> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Obama - na Zachodzie bez zmian? Drukuj
Michał Sutowski   
03.11.2010
Wioskowy idiota z Kenii kontra chińscy agenci – na tle obrazków z kampanii w USA  dziadek z Wehrmachtu i moherowe berety to małe piwo. Wewnętrzna wojna rozgorzała na dobre a wczorajsze wybory do Kongresu pokazały, że zwrot na lewo z jesieni 2008 wcale nie musiał być ostateczny. Wiadomo, że socjalizmu w Ameryce nie będzie. Problem w tym, że nawet na ludzką twarz kapitalizmu coraz trudniej liczyć.

Ostatnie sukcesy Republikanów i ekspansja konserwatywnego ruchu Tea Party to jeszcze nie powrót barbarzyńców. Niektórzy politolodzy przewidują wręcz, że wczorajsza klęska Demokratów może pomóc Obamie za dwa lata. Niczym Platforma Obywatelska za prezydentury Kaczyńskiego będzie mógł robić mało albo nic – głosić nawet radykalne hasła, które republikańska większość i tak odrzuci. Nic wygodniejszego – chcieliśmy dobrze, ale ci fanatycy, kaznodzieje i łowcy łosi nam nie dali… A jeśli herbaciana ekstrema (ruch oddolny, ale za pieniądze jak najbardziej z góry) urośnie jeszcze w siłę, to może i zblazowani wyborcy Demokratów ruszą do urn – już nie z entuzjazmu dla „zmiany”, nie dlatego, że „tak, mogą!”, ale żeby powstrzymać widmo faszyzmu. „Faszyzm” to zresztą w ostatniej kampanii miecz obosieczny – trochę jak w Polsce „KPP”, o związki z którą dwa obozy posądzają się nawzajem.

Problem Baracka Obamy nie polega na tym, że może przegrać następne wybory, ale na niepowtarzalnej szansie zmarnowania największego kredytu zaufania, jaki od czasu Franklina D. Roosevelta dostał amerykański prezydent. Historia pokazuje, że „prezydenci zmiany”, z prawa czy z lewa, potrzebowali jeszcze zwycięstwa w Kongresie, żeby przejść do historii jako autorzy wielkich zwrotów politycznych. Nie tylko wspomniany Roosevelt, który dla wprowadzenia reform New Deal uzyskał większość w roku 1934, ale i George Bush młodszy – jemu triumf Republikanów w 2002 pozwolił nie tylko na rozdęcie budżetu wojennego i dwie inwazje na obce kraje, ale także na cięcia podatków. Z kolei porażka partii po dwóch latach prezydentury hamowała wielkie projekty – Ronald Reagan nie zdołał rozmontować całego państwa opiekuńczego a Clinton – odwrotnie – wprowadzić kraju na tory bardziej socjalne, z powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym włącznie. I w obu tych przypadkach prezydentom udała się reelekcja.

Miała być wielka zmiana i koniec waszyngtońskich układów – okazało się, że bez układów i zgniłych kompromisów żadne zmiany nie są możliwe. Reforma zdrowia – gigantycznym kosztem politycznym – przepchnięta została w okrojonej formie. Pakiet stymulacyjny uratował głównie bankierów i gigantów ubezpieczeniowych. Szydzono, że piłkarze Manchesteru United powinni na koszulkach nosić napis „amerykański podatnik” zamiast „AIG”. Wreszcie – zamiast „zielonego kapitalizmu” mamy ruinę ekologiczną Zatoki Meksykańskiej.

Czy to wszystko „wina” Obamy? Nie wszystko. Ogromny deficyt budżetowy dostał w spadku po Bushu, którego ekipa uprawiała radosny „keynesizm wojenny dla bogatych”: zaczęła dwie kosztowne wojny, pozwoliła się znienawidzić całemu światu i wprowadziła horrendalnie niesprawiedliwe ulgi podatkowe. Do wielu projektów ekipa prezydencka musiała z trudem przekonywać własną partię – szeroki front z roku 2008 sprawił, że wielu Demokratów się „ucentrowiło”, tzn. zbliżyło ideologicznie do Republikanów.

