> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czkawka po Komisji Majątkowej Drukuj
Michał Sutowski   
01.12.2010

„Nie jest naszą intencją, żeby szkodzić Kościołowi” – trudno o lepsze podsumowanie postawy polskich polityków wszystkich opcji niż słowa Donalda Tuska. Choć premier Miller podsumował to zwięźlej – „Unia warta była mszy”. Katarzyna Wiśniewska pisze w Gazecie Wyborczej o gorzkiej lekcji na temat skutków uległości państwa wobec Kościoła – i niemal wszyscy mają po Komisji Majątkowej czkawkę. Wszyscy, poza rządem i Episkopatem. Znów się dogadali?

 

Z pozoru wygląda to wszystko katastrofalnie – w końcu decyzja o likwidacja Komisji Majątkowej została podjęta w trybie podobnym temu, w jakim ją powołano do życia. Czyli w porozumieniu państwa z Kościołem, ku zadowoleniu obu stron. Ponieważ Komisja przekazała już niemal wszystko, co było do przekazania, ponieważ okazało się, że część jej decyzji pilotował oficer SB, ponieważ – wreszcie – zaczęto otwarcie pisać, że coś z nią nie gra. Cóż bardziej logicznego, niż zamieść sprawę pod dywan?

 

O Komisji Majątkowej napisano już sporo i słusznie, choć przede wszystkim w jednej tylko gazecie. Między innymi o tym, że powstała ona jako instytucja niekontrolowana przez nikogo – jeszcze za PRL, które to państwo przez kilka swych ostatnich lat szukało z Kościołem wspólnego języka. Bo okres stalinowskich prześladowań i gomułkowskich szykan dawno minął, a gierkowskie modus vivendi stopniowo przekształcało się w wolę współpracy – brutalne zabójstwa księży w latach 80. nie przeszkadzały władzy szukać w Kościele sojuszniczej siły politycznej i gwaranta społecznego spokoju. A potem było już tylko lepiej – takich 20 lat miodowego pożycia państwo i Kościół nie zaznały nigdy w historii. „Liberalizm” katolików u władzy wyrażał się głównie w przekonaniu, że własność jest święta, przy czym zwolennikom kapitalizmu nie przeszkadzał wcale zwrot – na koszt państwa – majątków typowo feudalnych… Niemożność odwołania od decyzji, tajność postępowania, strona zainteresowana jest sędzią we własnej sprawie (Kościół de facto sam wyceniał dobra, do których zgłaszał roszczenia), całkowite lekceważenie interesu lokalnych społeczności i samorządów. Konstytucyjne horrendum o trudnej do oszacowania skali – na powierzchnię wypływały tylko najbardziej rażące przypadki, jak zajezdnia w Piasecznie (grunt „niedoszacowany” na 75 mln złotych), park w Świerklańcu (42 mln) czy legendarna Białołęka (różnica wycen Kościoła i gminy wyniosła, bagatela, 210 mln złotych). A wszystko razem? Episkopat raczy wiedzieć – choć i on nie ma pewności. Akt doprosić się nie można. Na pewno 500 budynków, 100 mln i kilkadziesiąt tysięcy hektarów ziemi – ostrożnie licząc, warte łącznie kilka miliardów złotych. A co za próbę krytyki? Publiczne zrównanie z oprawcami z ubeckich katowni, względnie mordercami księdza Popiełuszki.

 

Szczodrość skarbu państwa była rzeczywiście ponadpartyjna – od SLD po PiS. Choć ta ostatnia partia wniosła też „nową jakość”. Arbitralną decyzją innej Komisji (Wspólnej Rządu i Episkopatu), Ludwik Dorn pod rękę z abpem Wielgusem zdecydowali, że Kościół polski może być… spadkobiercą niemieckiego – chodziło oczywiście o kolejne majątki, tym razem na ziemiach zwanych w języku Władysława Gomułki „odzyskanymi”.

 

Kościół dostał, ile tylko mógł – więc Platforma zamknie kramik i znów zapanuje święty spokój. Czyżby znowu czarna – nomen omen –  rozpacz?

