> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Lider i wątpliwości Drukuj
Michał Sutowski   
28.09.2011

Na początku kampanii debatowano o niemożności debaty programowej, na dwa tygodnie przed wyborami nie udajemy już, że mogłaby mieć one jakiekolwiek znaczenie. Wizje ustroju, gospodarki, polityki zagranicznej pojawiają się – raczej pro forma – w tej, czy innej telewizji albo gazecie, ale nikt nie traktuje ich na poważnie. Książka Jarosława Kaczyńskiego – pomysł sam w sobie ciekawy, w końcu w Niemczech, USA czy Francji kampanie wyborcze owocują kilkoma, lepszymi lub gorszymi, dziełami kandydatów – posłuży głównie za pretekst do akcji plakatowej; tak samo zresztą jak niestrawna buła Donalda Tuska pt. Solidarność i duma sprzed sześciu lat. O tym, jak bardzo nieważne są książki, świadczy stosunkowo powściągliwa reakcja premiera na tę, hm… pozaustawową formę kampanii jego konkurenta („jeśli komuś coś chodzi po głowie, po sercu i musi to wylać na papier, to szczęść Boże”). 


Bardzo to umiarkowane w porównaniu z niezastąpionym w swej roli Stefanem Niesiołowskim, który u Moniki Olejnik skomentował najnowszy film o Jarosławie Kaczyńskim („w stylu komunistycznego dygnitarza”, „kolekcja lizusów i klakierów obrzydliwa”, „sceny godne Bolesława  Bieruta, itp., itd.). Być może ta histeria to tylko konwencja (polityk miłości Tusk obok bullteriera Niesiołowskiego), ale może i efekt przekonania, że film Lider może nieco zamieszać w kampanii. 

  

Choć to oczywisty materiał wyborczy („zwyciężymy, zwyciężymy!” skandują w ostatniej scenie rozsadzeni po całej Kongresowej zwolennicy Prezesa PiS), jest przygotowany dość profesjonalnie i inteligentnie. „Amerykańskie” wstawki Kaczyńskiego na scenie, ciągły aplauz i podsycany konferansjerką entuzjazm nużą i irytują, ale poza tym film sprzedaje przekaz PiS w formie dość strawnej dla przeciętnego, „letniego” wyborcy. W porównaniu do siermięgi z czasów poprzedniej prezydentury (orędzie z Eriką Steinbach na tle mapy II RP), PiS dokonał cywilizacyjnego skoku w kwestiach PR.

  

Kaczyński jest przede wszystkim ciepły i rodzinny, a wyszydzana przez wielu miłość do kotów nabiera tu ludzkiego wymiaru; śmierć bliźniaka w Smoleńsku i choroba matki to tragedia przede wszystkim osobista – tylko krótka, rytualna wstawka Antoniego Macierewicza („to było ryzyko, które zawsze gdzieś koło nas stało”) zawiera aluzję do politycznego wymiaru zeszłorocznej katastrofy. Do tego wszystkiego „rodzinny” Kaczyński to nie żadne inteligenckie ciepłe kluchy, tylko podwórkowy zabijaka, co z Targówkiem bił się na kamienie i żelazne drągi (dawniej twierdził, że nie wychował się, jak Donald Tusk, na podwórku, tylko w lepszych miejscach). Do tego wszystkiego dochodzi klasyka – polityk-asceta, „wpływowe grupy są zagrożone przez jego koncepcje”, pragnie suwerennej Polski, silnego państwa, w którym „prawo jest jednakowe dla wszystkich”; próbuje naruszyć status quo w obszarze bezpieczeństwa wewnętrznego, służb specjalnych, polityki zagranicznej, itp. itd. Dawna opowieść, ale bez irytujących pojęć „układu” czy „szarej sieci”. A na koniec – Piłsudski na ścianie i Testament mój, choć odnosimy niejasne wrażenie, że niekoniecznie o Słowackiego ani Aleksandra Kamińskiego tu chodzi, ale o bliższe nam postaci i wydarzenia. Fakt faktem, że bardziej to subtelne niż zestrzelony (pociskiem z głowicą termobaryczną) Tupolew Wiktora Suworowa i „Gazety Polskiej”. I – co może najciekawsze – Kościół pozostaje jakby w tle; nawet zdjęcia komunijne przywołują raczej przytulną „rodzinność” niż „kościelność”.