Tylko co z tego? Wybory sprzed dwóch lat uruchomiły niesłychaną energię społeczną. To nie była tylko popowa histeria, choć dziewcząt (pewnie chłopców też) „napalonych na Obamę” nie brakło. To masowy wyborca sfinansował kampanię drobnymi datkami. Latynosi i czarni bezrobotni na chwilę uwierzyli, że polityka może zmieniać świat. A mit kandydata spoza układu można było przekuć w rzeczywistość – sieć kilkunastu milionów zwolenników aktywnych w sieci to całkiem niezła karta przetargowa w starciu z biurokracją własnej partii i hordami lobbystów.

Zamiast podtrzymania tej „totalnej mobilizacji” ery Facebooka, powrócono do zakulisowych negocjacji na korytarzach Waszyngtonu – a negocjatorzy w gabinetach nie życzą sobie tłumnych pikiet pod oknami. Zamiast postawić na wyrazistość i „zmianę” napełnić konkretną, lewicową treścią, Obama przestraszył się oskarżeń o „socjalizm” i zatrudnił doradców z poprzednich ekip. Taki model „a’ la Sarkozy” kochają np. polscy liberałowie – ale z wizjonerstwem i polityczną „wolą mocy” ma to niewiele wspólnego. Wreszcie – nie potrafił wykorzystać skandali finansowych i ekologicznych do przeforsowania rozwiązań radykalnych. Ostry reżim dla spekulantów można było sprzedać narodowi po dowolnej aferze na Wall Street, choćby z wypłatami wysokich premii. Pakiet klimatyczny i przeskok do zielonych technologii miałby spore szanse chwilę po tym, jak brytyjski koncern dał popis cynizmu i arogancji przy okazji gigantycznego wycieku ropy.

Prawica jest w ofensywie – wynik wyborów za dwa lata jest sprawą otwartą. Zwycięstwo Republikanów na czele, być może, z Sarą Palin, nie pomoże klasie średniej, przyrodzie, Afgańczykom, imigrantom. Ale chyba jeszcze większą katastrofą dla lewicy byłby Obama jako skompromitowany mesjasz, fałszywy prorok trochę lepszego świata. Jeśli nie uda mu się jakaś „wielka zmiana”, lewica ma przechlapane. Jak mawiał klasyk – jeden krok do przodu, dwa kroki w tył…

 
Komentarze
Dodaj nowy
Slawczan  - Na Zachodzie bez zmian   |03.11.2010 10:55:07
Nie wiem jakiej zmiany spodziewano się po Obamie? By rzeczywista zmiana mogła
zajść powinien zmienić się (zniknąć) obecnie dominujący model kapitalizmu. A na
to nie ma szans.Korytarze władzy w Waszyngtonie (Warszawie) wyciera się zwykle
przez 4 (czasem więcej czasem mniej) lata. Życie zawodowe trwa ok. 40 lat czyli
zostaje szmat czasu do zagospodarowania. ŻADEN polityk nie podejmie próby zmiany
tego systemu bo gdy wyborcy mu podziękują uda się do swoich korporacyjnych
znajomych.Ktoś zasponsoruje wykłady,instytucik, da posade doradcy itp.
Nawet
jeżeli Obama okazał by się takim szaleńcem to: po pierwsze jego doradcy by
dopilnowali by zmiana nic nie zmieniła. A po drugie same korporacje wyprowadziły
by się do tzw. przyjaznych dla biznesu okolic(tzw. raje podatkowe
itp.).Znamiennym jest fakt,że tyle mówiono o wzięciu za mordę bezczelnego
sektora finansowego ale ani słowa o Kajmanach, Jerseyach,Gibraltarach,Manach(to
tylko brytyjskie przechowalnie lewej kasy). Dlaczego? A gdzie chłopaki z rządu
by trzymali kasiutę? To własnie takie miejsca wywróciły teoryjki neolibów o
tym,że ulgi udzielone bogatym spłyną pospólstwu na dole.Otóż tak nie jest -
każda ulga uzielona bogatym spływa ale na Kajmany(itp.).
Kolejnym powodem
rozczarowania Obamą (Tuskiem?)jest fakt ,że ci kolesie nie tylko niewiele chcą
zmieniś ale przede wszystkim niewiele mogą. Nawet najlepszy przywódca nie ma nic
do gadania gdy dominujaca na danym obszarze korporacja zdecyduje się wyprowadzić
do Chin.Pracownicy zostają zwolnieni ale mają prawo głosu w wyborach.To powoduje
dysonans.Trzeba zachowywać fikcję walki o ich prawa pracownicze(albo wręcz
ludzkie) ale gdzie mają znależć pracę? Rząd roboty im nie załatwi,ogólne
zubożenie i konkurencja wielkich korporacji sprawiają ,że sukces własnego
biznesu jest prawie niemożliwy.
Myślę,że kapitalizm jako system dający szanse
na osiągnięcie pomyślności przez możliwie największą grupę obywateli skończył
się wraz z upadkiem komunizmu.Obecnie dominuje model prowadzący do maksymalnego
zawężenia ilości osób korzystających z jego dobrodziejstw a Chiny to spełniony
sen na jawie dzisiejszych kapitalistów-pracownik tyrający za przysłowiową miskę
ryżu a w razie buntu -kula w łeb.
Wyjściem była by próba powszechnego bojkotu
towarów wytworzonych w wyniku relokacji produkcji.Al to raczej marzenie. Jedno
było pewne Obama nic nie zmienił bo nie było cienia szansy na to
Anonimowy   |03.11.2010 12:52:20
To jest analiza!
malgo   |03.11.2010 14:47:28
chyba jedyna porzadna analiza w polskiej prasie.
dzieki.
wtret  - re: Slawczan   |03.11.2010 15:43:28
"Myślę,że kapitalizm jako system dający szanse na osiągnięcie pomyślności
przez możliwie największą grupę obywateli skończył się wraz z upadkiem
komunizmu.Obecnie dominuje model prowadzący do maksymalnego zawężenia ilości
osób korzystających z jego dobrodziejstw a Chiny to spełniony sen na jawie
dzisiejszych kapitalistów-pracownik tyrający za przysłowiową miskę ryżu a w
razie buntu -kula w łeb."

