> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Lobotomia po rosyjsku Drukuj
Michał Sutowski   
30.03.2011
Cięcia „zbędnych” wydatków. Pieniądz idzie za uczniem. Wprowadzić system motywacyjny! Nadprodukcja humanistów. Więcej współpracy biznesu z uczelniami. Lepszy marketing! Niech najzdolniejsi zostaną w kraju! To dość typowy zestaw haseł reformatorów oświaty z różnych krajów. Ci od premiera Camerona napotkali twardy opór studentów – choć większość mediów nie raczyła przekazać ich postulatów, koncentrując uwagę na palonych kontenerach czy wgniecionej masce książęcej limuzyny. Pisano o reformach edukacji i protestach w Niemczech, Francji i Austrii. Mało kto zwraca uwagę, że także na Wschodzie dzieje się w tej kwestii wiele. Dalekosiężne plany reformatorskie władz rosyjskich trudno określić inaczej, jak zaplanowaną apokalipsą. Lub, jeśli kto woli psychiatryczne metafory – lobotomią przeprowadzoną na własnym narodzie.

Spory i stanowiska wokół przyszłości rosyjskich uniwersytetów są w wielu punktach zbliżone do zachodnioeuropejskich. Problem zbyt niskich nakładów, exodusu zdolnych naukowców za granicę czy do biznesu, zagrożenia autonomii uczelni, przestarzałe bądź wręcz zideologizowane programy nauczania, korupcja… Wszystko to – choć w mniejszej skali – znamy z własnego podwórka, podobnie jak rynkowe panacea na wszelkie bolączki. Jak to zwykle bywa, przy wszelkich debatach wokół oświaty umyka nam jednak fakt, że domu nie buduje się od dachu, tylko raczej od fundamentów. A to właśnie tam – czyli na niższym poziomie nauczania – szykuje się rosyjska apokalipsa.

Pieniądz ma iść za uczniem. To znaczy? Zgodnie z projektem forsowanym od dłuższego czasu przez rosyjskie Ministerstwo Edukacji i Nauki, poprawie stanu finansów służyć będzie m.in. … zwiększenie liczby uczniów w klasach. Próg „opłacalności” ma oscylować między 35 a 40. Klasy większe, to i szkół może być… mniej. W samej Moskwie zlikwidowano niedawno ponad 70. Szkół mniej, ale i klas – właściwie też. Bo drastycznemu ograniczeniu ma ulec ilość przedmiotów obowiązkowych. Za to skład ich – oryginalny. Do żelaznego zestawu dziedzin niezbędnych do (prze)życia rosyjskiemu obywatelowi należą m.in. kultura fizyczna, survival i oczywiście patriotyzm. Niewiele ponadto – państwo nie planuje bowiem sponsorować „inteligenckich” fanaberii. Choć trudno w to uwierzyć, pojawiły się w wypowiedziach oficjeli argumenty, że przecież… robotnik fabryczny wierszy do niczego nie potrzebuje. I, niestety, argument o tępocie urzędnika wnosi tu niewiele. W tym szaleństwie jest bowiem metoda.

Niejeden reżim w historii (nie tylko) Rosji hamował „nadprodukcję inteligencji”. Choćby z „Rodowodów niepokornych” Bohdana Cywińskiego znamy opowieść o tym, jak carska administracja regulowała liczbę absolwentów gimnazjów. Abstrahując od faktu, że samych szkół było mało, dzieła dopełniały absurdalnie przeładowane programy nauczania przedmiotów klasycznych – kolejne klasówki z łaciny i starożytnej greki odsiewały nadliczbowych, niedoszłych maturzystów. Mocno wciąż skostniałe imperium w XIX wieku nie potrzebowało jeszcze tylu urzędników – a nie ma nic gorszego dla ustroju niż inteligent na bezrobociu. Myśleć taki zacznie, a potem zaraz rewolucję zrobi.

Również zdaniem obecnej władzy namnożyło się w Rosji zbyt wielu magistrów. Stąd planowane likwidacje studiów magisterskich na prowincjonalnych uczelniach – nie od dziś zresztą wiadomo, że najlepszym lekarstwem na niski poziom czegokolwiek jest tego czegoś likwidacja. O tym, że to chroniczne niedofinansowanie publiczne jest źródłem niejednej oświatowej patologii, władze wolą nie pamiętać.