PiS próbuje neutralizować swój antyelektorat i rozumie doskonale, że najinteligentniejsze wywody o peryferiach, opodatkowaniu hipermarketów czy cywilizacyjnej roli związków zawodowych w Europie nie pomogą przekonać do siebie „letnich” i niezdecydowanych. Tym bardziej nie zniechęcą rzesz przerażonych widmem Kaczyńskiego u wrót demokracji. Lider może przynajmniej niektórych uspokoić i zdemobilizować – może to nie polityka miłości, ale i nie polityczność z nożem w zębach; bez „kropki nad WSI” w Tusk Vision Network, ZOMO za płotem i opatrznościowego księdza w Pałacu, kuchni i sypialni.


Może dlatego warto przeczytać wywiad z prezesem PiS w „Uważam Rze”? Np. taki fragment: „W Polsce sprawa stosunku do Kościoła nie jest tylko kwestią światopoglądu, ale przyszłości narodu. Nie ma u nas innego systemu wartości, do którego można by się odwołać”. Jakby ktoś miał wątpliwości. 

  

Tekst ukazał się na witrynie portalu Wirtualna Polska

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
daras1983   |28.09.2011 19:59:29
Ziemkiewicz lubuje się w dogryzaniu Michnikowi i pośmiertnie już Geremkowi, że
do dziś nie ma ich prawdziwej biografii i nie ma takiego, który by się odważył
ją napisać.
A ja się pytam, czy kiedykolwiek powstanie prawdziwa biografia
Kaczyńskiego??
Biografia opisująca prawdę dotyczącą tej lojalki co to miała być
sfałszowana np.
I czy odważył by się zabrać do tego Karnowski któryś, czy może
przenajświętsza Lichocka.
KrzysztofMazur   |29.09.2011 11:40:51
Propozycja taktyczna (od neoliberała).

O wyniku wyborów zdecyduje rozkład
głosów w poszczególnych okręgach wyborczych. System D’onta premiuje zwycięzcę w
okręgu. Zwycięży ten, kto wygra w największej liczbie okręgów. W takiej sytuacji
uważam, że należy głosować na PO we wszystkich okręgach w kórych historycznie
(np. w 2005 roku) PiS wygrał lub zremisował. Natomiast w tych okręgach, gdzie PO
ma wyraźną przewagę we wszystkich dotychczasowych wyborach, warto poprzeć kogo
innego, tj. SLD lub Palikota. Takie głosowanie daje zwycięstwo PO i jednocześnie
tworzy przyszłą alternatywę dla PO, która będzie potrzebna w następnych wyborach
w 2015 roku.
KrzysztofMazur   |29.09.2011 11:43:17
Jako neoliberał nie wiem kogo wybrać:
Leszka Millera z SLD czy (ruch)
Palikota?
Kto jest bardziej neoliberalny?
KrzysztofMazur   |29.09.2011 12:32:51
Palikot odbiera głosy SLD i tym samym wzmacnia PO, a mówiąc ściśle zwycięzcę w
danym okręgu. Dodatkowo ma tu znaczenie system Donta, jeśli Palikot przekroczy
próg, to będzie się wliczać więcej partii, co dodatkowo wzmacnia zwycięzcę. Może
się okazać, że SLD dostanie więcej głosów niż PSL i będzie mieć mniej posłów od
PSL. To jednak na dłuższą metę będzie pozytywne. SLD pozostanie w opozycji i
będzie alternatywą dla PO i PiS w 2015 roku, podobnie jak Palikot, jeśli
wejdzie. Najgorszy wariant to taki, że powstaje rząd PO SLD PSL i jedyną
opozycją jest PiS. To grozi endecką zadymą w 2015 roku.
anya   |29.09.2011 13:22:05
Tak nam zabetonowali scenę polityczną, że co wybory to inny skład parlamentu ;)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.78931 Seconds