To lewicowe koleiny myslowe, przypisujace
kapitalizmowi tylko i wylacznie zlo. Jednak kapitalizm obecnie poszerza ilosc
beneficjentow - rzady w Chinach od czasow Deng Xiaopinga ciesza sie jednak
sporym poparciem (na pewno nie ma rewolucyjnych nastrojow), a kraj bynajmniej
nie jest trzymany za morde,chocby dlatego, ze administracja nie dziala sprawnie.
Robotnicy to jednak nie niewolnicy w klasycznym sensie: wola pracowac w
fabrykach, bo maja znacznie wyzsza, choc wciaz niewysoka, stawke niz w
tradycyjnym rolnictwie. A i strajki bywaja skuteczne, np. w Shanghaju. Marks
mial racje, ze bogaci beda sie bogacic, nie mial racji, ze oznacza to ubozenie
biednych. Panowie i Panie Krytykanci/tki, spojrzmy prawdzie w oczy: setki
miliony Chinczykow dzieki kapitalizmowi wydobyly sie ze skrajnej nedzy. Moznaby
mowic o redystrubucji bogactwa z UE i USA do Chin, gdyby nie fakt, ze ich PKB
jednak w ostatnich dziesiecioleciach urosly.

W Europie natomiast pomimo
globalizacji nierownosci nie urosly drastycznie, wiec te przeprowadzki calych
korporacji na Kajmany czy do Chin wcale nie sa takie proste. Korporacje musza
np. korzystac z infrastruktury i technologii i wyedukowanych zasobow ludzkich
Zachodu. Musza tez miec konsumentow o jakiejs sile nabywczej. Chinczycy glownie
skladaja produkty wymyslone i przetestowane w USA czy w Japonii. Ta "wolnosc
kapitalu" jest jednak duzo bardziej problematyczna.
KrzysztofMazur   |03.11.2010 19:05:39
Największe zaufanie od Roosevelta? 52 %?
Chyba od Theodore Roosevelta. Bush Jr.
w poprzednich wyborach miał większą przewagę.

Kryzys wywołała ekspansja
kredytowa banków i FEDu, a nie wojna ani ulgi podatkowe. O tym oczywiście ani
słowa.
Pan Obama kontynuuje politykę Busha Jr i Clintona inflacyjnej gospodarki
na pustym kredycie.

USA powinny nałożyć cło na Chiny (do uwolnienia waluty) i
skończyć drukowanie dolara, ale tego nie zrobią, bo wolą mieć jeszcze większy
kryzys później, niż recesję dzisiaj.
KrzysztofMazur   |03.11.2010 19:11:11
Hasło New Dealu powstało przy następnych wyborach w 1938 roku, a Pan
F.D.Roosevelt kontynuował interwencjonistyczną politykę Hoovera, więc żadnej
zmiany nie było. Była kontynuacja.

