> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nagroda za porażkę Drukuj
Michał Sutowski   
07.09.2011

Klęska to najlepsza droga do władzy. Paradoks? Niekoniecznie, chyba że mowa o rynkach finansowych. Zawiodły na całej linii w roku 2008. Banki ustawiły się w kolejce do państw, które najpierw zmuszone były je ratować (bo „za duże, by upaść”), a potem wydać ogromne sumy na podtrzymanie „realnych” gospodarek. Długi państw narosły w efekcie dramatycznie, podobnie jak odsetki, napędzane psychologią… rynków finansowych. Tych samych, które dziś domagają się „odważnych reform” od coraz bardziej bezradnych rządów.

Jak wskazuje Erhard Eppler, weteran niemieckiej SPD, „za ratowanie banków czuły się odpowiedzialne państwa. Do ratowania państw nie poczuwa się nikt - poza nimi samymi. Banki odpowiadają za swoje bilanse, a nie za dobro wspólne. To, że rządy muszą dziś zabiegać, a właściwie żebrać o zaufanie rynków, nie wynika z ich porażki, ale z ich osiągnięć. Oczywista dziś dominacja rynków finansowych jest nagrodą za ich katastrofalną porażkę. Efekt? Rządy nie robią już tego, co uważają za słuszne i konieczne dla swych obywateli, lecz to, co podyktują im rynki i agencje ratingowe”.

Trudno o zwięźlejsze podsumowanie dzisiejszego szaleństwa - obsesyjnej walki z zadłużeniem publicznym, które zamiast za symptom uznajemy za źródło wszystkich niemal patologii. Zarówno Eppler, jak i jego nieco młodszy kolega Joschka Fischer słusznie wskazują, że rozwiązaniem jest więcej Europy: „Państwo narodowe musi zrzec się swych kompetencji; pytanie tylko, na czyją rzecz - Unii czy rynków finansowych”. Eksperci niemal wszystkich opcji wskazują, że nawet taka potęga walutowa jak Szwajcaria może mieć wielki problem z samodzielnym utrzymaniem waluty na normalnym poziomie; presja rynków zaczęła również dosięgać Francji.

W tej sytuacji można domniemywać, że jakaś forma „rządu gospodarczego” powstanie. Niemieccy liberałowie mogą narzekać na leniwych południowców, dziennik „Bild” do znudzenia publikować zdjęcia greckich anarchistów z koktajlami Mołotowa, a kanclerz Merkel surowo upominać za budżetowe rozpasanie - euro się raczej utrzyma, bo na jego likwidacji najwięcej straciliby sami Niemcy.  

Tylko właśnie tu zaczynają się schody. Najważniejszy spór nie będzie dotyczył tego, czy „razem czy osobno” walczyć z długiem publicznym, ale interpretacji samych źródeł długu. I jeszcze tego, kto komu ma wyznaczać standardy. Agencje ratingowe państwom czy odwrotnie - i po czyjej stronie stanie Europejski Bank Centralny. Dobrym przykładem są Włochy i ostatni „pakiet oszczędnościowy” rządu Silvio Berlusconiego. „Konsolidację” budżetu wymuszają rynki i Europejski Bank Centralny, ale instrumenty działania to sprawa rządów. Pierwotnie planowano podwyższenie podatków dla zarabiających powyżej 90 tys. euro rocznie, podatek (fakt, że raczej o znaczeniu symbolicznym) od luksusowych jachtów i limuzyn, cięcia (we Włoszech naprawdę absurdalnych) kosztów administracji, walkę z potężną szarą strefą i omijaniem płacenia państwu należności. I co z tego zostało? Nic.

Będą za to cięcia wydatków socjalnych i subwencji centralnych dla gmin i tak już niesłychanie rozwarstwionego kraju. Zniesiona zostanie część zasiłków na dzieci i ulgi podatkowe na leczenie i spłatę hipotek. Na dodatek planowane są kolejne etapy „uelastycznienia” rynku pracy - a co to znaczy, wie choćby kilkadziesiąt procent polskich absolwentów szkół wyższych, którzy umowy o pracę nie widzieli w życiu na oczy.

Społeczeństwo nie pozostawia tych planów bez odpowiedzi - wczoraj na ulice włoskich miast wyszło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi. To i tak niewiele w porównaniu z protestami w Izraelu, gdzie przeciwko absurdalnym cenom nieruchomości i czynszów („kraj mlekiem i miodem płynący - ale nie dla wszystkich”) manifestowało - w pokojowy sposób - ponad 400 tysięcy ludzi, co równałoby się mniej więcej 2,5-milionowej demonstracji w Warszawie.

