> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Deutsche Wirtschaft po polsku Drukuj
Michał Sutowski   
14.09.2011

Rząd podwyższył – do 1500 złotych brutto – płacę minimalną w Polsce. Zdaniem związkowców za mało, bo za około tysiąca „na rękę” na pełen etat nie da się praktycznie utrzymać. A to z kolei oznacza, że wciąż będziemy mieli w Polsce armię „pracujących ubogich”, którym nawet ciężka praca nie zapewnia godnego życia. Zdaniem tzw. ekspertów ekonomicznych to oczywiście za dużo, bo ta podwyżka z pewnością „spowoduje wzrost bezrobocia o kilka procent” (cyt. za TVN24).

Problem nie tylko w tym, że pracownicy, dla których sto kilkadziesiąt złotych miesięcznie to często znacząca suma, wciąż zarabiają grubo poniżej połowy średniej krajowej (1500 złotych to 41 procent przeciętnego wynagrodzenia); ani też w tym, że związkowcy są górą tylko częściowo (OPZZ i „Solidarność” chciały więcej); nie chodzi wreszcie o to, że po wyborach prawdopodobny rząd PO „wynagrodzi” pracodawców np. kolejnymi ułatwieniami w zwalnianiu pracowników.

Największy kłopot w tym, że dyskutując o płacy minimalnej, wciąż tkwimy w sposobie myślenia rodem z początku lat 90. Istnieje „obiektywna” racjonalność ekonomiczna, niemal zawsze faworyzująca interes pracodawcy (bo tworzy miejsca pracy, ergo dobro pracodawcy równa się dobru publicznemu). Ten z kolei nakazuje bezwzględnie ciąć „nadmierne koszty pracy”, a regulację płac pozostawić rynkowi. Odchylenia od tego modelu mogą być jedynie efektem niewiedzy (przeklęta niekompetencja posłów/ministrów/premierów), demagogicznego populizmu (w przypadku PO – „miękkiego”), względnie patologicznych układów klientelistycznych, dzięki którym „roszczeniowe”, a wpływowe grupy zawodowe wydzierają dla siebie co lepsze kąski (przywileje) ze wspólnego tortu…

  

To myślenie ekonomiczne o złożoności cepa nie pozwala oczywiście potraktować wczorajszej decyzji rządu inaczej jak tylko elementu kampanii wyborczej, który służyć ma wyciągnięciu nieco elektoratu SLD i wytrąceniu z ręki argumentów „solidarystycznych” Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Od mniej czy bardziej szlachetnych intencji (PR czy los pracowników) premiera Tuska ważniejsze jest to, że w Polsce nigdy nie poddano dyskusji modelu rozwoju gospodarczego – a bez niej spór o płacę minimalną zawsze utonie w powodzi oskarżeń o demagogię, miękkość, populizm i „niechęć do trudnych reform”. Nigdy nie postawiono głośno pytania, czy rozwój opierający się na eksporcie to najlepszy pomysł na długofalowy dobrobyt i powszechne szczęście między Odrą a Bugiem.

Model transformacji (mniejsza o możliwe/niemożliwe alternatywy) po roku 1989 był dość prosty. Polska miała szybko wejść w obieg globalnej gospodarki i konkurować w nim przede wszystkim tanią siłą roboczą i stosunkowo niskimi kosztami pracy. Przez dwie dekady płace realne w Polsce rosły o wiele wolniej niż poziom produktywności, względnie wydajności pracowników. Źródłem wzrostu miał być eksport, i to raczej produktów nisko i średnio przetworzonych – prywatyzacja nie sprowadziła do Polski zbyt wielu wysokich technologii, doszło za to do daleko posuniętej dezindustrializacji.

  

Nakłady na badania i rozwój (0,6 proc. PKB) są w Polsce o połowę niższe niż na Węgrzech, dwa i pół razy niższe niż w Czechach, sześć razy niższe niż w Finlandii. Oznacza to niski poziom innowacji – a w efekcie konieczność wypracowywania zysku przede wszystkim poprzez wyzysk pracowników. To znaczy: poprzez niskie płace, możliwe także dzięki bezrobociu, horrendalnie wysokiemu aż do czasu integracji z UE.