Problem rosyjskich reform nie polega wyłącznie na prymitywnej ideologii „dyscyplinowania wydatków publicznych”. Władze nie tylko planują ograniczyć odpowiedzialność budżetu za oświatę – chodzi im raczej o system, w którym będzie mniej (!) magistrów, mniej studentów, mniej humanistów. Temu ma, między innymi, służyć reforma szkolnictwa podstawowego.  O co w tym wszystkim chodzi? Interpretacja pt. „autorytarna władza ogłupia społeczeństwo” wydaje się kusząca, acz nazbyt prosta.
Chodzi o standard życia. Władze Rosji zdają sobie sprawę, że nie da się go na dłuższą metę utrzymać. W latach horrendalnych cen ropy i gazu, oparte na nich państwo nie przeprowadziło niezbędnych reform. I nie chodzi o cięcia budżetowe, ale o publiczne inwestycje – w transformację gospodarki z opartej na surowcach, w opartą na wiedzy, nowych technologiach, innowacyjności, oszczędności energii.

Szumne zapowiedzi prezydenta Miedwiediewa o budowie rosyjskiej (czy choćby fińskiej) Doliny Krzemowej mogą budzić politowanie – nie tylko dlatego, że prowadząca do niej droga niemal zawaliła się w chwilę po oddaniu do użytku. Reforma oświaty publicznej nie zaprowadzi bowiem Rosji do żadnego „społeczeństwa opartego na wiedzy”, o „informacyjnym państwie dobrobytu” nawet nie wspominając. Sprzyja raczej podziałowi na wąską elitę „kapitalizmu symbolicznego” i masę nisko opłacanych wyrobników. System edukacji ma spore szanse już „na wejściu” zablokować ich aspiracje do awansu, nie mówiąc o pomysłach na polityczną organizację.

Na ironię historii zakrawa fakt, że katastrofalną reformę powstrzymać może przede wszystkim inercja rosyjskiej biurokracji, która jakiekolwiek reformy wdraża z energią równą tej, z jaką pomagała pogorzelcom z zeszłorocznych pożarów.


Komentarze
Dodaj nowy
kot   |30.03.2011 13:01:54
Na spotkaniu z Andrzejem Friszke Karol Modzelewski mówił, że nie widzi dzisiaj
"klasy" zdolnej do wprowadzania przemian
(robotnicza w Europie się
skończyła).
Jest nią klasa młodych wykształconych bezrobotnych. Dlatego trzeba
robić wszystko aby ta klasę ograniczyć, zmniejszać, marginalizować, odcinać od
kultury, upupiać!
ubik   |30.03.2011 19:45:48
No, że w Polsce jest za dużo socjologów, politologów, kulturoznawców,
psychologów, historyków, etc., krótko mówiąc humanistów, to niestety prawda.
Chociaż jest też prawdą, że nauka nie idzie w las i potem ci ludzie nawet
pracując na kasie w Biedronce są bardziej świadomi i trudniejsi do
zmanipulowania. Ale są też sfrustrowani pracą w nisko opłacanym zawodzie i to
jest problem. Natomiast zupełnie zgadzam się, że wiedza humanistyczna jest w
programie potrzebna i że obowiązuje nadal program Humboldta i Fichtego przede
wszystkim kształcenia do człowieczeństwa, a dopiero potem do zawodu. Bez
literatury pięknej nie ma naszej cywilizacji.
Poznaniak  - Równamy w dół   |31.03.2011 12:12:39
nadprodukcja to jednocześnie spadek jakości. Znajomy doktorant-historyk z
Poznania nie jest na przykład pewien, co ile lat są wybory i jakie.
Thome  - Nowa klasa.   |01.04.2011 21:28:55
Michał Sutowski dotknął istotnego problemu. Elitaryzmu i reżymowej regulacji
edukacji.

@kot
Wydaje się, że należałoby tę "nową klasę"
przybliżać do Kultury. Wszak to indywidua bez znajomości Nauki i bez znajomości
Rzemiosła. Z rozwiniętym instynktem stadnego półinteligenta i roszczeniami
finansowymi zdradzającymi drobnomieszczańską mentalność.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79609 Seconds