Każda ze stron - zwolennicy opowieści o „żyjących ponad stan nierobach z Południa” i ci, którzy przyczyn kryzysu i zadłużenia upatrują w finansjeryzacji kapitalizmu, niesprawiedliwym podziale wspólnie wypracowanego (!) bogactwa i braku solidarności silniejszych ze słabszymi - ma „swoich” ekspertów i „swoje” szkoły w ekonomii. Dlatego spór o przyczyny kryzysu i środki jego zwalczenia ma charakter polityczny, a nie naukowo-techniczny. Głosy ekspertów i autorytetów, raporty think-tanków, celne riposty w debatach telewizyjnych to narzędzia politycznej walki, bynajmniej nie źródło „obiektywnej” wiedzy o rzeczywistości. W Europie zwycięża dotychczas opcja „konsolidacji i cięć” - to jej architekci (wieszcze, poeci…?) wciąż są w przewadze.

Tak jakby zapomniano nie tylko o politycznych kosztach masowego niezadowolenia społecznego (populizm, nienawiść wobec „obcych”), ale również tym, że narzucone przez „Berlin”, „rynki”, względnie EBC („Brukselę”, choć bank jest oczywiście we Frankfurcie) zaciskanie pasa to prosta droga do odrzucenia przez społeczeństwa Europy… samej Europy. Wraz z resztkami mechanizmów solidarności, dzięki którym np. Polska się jeszcze nie rozsypała. W takim przypadku klęska się w sukces raczej nie obróci. Takie numery to tylko w agencjach ratingowych.

  

Felieton ukazał się na portalu Witrualna Polska.

Komentarze
Dodaj nowy
daras1983   |09.09.2011 00:29:04
Pan prezentuje stanowisko, że jesteśmy już w sytuacji, w której rynki finansowe
za twarz wziąć już się nie pozwolą. I w 51 przypadkach na 100 ma Pan chyba
rację.
Wzmocnienie Państwa koniecznością, a z drugiej strony konieczne
osłabienie jego suwerenności gospodarczej na rzecz organów europejskich.
To w
takim razie kiedy to Euro??
Może czas zacząć debatę, bez względu na koszty, bo
coraz wyraźniej przebijają się głosy, że Europa dwóch prędkości już de facto
istnieje.
Chyba trzeba coś w tej kwestii zacząć robić.
daras1983   |08.09.2011 12:20:18
Panowie Publicyści. Europa dwóch prędkości staje się faktem. Chyba czas zmusić
ten Kraj do debaty nad przyjęciem Euro!!!
austriak   |07.09.2011 23:09:18
Wytłumaczy ktoś wreszcie, dlaczego niby należy ratować instytucje finansowe
podejmujące złe decyzje? I co to znaczy "za duże, by upaść"?
austriak   |07.09.2011 23:19:39
A absolwenci szkół wyższych mają marne szanse na umowę o pracę, bo jeżeli
pracodawca ma płacić miesięcznie ponad 1600 zł za takiego absolwenta socjologii
czy politologii, który na dodatek nic nie umie, to co w tym dziwnego, że
rezygnuje z takiej możliwości? Nie mówiąc już o tym, że ciężko potem takiego
pracownika zwolnić.
daras1983  - @austriak   |07.09.2011 23:26:10
Za duże by upaść, Tu chyba ja zostałem wywołany do tablicy.
Chodzi o to, że
banki na rynku międzybankowym pożyczają sobie kasę. Jest ona im potrzebna do
normalnego funkcjonowania. Jakakolwiek abberacja w tym systemie sprawia, że
system się sypie. Cały. Bankructwo jednego z dużych graczy (dużych banków; w tym
sensie są za duże) wywołuje panikę czyli inne banki, także te mniejsze nie ufają
sobie i nie pożyczają pieniędzy. Chodzi o kryzys zaufania, który w ostateczności
doprowadza do paraliżu systemu bankowego, który jest jakby układem nerwowym
współczesnego świata gospodarczego.
A jak siądą nerwy to tylko kwestia czasu
kiedy padną pozostałe układy
austriak   |08.09.2011 00:11:14
Za prof. Gwiazdowskim powtórzę, że 70% małych i średnich przedsiębiorstw nie
korzysta z kredytowych usług banków
(http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subconte nt=1&id=993). Oni z pewnością
przyklasnęli by decyzji o nieratowaniu nieodpowiedzialnych, bo sami na taką
dobrotliwość ze strony państwa nie mogą liczyć (pewnie dlatego, że "są za
mali by ich ratować"). A to, że banki staną się nieufne wobec siebie, to
chyba dobrze? Przestanie się pożyczanie na lewo i prawo, a rynki finansowe będą
się musiały oduczyć dziadostwa i żerowaniu na pieniądzach podatników. Kapitalizm
opiera się na rachunku zysków i strat. Jak te drugie przeważają pierwsze, to się
bankrutuje i zostawia miejsce dla lepszych.
Anonimowy  - @austriak   |08.09.2011 12:08:58
Światowy system bankowy to system naczyń połączonych. Np nasz 2 największy bank
czyli Żubr należy do Unicredit, BZWBK do hiszpańskiego Santandera.
austriak  - re: Anonimowy   |08.09.2011 16:19:06
No i co z tego? Podałem przykład polskich przedsiębiorców, bo gospodarka realna
- czyli ta co coś produkuje, a nie tworzy pieniądze z sufitu - sobie poradzi,
jak banki wpadną w kłopoty. Rynki finansowe są zaledwie sługą dla gospodarki
realnej, nie na odwrót. Aż dziw, że to Wy bronicie bail-outów - tylko nie mówcie
potem, że to "złe neoliberały".
daras1983   |08.09.2011 17:14:29
Ja odpuszczam. Austriak mi się nie chce. Napisałem Ci, pod felietonem Piątka, że
zaganiasz menie dialektycznie. Zejdź z retoryki to wrocę do dyskusji
Maciek_Cisowski  - Magia skali   |08.09.2011 18:27:53
Jednego nie potrafię zrozumieć: w jaki sposób "więcej Europy" zmieni
relację z rynkami finansowymi? USA nie było wystarczająco "większe" by
oberwać kryzysem, więc większa konsolidacja fiskalna czy gospodarcza Europy to
tylko kumulowanie rozproszonego ryzyka w jednym wielkim organizmie. Większa
solidarność gospodarcza w Eurolandzie by się przydała, ale dla rynków rozmiar
nie ma znaczenia, dla każdego znajdzie się CDS na jego miarę.