Polska prowadzi politykę analogiczną w pewnym sensie do Niemiec od czasów kanclerza Schrödera – presja na obniżkę kosztów pracy ma czynić kraj nie tylko konkurencyjnym, ale i przyjaznym inwestorom. Tyle że Niemcy oprócz dyscypliny pracy i zaniżanych sukcesywnie płac (w stosunku do wydajności) mają jeszcze rewelacyjną infrastrukturę, laboratoria hi-tech, niezłe uczelnie techniczne i kilka sektorów przemysłu, w których są tradycyjnie supermocarstwem. Polska przejęła z modelu gospodarki „proeksportowej” to, co najgorsze (wyzysk), nie posiadając jej najważniejszych atutów (innowacje, technologie).

Rozwój, który przyniósłby dobrobyt większości społeczeństwa, wymagałby co najmniej dwóch czynników. Po pierwsze, nakładów na inwestycje w nowe technologie, w tym także na badania podstawowe, które z trudem finansuje biznes; funduszy europejskich w tym obszarze wciąż nie potrafimy absorbować. Po drugie, rozwój sektora usług wymaga zamożnego społeczeństwa (poza fryzjerami w Zgorzelcu i dentystami w Słubicach o „eksport” usług dość trudno), żyjącego i zarabiającego na miejscu – czego nie da się uzyskać bez wysokowydajnej pracy (patrz punkt pierwszy).

Odpowiedź na pytanie, czy taki model rozwoju – który faworyzuje lokalną konsumpcję, w którym zysk pochodzi z innowacji, a nie wyzysku, w którym pracujących stać na korzystanie z usług świadczonych przez innych pracujących – możliwy jest na polskich półperyferiach, nie jest prosta. Z pewnością jednak mocno polityczna, bo to od nacisku na partie (związków zawodowych i - no właśnie, kogo jeszcze?) zależy, czy polscy decydenci polityczni zaczną myśleć o państwie jako realnym aktorze rozwoju, czy raczej fetysz szybkiego „równoważenia budżetu” kosztem inwestycji przesłoni im wszystko.

Spór o model rozwoju nie tylko pomógłby ustawić dyskusję o płacach minimalnych i wszystkich innych we właściwej perspektywie – np. uznać wyższe płace za motor rozwoju, a nie roszczeniowy wymysł przyspawanych do stołków związkowców. Pozwoliłby wreszcie sensownie ustalić takie drobiazgi jak polska polityka europejska i racjonalnie stwierdzić, czy np. rząd gospodarczy duetu „Merkozy” wraz z pakietem konsolidacyjnym „to dla nas źle, czy dobrze”.

  

Polskie media z pewnością solidarnie podejmą ten temat – zaraz po tym, jak Episkopat określi stawki za transmisję ze spalenia na stosie Nergala, posłanka Kempa dowie się, kto się jej włamał do skrzynki, a Janusz Palikot odbierze z serwisu wibrator.