Ja chciałbym się dowiedzieć co to konkretne
jest: ostry reżim dla spekulantów albo przeskok do zielonych technologii.
Czy
Pan Sutowski wie czego chce? Obawiam się, że brak zmiany wynika z braku pomysłu
na zmianę.
Czy elektrownia atomowa to zielona technologia czy thatheryzm?
KrzysztofMazur   |03.11.2010 19:13:46
Ostatnim Prezydentem USA który podniósł podatki był Bush Sr.
Thome   |03.11.2010 19:39:35
"Ostry reżim dla spekulantów można było sprzedać narodowi po dowolnej aferze
na Wall Street, choćby z wypłatami wysokich premii."

Czyli najpierw
wspomóc kolegów z zarządów wielkich "pieszczochów" bailloutem i
drukowaniem pieniądza, a potem zamydlić podatnikom oczy rzekomą "walką ze
strasznymi spekulantami"?:))

No i pytanie zasadnicze……jak ten
"ostry reżym" miałby wyglądać? Zakaz krótkiej sprzedaży a może w ogóle
zakaz handlu (np. dla jakiejś szczególnie znienawidzonej kategorii spekulantów)?
Albo może dodatkowe wymagania kapitałowe dla banków?

Wydaje się, że
największymi spekulantami są drukarze z FED, ale oni akurat są nietykalni. Czy
to przygłup z Teksasu, czy wioskowy głupek z Kenii - każdy trzyma z drukarzami.
kot   |03.11.2010 21:42:50
No.., ciekawa wypowiedź Sławczana.Chyba masz racje,że socjaldemokratyczne
państwa pewnie by nie powstały gdyby ustroje kapitalistyczne nie
miały na karku wojny, a potem ciśnienia komunizmu. Tylko nie porównuj
Obamy do Tuska.
Wtret, o czym Ty mówisz! Kapitalizm dobry-zły.
Chyba nie
jesteś tak naiwny! Kapitalizm jest od tego aby zarabiać, jak kanarek
żeby śpiewać. Mieszają Ci się pojęcia.
http://kot-blogkota.blogspot.com/
moroux  - re:   |04.11.2010 08:36:56
KrzysztofMazur napisa?:
Ostatnim Prezydentem USA który podniósł podatki był Bush Sr.


Nieprawda. Ostatnim prezydentem, który podniósł podatki był Bill Clinton.
Slawczan   |04.11.2010 12:30:13
@Kot - owszem kapitalizm jest od tego by zarabiać ale czy za wszelką cenę?
Myślę,że jedną z przyczyn obecnej ,nie waham sie tak nazwać tego, katastrofy są
tzw. inwestorzy.To oni kupując udziały nie są zainteresowni by im przynosiły
zyski ale by przynoiły im większe zyski. Posłuże sie tutaj hipotetycznym
przykładem : pewien pijący ludzką krew(he he) kapitalista miał fabryczkę
obuwniczą przynoszącą mu 1mln euro rocznie. Sprzedał ją tzw. inewstorowi za np
100mln eur.Pytanie czy inwestor jest zainteresowany produkcją butów i
zarabianiem na tym? Ależ skąd! On jest zainteresowany podniesieniem watości
swoich udziałów.Jakkolwiek. Redukuje koszta(czyli gł.załogę) obniża jakość itp
To pierwszy etap.Zysk (niby) wzrósł.Sprzedał udziały następnemu inwestorowi-ten
także nie jest de facto zainteresowany produkcją butów ale zwiększeniem wartości
udziałów.Załoga zredukowana,koszty pocięte.Więcej wycisnąć się tutaj nie
da.Wyjście? Likwidacja zakładu i wyprowadzka do Chin.Efekt? Udziałowcy maja
więcej,kadra zarządzająca premie,zaloga w kraju macierzystym na bruku, robotnicy
w Chinach mają możliwość wykazania się zdolnościa pracy po 16 godzin za miskę
ryżu.Czy cena takiego obuwia zmaleje bo koszty pracy są niższe -
bynajmniej.Przykład hipotetyczny ale bliski rzeczywistości-firma Doc. Martens
zrobiła mniej więcej coś takiego.Tylko cena wciąż ta sama.
Sami zagnaliśmy się
w tą pętlę- by kupić te buty trzeba zarabiać europejskie pieniądze,tymczasem
potencjalni klienci pracują za co raz bardziej nie europejskie
stawki.
Obserwowałem to w IRL-ceny domów rosły,wszyscy szaleli ze
szczęścia.Ceny pompowali milionerzy dla których kupic dom za 800tyś czy 1mln to
rzadna różnica.Ja się pytałem kolegi co się stanie domy gdy osiągna ceny
nieosiągalne dla przeciętnego Irlandczyka.Nie rozumiał o co mi chodzi.Dopiero
ocknęli sie w 2008. Teraz mają mnóstwo pustych domów,hipoteki na ,,lifetime"
a inwestorzy ,którzy to nadmuchali? Wakacje na Kajmanach
KrzysztofMazur   |04.11.2010 13:05:28
Ceny nieruchomości w Irlandii nie podnosili bogacze, tylko dodruk pieniądza
przez FED i ekspansja kredytów.
Problem jest wyłącznie w sektorze finansowym.
Bank nie powinien nikomu pożyczać nie swoich pieniędzy i tyle. A FED nie
powinien niczego drukować.