@
Austriak

Uwaga Gwiazdowskiego o tyle nieistotna, że to państwa są zadłużone w
bankach. Mała firma może mieć nadpłynność w obrotach, ale jeśli ag.ratingowe
zmienią rating Polski, koszty obsługi długu wzrosną. Jak wzrosną, to będzie
trzeba ciąć socjal albo podnosić podatki. I w ten sposób mała firma dostaje w
tyłek niezależnie od jej bycia dłużnikiem banków czy nie. Gwiazdowski to wie,
Austriak to wie pewnie równie dobrze, ale najwyraźniej niektórym trudno zepsuć
dobre samopoczucie.
daras1983  - @ Maciek Cisowski   |08.09.2011 19:01:01
Ja uważam, że możliwym jest zbudowanie tak silnego monoorganizmu gospodarczego
Europy, że żaden CDS go nie wywróci. Po prostu zakażemy CDS-ów i pochodnych
zagrażających w ten sam sposób (katalog zamknięty wykluczający "kruczki
prawne"). Zwykłe rozwiązanie prawne. Masz pomysł na argument zwrotny
obalający. Chyba nie.
Bo nie możesz powiedzieć, że prawo (przepisy prawne)
straciło swą moc.
Kto by pomyślał. Takie proste, a tak skuteczne.
Ale jeśli
ktoś ma jakiś pomysł to chętnie wysłucham.
austriak  - re: Maciek Cisowski   |08.09.2011 19:14:42
Kto odpowiada za dług, którego koszty obsługi rosną, jak wielce szanowne agencje
obniżają rating? Bo mnie się wydaje, że Ci sami ludzie, którzy za pieniądze
podatników tworzą różne pakiety ratunkowe. Krótko mówiąc, interwencjoniści
tworzą problem, a potem przekonują resztę, że jedynym rozwiązaniem jest jeszcze
więcej interwencjonizmu. A kto na pakietach ratunkowych wychodzi najlepiej?
Przecież nie zwykli podatnicy, tylko rynki finansowe. I koło się zamyka, a
politycy dalej uprzejmie służą bankierom.
austriak  - re: daras1983   |08.09.2011 21:41:53
Zakazać CDS-ów? Bez sensu, przecież to jest ubezpieczenie, to jak zakazać
obywatelom ubezpieczać się na życie. Poza tym taka Grecja nie zbankrutowała
przez CDS-y, tylko przez to, że za dużo wydawała, a politycy nie potrafią
liczyć, to chyba jasne.
daras1983  - @austriak   |08.09.2011 22:51:38
Tak jest to forma asekuracji, ale szkodliwa.
I można w skali europejskiej wydać
dyrektywę czyli taki rodzaj aktu prawnego który zobowiązuje Państwa członkowskie
do przyjęcia pewnych rozwiązań. Wybór metody i sposób realizacji celu zależy od
Państwa członkowskiego. Dodatkowo ETS stwierdził, że dyrektywa jest bezpośrednio
skuteczna. Wtedy gdy Państwo mając czas na wdrożenie dyrektywy nie dokonało
tego, a sama dyrektywa jest precyzyjna (zakazująca CDS-u), bezwarunkowa i
upłynął termin transpozycji do prawa krajowego.
Maciek_Cisowski  - re: Austriak, daras   |09.09.2011 17:37:22
@ Austriak