Felieton ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

Komentarze
Dodaj nowy
El Diablo   |14.09.2011 18:07:15
Nic dodać, nic ująć. Święta prawda i świetny felieton.
Draw   |14.09.2011 18:42:18
Rzeczywiście trudno nie zgodzić sie z autorem, że problemu płacy minimalnej nie
można poważnie rozpatrywać bez szerszego kontekstu. W Polsce istnieje pogląd o
zbyt wysokich kosztach pracy. Jeżeli całkowity koszt pracy jest to płaca brutto
plus koszty pracodawczy a w Polsce jest jedna z niższych płac w Europie, więc
być może mamy za wysokie koszty pracy, ale w stosunku do Chińczyków, którym
mielibyśmy może ochotę odebrać pracę..Albo dla pracodawców, którzy chcąc więcej
zarobić spoglądają na Wschód. Tak samo tzw. klin podatkowy w Polsce( ok. 39%)
lokuje się raczej w dolnej tabeli krajów europejskich. Być może mamy zbyt
wysokie jednostkowe koszty pracy, ale to właśnie m.inn. związane jest z
innowacyjnością o której wspomniał autor felietonu. Na pewno są w Polsce drobni
przedsiębiorcy, dla których koszty pracy są wysokie, ale chyba oferują oni
przede wszystkim towary i usługi "mniej skomplikowane", za które ubogi
konsument wiele nie zapłaci. I tutaj jest trochę takie błędnie koło, z którego
nie ma prostego wyjścia , ale autor wskazał jakiś kierunek w felietonie.
Przynajmniej do dyskusji.
daras1983   |14.09.2011 20:58:10
Ogólnie można się zgodzić.
Lord Shuvax   |14.09.2011 23:12:50
"rozwój sektora usług wymaga zamożnego społeczeństwa żyjącego i
zarabiającego na miejscu"

Trochę takiego społeczeństwa już jest (w takich Poznaniach i Warszawach),
ale można odnieść wrażenie, że większość ludzi zamożnych w Polsce
(w przeciwieństwie do Niemiec) cechuje zupełny brak patriotycznych
zachowań konsumenckich. W takiej Bawarii jazda BMW albo Mercem (choćby na
kredyt) to niemal obywatelski obowiązek. W Polszy poniekąd jest tak
samo, tzn. co niemieckie to solidne, a co krajowe to ch.jowe (niech ktoś
spróbuje znaleźć sprzedawcę, który poleca polską pralkę).
Wszystkie akcje typu "Teraz Polska" poschodziły na psy, a
dobrze zrobiona kampania propolsko-konsumencka, mogłaby dać potężnego
kopa do nakrecenia popytu wewnętrznego. Ponadto taka kampania
wzniecona przez lewicę mogłaby przynieść niezły efekt uboczny w postaci
przełamania prawicowego monopolu na patriotyzm. Się może
warto pochylić nad tym?
Thome  - Złożoność cepa.   |15.09.2011 00:48:04
Płaca minimalna (dodatkowo bez zróżnicowania wobec poszczególnych regionów
Polski) stanowi cenę minimalną za pracę. Oznacza to, że sprzedaż pracy za cenę
niższą będzie ścigana przez reżym jako nielegalna (tzw. "na czarno").
Tym samym ograniczy się zarówno podaż takiej pracy, jak i zdławi (częściowo)
popyt na nią. Ergo - wzrośnie bezrobocie, szczególnie wśród najgorzej
wykwalifikowanych oraz zdławi się ich zatrudnienie. Mamę oszukasz, ciocię
oszukasz……..

