> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Do czego potrzebny jest biskup? Drukuj
Michał Sutowski   
13.07.2011

„Po co taki biskup jest w ogóle potrzebny?” Tego wolteriańskiego z ducha pytania nie zadał żaden mason czy inny szarlatan, lecz znany entomolog. Chwilę potem, ponabijawszy się z „fachowców z KUL”, dodał jeszcze (o innym księdzu): „chory z nienawiści człowiek, który powinien zdjąć sutannę i zapisać się do PiS, pójść pod ten krzyż i namiot na kółkach i tam głosić swoje brednie…”. A jeszcze kilka tygodni później – „Kościół zamienia się w sektę”, a tak w ogóle to biskupi wspierali Targowicę… Dawny jastrząb ZChN antyklerykałem? To jakby Jerzy Urban dał na mszę. Prawie – bo Stefan Niesiołowski zmienia swą linię wybiórczo. Kocha PO jak niegdyś AWS, homofobem jak był, tak pozostał, wciąż cytuje – nie zawsze ściśle – Ewangelię i z konserwatywną melancholią podkreśla, że kiedyś „księża takich rzeczy nie mówili”.

Wolty profesora to nic nowego – nie pierwsze ani zapewne nie ostatnie. Jak będzie trzeba, pójdzie i na Paradę Równości, pod warunkiem że Kaczyński położy się Rejtanem na jej drodze. Ciekawsze jest co innego – Stefan Niesiołowski to bowiem nie tylko pitbull Platformy, ale stosunkowo czuły barometr jej linii. Bluzgi na PiS i ojca („jaki to ojciec?!”) Rydzyka to nic nowego, ale kolejne ataki na biskupów już coś nam mówią – niewiele o poglądach autora kultowych Meszek rzek Widawki i Grabi, za to sporo o aktualnym kierunku partyjno-dziejowych wichrów.

Niesiołowski szydzi z biskupów, Platforma ostentacyjnie nie przychodzi do Bazyliki Mariackiej (bo abp Sławoj Leszek Głódź na Platformę krzyczy), gdańscy radni partii zapobiegli darowiznom miasta na rzecz kurii (tzn. sprzedaży nieruchomości za 1 procent ceny); premier już jakiś czas temu zapowiedział, że klękać przed księdzem nie będzie. I to przed wyborami! Widmo zapateryzmu krąży nad Polską?

Stosów (świeckich) chyba jednak nie będzie. PO nie nadaje się ani na partię antyklerykalną, ani nawet na chorągiew cywilizowanego liberalizmu. Do wycofania katechezy ze szkół publicznych, a biskupów z rozmaitych „wspólnych komisji” droga bardzo daleka. Do zwrotu niedoszacowanego mienia – tym razem samorządom – nie dość, że daleka, to jeszcze kręta i wyboista. Ale delikatne zaczepki Platformy z ostatnich tygodni to coś więcej niż tylko wojenny rytuał, więcej niż tylko odpowiedź na jawny sojusz toruńsko - PiS-owski. Relatywny chłód PO wobec hierarchów to symptom zmian społecznych – partia Tuska nigdy ich nie inicjuje, za to z opóźnieniem reaguje na społeczne trendy. Polityka PO, zwłaszcza w kwestiach „symbolicznych”, to ociężały i spóźniony, ale jednak refleks nastrojów szerokiej opinii publicznej.

Przez dwie dekady panował w Polsce polityczny strach przed potęgą Kościoła – na otwartą wojnę z hierarchią nie zdecydował się nikt, z partyjną lewicą i intelektualnymi liberałami włącznie. Nędza tutejszej teologii, brak reakcji na realne zmiany cywilizacyjne, letni i płytki katolicyzm masowy („gorący” był zawsze margines, jak widać było „pod krzyżem” – dość kłopotliwy) nie przeszkadzały Kościołowi utrzymywać i poszerzać zasoby i wpływy. Mówiąc słowami Tadeusza Bartosia, „podejście gospodarskie”, tzn. koncepcja obrony i poszerzania kościelnego „stanu posiadania”, materialnego i symbolicznego, sprawdzała się doskonale przez kilka stuleci – w III RP osiągnęła szczytów efektywności. Obok samospełniających się przepowiedni („przeciw Kościołowi nic tu nie zdziałamy”) oraz popularnej mitologii („to jest konserwatywne społeczeństwo”, względnie „jak nie katolicyzm, to barbarzyństwo”), sprzyjał temu fakt, że dla bardzo wielu Polaków, wierzących czy nie, Kościół był organizatorem życia społecznego. Stara teza Romana Dmowskiego o katolicyzmie jako jedynej „formie” dla polskiego narodu sprawdzała się o tyle, o ile duża część społeczeństwa miała (ma?) ograniczony dostęp do świeckich instytucji. Od zbiorowej psychoterapii, przez komunijno-ślubno-pogrzebowe rytuały, aż po paczki na święta. Ten ostatni kapitał zresztą trzyma się mocno – Radio Maryja zanotowało ostatnio wzrost słuchalności.

