez potencjalnego mąciciela z Pałacu przy Krzyżu. Nie
to, co Sejm – rozlazły, dyskutujący nie wiadomo o czym,
skoncentrowany na dietach i zatrudnianiu szwagrów, matek i kochanek
na koszt podatnika. I przede wszystkim skandalicznie
nieodpowiedzialny, o czym przypomina nam pomysł ograniczenia
immunitetu – równie chwytliwy, co nierealny.
Opowieść o jałowej, partyjniackiej
gadaninie znamy choćby z czasów II RP. Tylko dziś argumenty są
mniej toporne. Donald Tusk nie zamknie nikogo w Brześciu ani nie
naśle „nieznanych sprawców” – posłowie opozycji sami się
skompromitują a wyborcy wyślą część z nich na zieloną trawkę.
Bez PSL, z na wpół martwym PiSem będzie łatwiej. Zmienić
konstytucję a potem rządzić. Tylko zamiast junty cudownie
rozmnożonych legionistów, stery obejmie będzie korpus ekspertów.
Bo dziś nam trzeba fachowców a nie silnej ręki. Od silnej ręki
jest Ziobro i Kaczor – dla tych sfrustrowanych, zacofanych,
nienowoczesnych, tych spod krzyża. A dla światłej klasy średniej,
europejskiej, z aspiracjami – pragmatyczny rząd tych, co się
znają na rzeczy. Liberalnych ekonomistów, lobbystów dużego
biznesu, konsultantów ds. restrukturyzacji.
Sejm może zostać – show must go
on a gawiedź łaknie igrzysk. Coś trzeba oglądać na tym TVN
24… Palikot zgwałci posła Górskiego przez uszy a Stefan
Niesiołowski zaślini w gniewie posłankę Szydło. I co z tego?
Nic, bo władza będzie gdzie indziej. Wzmocnienie rządu i stopniowe
osłabienie Sejmu rozetnie gordyjski węzeł sondaży i liberalnych
reform. Łatwiej będzie – rozporządzeniami – sprywatyzować
szpitale, twórczo przekierować środki unijne czy dofinansować
polski atom. Słabszy prezydent – z którejkolwiek opcji – to
szansa na to, że o polityce zagranicznej w ogóle nie będziemy
rozmawiać. Rząd bez debaty da sobie radę – postawi się Unii,
kiedy zechce i wyśle wojska dokąd zechce. Bez ryzyka, że głowa
państwa spoza – nie daj Bóg – Platformy, zechce coś namieszać.
Chyba o to tu chodzi. W pozornym
projekcie zmian konstytucji. O skojarzenia – że rząd ok, a reszta
nie bardzo. I lepiej rządowi nie przeszkadzać. Jak to leciało?
Partia (jedna) kieruje, rząd rządzi…
Na podobny temat
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)