> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bunt młodych, czyli koniec dnia dziecka Drukuj
Michał Sutowski   
01.06.2011
„Młodzież bez pracy. Pokolenie czuje się pominięte” – niedzielny nagłówek austriackiego dziennika „Die Presse” to tylko jeden, dość typowy z wielu głosów w kwestii „młodzi w Europie”. Protesty studentów, licealistów, młodych pracowników i bezrobotnych przetoczyły się falą przez kilka krajów Unii Europejskiej – obecnie zatrzymały się w Hiszpanii. Nie wiemy, co przyniosą – rewolucję polityczną, wstrząs na scenie partyjnej, a może awans nowych ruchów społecznych. Pewne jest jedno – choć protestują głównie młodzi, nie o wiek tu chodzi. Nie o „gorące głowy” czy młodzieńczy radykalizm.

Opowieść o rzekomym „konflikcie pokoleń” znamy nie od dziś. Młodzież musi się wyszumieć, społeczeństwo potrzebuje zmiany – mówią pobłażliwi liberałowie. Od dobrobytu się gówniarzom w głowach poprzewracało, upadają wartości – to już poirytowani konserwatyści. Jednych i drugich łączy przekonanie, że „to już było”. Że oto młodzi i starzy różnią się – co dość normalne – w zapatrywaniach na rzeczywistość, pragną innego stylu życia – a zarazem nie dla wszystkich starczy miejsca pod wspólnym dachem (na stanowiskach korporacyjnych, w aparacie partyjnym). Szanse nie odpowiadają aspiracjom – i bunt gotowy. Ale koniec końców i tak nastąpi jakaś forma dostosowania (do) systemu. W końcu wszyscy jesteśmy konformistami…

Ale chyba nie tym razem. Bo w Hiszpanii (Austrii, Wielkiej Brytanii, Francji…) nie chodzi o styl życia i brak miejsca w korporacji. Wygląda na to, że mamy do czynienia z odsłoną zupełnie nowego konfliktu społecznego, który tylko zbiegiem okoliczności pokrywa się (a i to nie ściśle) z podziałami wiekowymi.

Na poziomie dochodów część dawnych podziałów zachowuje ważność – rośnie presja na klasę średnią, której cięcia socjalne i niesprawiedliwe podatki (wysoki VAT zamiast rozsądnej progresji PIT) grożą popadnięciem w ubóstwo. Ale kryzys ekonomiczny i wieloletni proces „uelastyczniania” rynku pracy ujawniły zupełnie nowy podział. Pomysły na walkę z bezrobociem przez liberalizację kodeksu pracy, globalny wyścig na dno poprzez cięcie kosztów pracy, wreszcie warunki zmiennej koniunktury i „projektowy” model zarządzania zespołami ludzkimi – stworzyły nową klasę. Wewnętrznie się różni: branżą, dochodami, wykształceniem, statusem. Łączy ją niepewność zatrudnienia, brak ochrony socjalnej, często ubezpieczenia zdrowotnego i opłaconych składek emerytalnych. A także brak dostępu do kredytu, a w efekcie szans np. na własne mieszkanie. Jeśli dodamy do tego degradację usług publicznych (w niektórych hrabstwach USA straż pożarna z powodu cięć gasi tylko… ubezpieczone domy), robi się naprawdę nieciekawie.

Ostatnie recepty na walkę z rosnącym bezrobociem stanowiły terapię dżumy cholerą: bezrobocie w niemal całej Europie i tak jest duże, a do tego mamy rosnącą grupę „pracujących ubogich” i pracujących dorywczo, w permanentnej niepewności o jutro. W zasadzie nie powstają „normalne” miejsca pracy. Zdaniem co bardziej przenikliwych socjologów (z Francuzem Robertem Castelem na czele), podział na insiderów systemu zabezpieczenia społecznego i pozbawiony zabezpieczeń „prekariat” (polskiego słowa na razie brak) będzie kluczowym podziałem społecznym najbliższych dziesięcioleci. Nową klasę stanowią niemal wszyscy ci, którzy w ostatnich kilku (w Hiszpanii niemal kilkunastu) latach weszli na rynek pracy. I dlatego właśnie nowa klasa myli się niektórym z pokoleniem.

Samozwańczy „obrońcy młodych” próbują wskazać wroga: oto starzy, usadowieni do emerytury (albo i grobowej deski) na ciepłych posadkach, obłożeni przywilejami w administracji i budżetówce, śmieją się w nos studentom, którzy z obłędem w oczach biegają z jednego kierunku na drugi, od jednej umowy o dzieło do drugiej na zlecenie. A rozwiązanie? Oczywiście… likwidacja „przywilejów”, czyli elementarnych praw do zabezpieczenia społecznego – dla wszystkich. Starych nie można po prostu posłać na wcześniejszą emeryturę, bo – jak wiadomo – będą one tak żałośnie niskie, że pracować trzeba i do 70 roku życia…

Sfrustrowany „prekariat” – ludzie bez perspektyw na stabilne zatrudnienie – obalił już kilka reżimów. W Europie na razie biwakuje z dziećmi (!) w przyjaznej atmosferze, jak na madryckim Puerta del Sol. Co będzie dalej, jest sprawą otwartą. A możliwości – te skrajne – są dwie. Pierwsza zakłada polityczną zmianę. Lewica – ta czy inna, choćby w nielewicowym kostiumie, musi znaleźć odpowiedź na „czas nowych niepewności”, trawestując tytuł książki Pierre Rossanvalona. Minimalny dochód gwarantowany, a może nowe formy ubezpieczeń społecznych – nie wiadomo. Na razie pomysłów jest jeszcze mniej niż alternatywnych odpowiedzi na kryzys roku 2008.