 

Być może mamy do czynienia z – rzadkim, to prawda – przypadkiem, gdy interes tego rządu ma coś wspólnego z interesem, za przeproszeniem, publicznym. Choć sprawa jest skomplikowana. Jeśli samorządy (tak jak Kraków) zdecydują się masowo na walkę o odszkodowania, staniemy przed dwiema możliwościami. Ktoś za to zapłaci – albo Kościół, albo Skarb Państwa. Likwidacja Komisji zmniejsza szansę na decyzję Trybunału o jej niekonstytucyjnym charakterze. Sprzeczność z konstytucją oznacza tyle, że samorządy mają prawo do odszkodowania za przekazane Kościołowi ziemie – ale od skarbu państwa. Stosunkowo łatwe do uzyskania. Zgodność z konstytucją stwarza konieczność sądowej batalii w każdym przypadku z osobna – zaskarżenie decyzji ma szanse powodzenia, jeśli wykaże się praktyki korupcyjne (pierwsze śledztwa się toczą), rażące zaniżenie wyceny albo naruszenie interesu społecznego (np. gdy „odzyskany” od gminy park Kościół sprzedał ostatecznie deweloperowi). I wtedy zapłaci Kościół. 

 

Odszkodowania od skarbu państwa oznaczałyby, że państwo (tzn. podatnicy) zapłaci samorządom za to, co państwo (jego elity) im odebrało i przekazało niegdyś Kościołowi. Nieciekawa perspektywa. Alternatywą jest walka „podjazdowa” – osobny proces w każdej poszkodowanej gminie. Może warto? Dylemat – błogosławieństwo kurii czy nieruchomości i pieniądze na drogi i przedszkola – może stanowić dobry impuls do publicznej debaty w samorządach. Trzy tysiące postanowień Komisji otwiera tu spore możliwości.

 

Walka o przekazane Kościołowi majątki to ryzykowny, acz całkiem chwytliwy punkt programu dla kandydata na radnego. W każdym razie lepszy niż „Orliki z dala od polityki”.

Komentarze
Dodaj nowy
Slawczan   |02.12.2010 10:51:31
Bardzo dobry komentarz a wnioski koncowe niestety tyleż smutne co prawdziwe.
Myślę,że rząd znajdzie sposób by obdarować i usatysfakcjonować swoich
,,dobrodziejów". Obawiam się ,że likwidacja komisji to typowa musztarda po
obiedzie, to co było do odzyskania wartościowego to już położyli na tym łapę a
inne rodzynki spróbują wydłubać spokojniej i mniej łapczywie. Droga sądowa ma
niestety kilka minusów-pierwszym jest to co jest w finalnej konkluzji:życzliwe
kazanie w dniu wyborów vs. odzyskanie mienia wyłudzonego. Jaki to wybór dla
polskiego samorządowca? Żaden.Gdyby ocenić tą sytuację idealistycznie jest to
logiczne.Ale ilu polskich samorządowców idzie tam ,,działać" dla
idei?Promil?.Załóżmy jednak ,że się mylę i ,że są samorządowcy z
kręgosłupem.Kolejnym problemem tej drogi jest sam proces. Samorząd uginający
sie pod ciężarem(finansowym) nakładanych obowiązków przeciwko największej
korporacji na świecie mającej kasę na najlepszych prawników w okolicy (czasem
nawet kasy im nie trza dawać-pieczątka kościelna dobrze czyści uświniony
charakter) i mogący wywrzeć stosowną presję na śedziego(dowodem na to są
salomonowe orzeczenia sędziów SN/TK w sprawach światopoglądowych).
Innym
aspektem tej sprawy (dla mnie) jest postawa premiera Mazowieckiego. Nie waham
się jej nazwać zbrodnią założycielską III RP. To jego rząd był prekursorem
takiego złatwiania spraw państwo-kościół:niekonstytucyjnego,po cichu,bez żadnej
dyskusji.To ten rząd ustalił praktykę kupowania poparcia Kościoła i płacenia mu
za to majątkiem państwowym.Potem zaczęła już tylko licytacja kto da
więcej.Symptomatycznym dla tego okresu są dwa wydarzenia - podpisanie
wynegocjowanego w tajemnicy (a jakże) konkordatu przez będący na wylocie rząd H.
Suchockiej i nocne powiesiny krzyża w sejmie w 1997 roku.Rządzący nie tylko
dawali co Kościół sobie życzył ale starali uprzedzać jego życzenia.Czy było to
poddanie się dyktaturze światopogldowej czy pospolitej chciwości
korporacji.Smutną rolę odegrała tu tzw. lewica (SLD). Pamiętam ,że jednym z
głownych frontów opozycji Kwaśniewski- Wałęsa stosunek do konkordatu. Kwas
zapowiadał niepodpisywanie ale gdy AWS/UW ratyfikowały go onże sam go gładko
podpisał.Nagrodą była przejażdżka papamobile.To chyba był interes epoki - kilka
mld. zł. rocznie za kilka litrów paliwa i kilka fotek?
Trudno więc się dziwić
,że Kościól zachowywał się co raz bezczelniej.
Nie odbyło się żadne referendum
w sprawach światopoglądowych.Tylko brudne targi z klikami politykierów.Dlaczego?
A czy ktoś śłyszał by UFC/Chiquita godziła się /organizowała referenda w Belize
lub Gwatemali nt. ustroju rolnego tych krajów? Powiem przewrotnie ,że zgadzam
się z Jarosławem Kaczyńskim w jednym :źródłem wszelkiego zła dnia dzisiejszego
są ziarna posiane przez tzw. pierwszy rząd wolnej Polski.To ten rząd sprawił,że
Kościół stoi on ponad prawem,to ten rząd wskazał ,że droga do żłoba(w
polityce/samorządzie) wiedzie przez plebanię,to ten rząd pokazał ,że głos
społeczeństwa jest nieistotny w dyskusji a społeczeństwo zostało przuczone do
tego,że nie ma nic do gadania. Aż tu nagle wszyscy(szczególnie premier Tusk)
ocknęli się i skontatowali ,że tu Klechistan.Premier Tusk szmacący się ślubem
kościelnym w trybie wyborczym po dwudziestukilku latach udanego(chyba) pożycia
bez stosownego pokwitowania kościelnego. Kościól przeszarżował tylko w
bezczelności czy po prostu Donald zrozumiał ,że nikt nie przelicytuje J.
Kaczyńskiego w szczodrości katolickiej? Za ,którą to szczodrością już nic więcej
nie ma do ugrania?
Na koniec mała dygresyjka historyczna.We Francji po upadku
Napoleona(tym pierwszym w 1814) nowy/stary rząd chciał wrócić do cudownych
porządków sprzed rewolucji.Wydarzenia 100 Dni dały im na tyle do myślenia ,że
poza wyłatą jakichs psich odszkodowań dla arystokratów i kościoła rząd (z bólem
dupy) musiał ZAAKCEPTOWAĆ RZECZYWISTOŚĆ porewolucyjną. Nasi nowi panowie w 1989
roku postanowili cofnąć wskazówki zegara do stanu z roku 1939.
Agnieszka G.   |02.12.2010 11:15:12
Ludwik Dorn pod rękę z abpem Wielgusem zdecydowali, że Kościół polski może
być… spadkobiercą niemieckiego - chodziło oczywiście o kolejne
majątki, tym razem na ziemiach zwanych w języku Władysława Gomułki
"odzyskanymi".