W USA kongres przegłosował obowiązek udzielania
kredytów osobom bez zdolności kredytowej, żeby zlikwidować tzw. wykluczenie. To
są spekulanci: kongres plus prezydent plus FED.

Polityka: Clinton, Bush Jr,
Obama, to rozdawanie pieniędzy wszystkim bogatym w ulgach, biednym w kredytach.
KrzysztofMazur   |04.11.2010 13:07:58
Ja chciałbym się dowiedzieć jak ma się ochrona środowiska do tzw. pobudzania
popytu w ramach keynesizmu. Gdyby gospodarka wyhamowała, przyroda by
skorzystała, ale zamiast tego mieliśmy: dopłaty do sprzedaży samochodów i
nieustające dotacje do sprzedaży domów.
Slawczan   |04.11.2010 15:31:53
@KrzysztofMazur - pozwole sobie nie zgodzić się z tobą(częściowo). Obstaję
przy swoim zdaniu,że ogromny wzrost rozwarstwienia w dochodach widoczny w
ostatnich dwudziestu latach jest jedną z głównych przyczyn dzisiejszego
kryzysu.Jak już wyżej wspominałem ceny domów rosły bo pojawila sie spora grupa
ludzi dla których milion w tę cze we w tę niewiele znaczył.Skoro jeden dom w
okolicy wart może 200tys eur poszedł za milion to właściciele pozostałych swoje
wycenili także na milion.
Tym co mogło by nas uchronic przed kryzysem to
ograniczenie możliwości udzielania kredytów przez banki tylko do wysokości
zgromadzonego przez dany bank kapitału,wprowadzenie finansowej odpowiedzialności
udziałowców banku za straty wynikłe w wyniku polityki banku. Spowodowao by ,że
udziałowcy kontrolowali by magików obiecujących kosmiczny wzrost wartości
udziałów i dywidend,odpowiedzialność finansową kadry zarządzającej.
Zgadzam się
,że rządy ponoszą odpowiedzialność za pogłebienie kryzysu po przez dodruk
pieniądza ale…Moim zdaniem to było tylko leczenie objawów choroby bez usuwania
jej przyczyn,które wyżej wymieniłem. Każdy musi gdzieś mieszkać - nawet u nas
ktoś obiecywał mieszkania dla młodych małżeństw czy 3 miliony mieszkań.
kot   |04.11.2010 18:29:17
-Ależ tak kapitalizm jest po to aby zarabiać za wszelką
cenę.Nieporozumienie bierze się stąd,że mówi się o dobrym lub złym
kapitalizmie, a czegoś takiego nie ma.
Kapitalizm ma wprawdzie
różne oblicza, ale to zależy od warunków w jakich  przyszło mu
działać, ale jest ciągle tym samym kapitalizmem w każdych warunkach.
Rozwinięcie nahttp://kot-blogkota.blogspot.com/
kot   |05.11.2010 11:42:21
Charyzmatyczny prezydent, niesiony entuzjazmem, postawiony przed
koniecznymi wyzwaniami modernizacyjnymi, zderzył się ze ścianą (
to zastanawia nas i czyni tak długowieczną niedolę jak mówił Hamlet w
monologu). Zmusza do zastanowienia się nad
problemami ustrojowymi.
Więcej nahttp:////kot-blogkota.blogspot.com/
kot  - re:   |04.12.2010 17:11:15
-Sławczan, gratuluje świetnie opisałeś
ten mechanizm.
Wart upowszechnienia
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86995 Seconds