Jeśli ich nie znajdziemy, pozostaje opcja druga: „konieczne, bolesne reformy”, o których tak lubią pisać liberalni publicyści, a które zniosą problem nowego podziału społecznego. Po prostu całe społeczeństwo, chcąc nie chcąc, zasili szeregi nowej klasy. Nie wszyscy stracą – wąska elita (rentierzy, poszukiwani eksperci) poradzą sobie i bez stałych umów o pracę, o publicznych usługach nie wspominając. Resztą – ich niepewnością jutra, frustracją, strachem i gniewem – zajmą się Prawdziwi Finowie, Bloki Flamandzkie, Austriackie Partie Wolności i inne Fronty Narodowe. Jeśli oczywiście odpowiednio wcześniej Sarkozy z Berlusconim nie pójdą po rozum do głowy, przejmując ich hasła, goniąc na początek Romów (Arabów, Turków, gejów, liberałów…) gdzie pieprz rośnie. I wtedy, jak mawiano w mojej (i chyba nie tylko) podstawówce, skończy się Dzień Dziecka.

Tekst opublikowano na witrynie portalu Wirtualna Polska.
Komentarze
Dodaj nowy
Józef  - Problemy przerosły mędrców !   |02.06.2011 12:26:17
I co jest warta nauka jako całość jeśli nie potrafi rozwiązać istniejących
problemów i przygotować bezpiecznego jutra ?
kot   |02.06.2011 13:36:59
Ależ nauka potrafi!
Tylko,że społeczeństwo , to nie ta przestrzeń do uprawiania
nauki.
To jest przestrzeń interesów.
Zlecenia jakie dostaje nauka to
najczęściej: jak oszukać wyborców, jak oszukać konsumentów.
Już dawno powinniśmy
jeździć samochodami elektrycznymi, wygodniej, taniej, większe przyspieszenia.
ktotam   |02.06.2011 21:47:58
Mądrze gada, co mu się zresztą zdarza dość często ostatnio. Diagnoza, że mamy do
czynienia z konfliktem klasowym, który wciąż nazywamy pokoleniowym (bo na słowo
klasa mamy alergię) jest git. Ale pozostaje fakt kluczowy - to jednak jest
zjawisko pokoleniowe. I ten prekariat - to pokolenie poddawane przez starszaków
szkoleniu z "elastycznosci" czyli wyzyskowi po prostu - jest
rozproszone, nie ma świadomości, ten, tego, klasowej. Przynajmniej w Polsce nie
ma. Więc niby skąd ten bunt ma się wziąć? Trudno o bardziej nieruchawą grupę niż
studenci…
luka   |03.06.2011 02:36:26
Wszystko ok, ale popularność owej "normalnej", "stabilnej" pracy
zanika być może ze względu rosnący dynamizm i elastyczność rynku… Czy ktoś
naprawdę myśli, że mając np. 25 lat wchodząc w życie nie będzie musiał zmieniać
zatrudnienia co najmniej 3-5 razy w przeciągu najbliższych 40 lat? Nie żyjemy
już w epoce industrialnej… Powinniśmy się skupić raczej nad mechanizmami
stabilizacyjnymi dopasowanymi bardziej do realiów. Chociaż to, że młodzi-zdolni
się marnują tułając się do trzydziestki na jakichś bezsensownych dorywczych
robotach też jest idiotyzmem z systemowego punktu widzenia. Nad tematem należy
się jednak pochylić i zwrócic uwagę (co własnie ma miejsce).
gumpel  - Tak po marksistowsku …   |03.06.2011 18:12:05
Tak czytałem sobie tekst pana Sutowskiego i zastanawiałem się, czy autor zauważa
jakiś związek między tym co pisze, a tym na czym pisze, a dokładnie tym gdzie to
na czym pisze wyprodukowano. Pewnie nie i stąd błąd popełnia, błąd iście …
hmmm … dialektyczny! Karl Marx nauczał, że podstawą wszystkiego jest materia,
a idea stanowi jedynie konsekwencję jej przemian. Ze złożonego z tajwańskich
części chińskiego kompa-składaka nie da się wycisnąć nic na temat nowych miejsc
pracy w Hiszpanii. I żadne wskazywanie czarnego liberalnego luda, ani
sprawiedliwościowe lewackie ideolo-opium dla udręczonych bezrobociem mas nic nie
da - po prostu się nie da. Choćby pan Sutowski z nie wiem jakim zapałem stukać w
klawiaturę to osiągnie co najwyżej tyle, że nowe miejsce pracy stworzy …
gdzieś pod Szanghajem, nie w Madrycie. Naukowo udowodnione w 7 tomie Kapitału
;-) I to wszystko na temat przyszłości europejskiego Sozialstaat.
antenka_beretowa   |03.06.2011 21:55:06
gumpel@ to daj namiar na tę stronę Wrzodaka
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85603 Seconds