Za długi odpowiada przede wszystkim akceptacja gospodarki
opartej na fetyszyzacji dwóch wskaźników (wzrost gospodarczy i PKB) oraz utopii
gospodarki bez przemysłu (wszyscy róbmy usługi, najlepiej finansowe) - to, że
tak powiem, wada (bo raczej nie wina) systemowa.
Personalnie pewnie konkretni
politycy, ale to i tak nie ma nic do rzeczy, bo odpowiedzialność kapitałowo
poniosą szeregowi podatnicy, a nie polityk X czy bankier Y. Przypomnę też, że
obecny kryzys nie został wywołany przez interwencjonizm, ale przez zupełnie
liberalnie nieskrępowany obrót kapitałem, który stworzył takie perełki jak opcja
"Hudson" w wykonaniu Goldman Sachs, nadzór bankowy w wykonaniu banków
nad bankami itd.

@ daras

Skoro to kwestia prostej dyrektywy, to po co nam
jeszcze bardziej rozbudowany monoorganizm europejski? Nie wystarczy zgoda na
poziomie obecnych instytucji?
To po pierwsze, po drugie, taka dyrektywa jest
zapewne nierealna politycznie ani gospodarczo. Dopuszczenie instr. pochodnych
dało całemu Zachodowi sporo lat prosperity i teraz trudno z tego wyjść prostym
gestem prawnym. Weź pod uwagę, że sporo inwestycji jest opartych na tego typu
kapitale. Jeśli odwrót od pochodnych jest możliwy, to tylko powoli i przy
zgodzie na poziomie G8 czy G20.
daras1983  - @ Marek Cisowski   |10.09.2011 10:44:15
Pisząc o dyrektywie chciałem pokazać co już dziś jest możliwe. Dyrektywy są jak
najbardziej realne-to jeden z aktów prawa wtórnego Unii Europejskiej i są wielu
sprawach wydawane (nie dam sobie uciąć reki ale to, że dziś nie możemy kupić już
np. 100W żarówek zostało wprowadzone dyrektywą Unii właśnie, ale zakres ich
normowania jest szeroki. Teoretycznie można wydać dyrektywę nakazującą każdemu z
Państw członkowskich wprowadzenie do własnych ustawodawstw zapisów zakazujących
na ich obszarze instrumentu pochodnego zwanego CDS-em). Ale faktem jest, że jest
to dość powolny sposób wprowadzania identycznych rozwiązań na terenie całej
Unii. Dlatego odsyłam Cię do mojego pierwszego posta pod artykułem zaraz, w
którym stwierdziłem, że koniecznym jest scedowanie na jakiś "Gospodarczy
Rząd Unijny" suwerenności gospodarczej Państw członkowskich. Może być jednak
tak, że najpierw ten "Rząd" obejmie jurysdykcją tylko kraje, w których
jest Euro.
austriak  - re: Maciek Cisowski   |10.09.2011 01:50:01
Ale o tym, że odpowiedzialność kapitałową ponoszą podatnicy to decydują
politycy, bo nie wynika to wcale z jakiejś konieczności. Zupełnie nieskrępowany
obrót kapitałem jest wtedy, kiedy równie nieskrępowanie można go stracić w
wyniku podjętych złych decyzji. Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego to niby
jakaś liberalna instytucja jest? A zaniżanie stóp procentowych co ma wspólnego z
wolnym rynkiem? A rezerwa cząstkowa? A Community Reinvestment Act? Mało tego,
kto dziś wspiera właśnie takie "potrzebne" usługi jak np. internetowe
start-upy jak nie urzędnicy szastający funduszami UE (czyli pieniędzmi
podatników)?
Anonimowy   |10.09.2011 12:35:14
o co chodzi z tą popularnością austriackiej szkoły ekonomicznej? Skąd się tyle
tego bierze?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88277 Seconds