Fakt, że zachowawcza i kunktatorska PO zaczyna bardzo ostrożnie przełamywać dotychczasowy impas, że powoli narusza symboliczny układ sił (zapowiedź związków partnerskich, in vitro), nie świadczy jeszcze o jej liberalizmie, o lewicowości nie wspominając (PJN z Gowinem też muszą się gdzieś zmieścić…). Świadczy natomiast o zasięgu społecznych zmian i słabnięciu dotychczasowych aktywów Kościoła. Po prostu wielu Polakom przestaje on dawać społeczną satysfakcję (religijna nie była nigdy problemem – duchowość, Bóg i przeklęte pytania ludzkości to raczej fanaberie kilku krakusów, ewentualnie myślicieli z Pracowni Pytań Granicznych).

PO z Gowinem i Niesiołowskim nie oddzieli trwale Kościoła od państwa, może jednak przesunąć granice jego wpływu – ucywilizować finansowanie, pomóc wszystkim chcącym żyć w legalnych związkach, przywrócić prawa reprodukcyjne kobietom. Ale o tym, dla ilu Polaków pozostanie on „jedyną formą”, zadecyduje kto inny. Entomolodzy nie rokują tu dużych nadziei.

Felieton ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

  

Komentarze
Dodaj nowy
ubik   |13.07.2011 15:59:38
Platforma stosuje może zasadę konwoju. Tempo konwoju musi być dostosowane do
prędkości najwolniej płynącego okrętu.
emes5756   |13.07.2011 18:14:56
Że też inteligentny felietonista, za miernik i kompas aktualnej polityki PO
przyjmuje wypowiedzi takiego harcownika i demoralizatora publicznej dyskusji w
Polsce, dziwię się. Wypowiedzi jego są bowiem tyle skrajne co nieobliczalne, a w
ustach "intelektualisty" z tytułem profesorskim zadziwiające. Nie
budował bym wokół tego żadnej wielkiej teorii, choć niewątpliwie pewne
zapotrzebowanie obsługuje. Tak jak nie deprecjonował bym do dziedziny fanaberii
wysiłki kilku "krakusów ewentualnie myślicieli z Pracowni Pytań
Granicznych". Są tam nazwiska (obaj wiemy), które na takie spłukanie na
pewno nie zasługują. I tu się dziwię felietoniście po raz drugi, bo
przestrzelił. Niech się więc p. Sutowski nie zdziwi, jeśli go ktoś niezasłużenie
i niekompetentnie potraktuje "z buta". A szkoda by było, bo ma
potencjał.
@ubik: zgoda, ale jeśli by miarodajną co do tempa i kierunku
jednostką miał być nasz entomolog…
dawid   |14.07.2011 02:03:43
@emes5756
z tą fanaberią to raczej chodziło o ironię wymierzoną w przeciętną
polską religijność. Kościół po prostu zapewniał "społeczną satysfakcję"
sprawy którymi zajmował się Więcławski vel Polak to dla przeciętnego katolika
właśnie fanaberie. W tym sensie - jak pisze autor - satysfakcja "religijna
nigdy nie była problemem" dla polaka - katolika.
emes5756   |14.07.2011 17:13:43
@dawid
dziękuję, najwyraźniej nie zrozumiałem. Może inni też, bo aluzja dość
cienka?
ale_akcja   |25.07.2011 13:36:23
Ja zrozumiałem.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.80049 Seconds