@Draw

W Skandynawii łagodzi się klin podatkowy flexurity
(o jakiej nie śniło się polskim neomarksistom) oraz de facto przymusem pracy. U
nas jest nacisk na jego (tj. klina) zwiększanie połączone z usztywnieniem form
zatrudniania. Kiedy doczekamy się wreszcie polskich socjaldemokratów, którzy dla
potrzeb publiki pogardłują o "łupieniu bogatych", ale pobajerują progami
podatkowymi w kierunku spłaszczenia zabójczego dochodowego i elastycznego rynku
pracy?
Slawczan  - Sensowny artykuł…   |15.09.2011 13:35:52
Ciekawą jest a pokrętną logika prezentowana przez tuzów biznesu polskiego z
gatunku Bochniarz albo Mordasewicza - np. jeżeli np. obciążymy pracodawcę
kosztami nadgodzin to wpłyniemy na wzrost bezrobocia. A więc jeżeli będziemy
mogli dołożyć tym co pracują więcej roboty bez konsekwencji finansowych to ,jak
rozumiem tą logike zwiększymy zatrudnienie? Wydawało by się ,że jeżeli ,,nie
opłaci się dokładać roboty" tym co pracują to trzeba będzie wziąść kogoś
dodatkowo by tą robotę wykonał. Ale jednak nie…Podobnie z innowacjami - po co
kupować mini-koparkę skoro można wziąść ludzi ze wsi za mini-płacę do wykopania
rowu…Gdyby praca zatrudnionych w Polsce była droższa to pracodawcy by ją
bardziej szanowali, myśleli o usprawnieniach, innowacjach.Ale po co? Nie dajesz
rady? Zostań dłużej! Przyjdź w sobotę/niedzielę.
Już kiedyś taki model rozwoju
przerabialiśmy - gdy w XVII/XVIIIw swiat zaczął zmierzac w strone
kapitalistycznego rozwoju ,w wyniku wojen (przerzedzających populacje kmiotków)
praca zaczęła drożeć jak i całościowa efektywność tego modelu rozwoju(opartego
na feudalizmie) maleć -pojawiła się potrzeba innowacji. A u nas - dzięki
pańszczyźnie można było chłopu kazać pracować więcej. I po co inwestycje w
innowacje? Wystarczył odpowiednio ostry ekonom(odpowiednik dzisiejszej wyższej
kadry menagerskiej) i brutalni karbowi (niższa kadra menagerska). Jedyna
inwestycją potrzebną do sprawnego ,,funkcjonowania" takiej gospodarki był
bat (odpowiednik dzisiejszego liberalnego terroru higienicznego bezrobocia).
Nawet model rozładowywania napięć jakie taki system mogły by rozsadzić jest
identyczny - odpowiednio liczny stan uprzywilejowany (szlachta stanowiła 10%
populacji - co dziesiąty chodzący po ówczesnej Rzeczpospolitej był policjantem
tego systemu) oraz wchłanianie przez ten stan potencjalnych buntowników - plebej
nie godzący się ze swoim upośledzeniem(a więc osobnik relatywnie inteligentny
albo sprytny) mógł uciec do inne części Rzeczpospolitej, kupić od ,,Żyda na
jarmarku papiery szlacheckie" i wszrobować się do stanu uprzywilejowanego
wzmacniając go. Czyż nie przypomina to dzisiejszej sytuacji? 40%
uprzywilejowanych w różnoraki sposób(musi być ich odpowiednio więcej bo teraz
demokracja już nie szlachecka) pilnuje by pozostałe 60% tyrało na ich
przywileje? Np. chłopak ,który nie chce tyrać do śmierci wkręca się do
policji/mundurowych i już pałą oraz kartką do głosowaia pilnuje by było
sprawiedliwie? A pomagają mu w tym np.związki zawodowe organizujące
uprzywilejowanych wokól obrony status quo.
Slawczan   |15.09.2011 13:41:35
@ Lord Shuvax - ależ Polacy sa patriotycznymi konsumentami: najczęściej
kupuja Ople i Fiaty, piją tylko w zasadzie produkty Lecha albo Żywca, telefony
mają tylko w T1, Orange, ulubiona wodą mineralna jest Cisowianka
Łysy   |16.09.2011 14:37:10
@Thome
płaca minimalna - mnie zastanawia jak wyglądałaby efektywność w
przypadku podniesienia płacy (nie tylko minimalnej). Na mój chłopski rozum taka
kasjerka w hipermarkecie będzie pracować efektywniej, poziom obsługi klienta
poprawi się gdy nie będzie się musiała się martwić jak wyżyć za pensję.
Widziałem, że to działa w takim Tesco UK - tam naprawdę są (lub bywają)
uśmiechnięci, zaangażowani pracownicy.
Należy też pamiętać, że powiedzenie
"jaka praca taka płaca" działa również w drugą stronę.
No i generalne
stwierdzenie, ze jak koszty pracy będą za wysokie to pracodawcy uciekną. Być
może. Z drugiej strony pytanie czy chcemy żyć w kraju, gdzie warunki zbliżają
się do, jakże efektywnych, chińskich standardów.
austriak  - re: Łysy   |18.09.2011 18:24:48
A jak by się uczyli słabsi uczniowie gdyby automatycznie dostawali z każdego
sprawdzianu co najmniej gwarantowane trójki?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87155 Seconds