Wszystko to pięknie i słusznie, ale czy nie na podobnej zasadzie
otrzymywały majątki gminy żydowskie? Nikt jakoś nie podnosi kwestii,
czy polska gmina żydowska we Wrocławiu może być spadkobiercą gminy
niemieckiej, bo w tym wypadku działa straszak
"antysemityzmu". Oczywiście, globalnie wchodzi w grę majątek
dużo mniejszy, ale nie w przeliczeniu na głowę "funkcjonariusza
kultu".

A co z innymi kościołami? Po kim dziedziczą protestanci?
Jeśli już wymiatamy spod dywanu, to wymiatajmy do czysta.
mhnatiuk   |03.12.2010 13:31:53
@Agnieszka G. - problem w tym, że KK przejął juz większość majątków
należących do innych Kościołów, wystarczy popatrzeć na "ścianę
wschodnią" i kościoły prawosławne i grekokatolickie, które zostały w
większej części po prostu przywłaszczone przez KK, a kto teraz podnosi głos,
żeby może oddać, oskarżany jest o "szerzenie nienawiści". Dlatego Pani
argument jest czysto scholastyczny - tak, to byłby problem, gdyby faktycznie
mógł zaistnieć. Ale go nie ma
Agnieszka G.   |03.12.2010 16:30:31
> mhnatiuk

Poruszył Pan zupełnie inny problem. Ja się ustosunkowywałam do
tego, co jest w cytacie: czy polski KK może być spadkobiercą niemieckiego KK. I
wskazałam, że tak samo polskie gminy żydowskie są spadkobiercami niemieckich
gmin żydowskich, a polscy protestanci chyba też bywają spadkobiercami
niemieckich protestantów. Jeśli idzie o relację KK - prawosławie, to o ile wiem,
jedni drugim sobie już od dawna zabierali i zabierają, co tylko mogą, w
zależności od sytuacji politycznej.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87943 Seconds