> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bratnia pomoc? Drukuj
Michał Sutowski   
22.06.2011

Słodko i zaszczytnie jest bronić ojczyzny przed „bankructwem i utratą niezależności” – nie wiem, co na to zwykli Grecy, ale posłowie rządzącej Grecją partii PASOK dali się przekonać. Rząd Jeorjosa Papandreu przetrwał, państwa strefy Euro Plus (plus Polska) wypłacą w końcu te 12 miliardów na spłatę kredytów, Hellada nie zbankrutuje – przynajmniej do lipca. No, chyba że posłom coś odbije i w końcu czerwca zablokują plany kolejnych cięć – albo też posłów na taczkach wywiezie tzw. lud i w ogóle nie będzie komu głosować.

Trudno o lepszą ilustrację dzisiejszej nędzy polityki europejskiej niż właśnie kryzys grecki. Po pierwsze, pomysł warunkowej „bratniej pomocy” dla Grecji oznacza de facto zawieszenie demokracji w tym kraju. Powrócił stary dobry język technokracji: przewodniczący Barroso zachęcał ostatnio Greków do „podjęcia rozsądnej decyzji”. W sytuacji kraju na krawędzi bankructwa stanowi to wymuszenie: tymczasowa pomoc za jak najbardziej trwałe cięcia i prywatyzację niemal wszystkiego – choć trudno wskazać przykład kraju, który taką metodą wyszedłby trwale z głębokiej recesji.

Po drugie, surowość Europy wobec Greków idzie w parze z tradycyjną już troską o los banków. Cięcia budżetowe i transze kredytów służą przecież spłacie zadłużenia – także wobec banków i funduszy współodpowiedzialnych za kryzys roku 2008. Rządom Eurolandu brakuje politycznej woli, aby wymusić partycypację w pakiecie ratunkowym na podmiotach prywatnych – choć jeszcze niedawno wiele z nich obficie korzystało z publicznej (czyt. podatników) pomocy. Państwa muszą ratować banki – banki nie muszą nic. Chyba że dostaną państwowe gwarancje (jak to było: zysk zawsze prywatny, ryzyko zawsze publiczne?)…

Po trzecie, elitom politycznym Europy brakuje nie tylko „planów awaryjnych”, wizji skutecznej profilaktyki na przyszłość, ale nawet wyobraźni obejmujące ewentualne skutki krachu. O wadze strefy euro – na poziomie działań, a nie pełnych patosu, apokaliptycznych deklaracji – musiał ostatnio przypomnieć Angeli Merkel… wielki biznes (szefowie Siemensa, Daimlera, Boscha). Menedżerowie przemysłu gorączkowo nawołują rządy strefy Euro do interwencji, ponieważ najlepiej zdają sobie sprawę z faktu, że Niemcy to nie tylko unijny płatnik netto. To przede wszystkim największy beneficjent strefy euro – pomimo greckiej zapaści niemiecki budżet zanotował w maju dziewięcioprocentowy wzrost przychodów. Eksport kwitnie – ale w warunkach wspólnej waluty.

Z katastrofy podobnej do greckiej nie ma łatwego wyjścia, ale nawet Europejski Bank Centralny, MFW i premierów Eurolandu stać na coś więcej niż mantrę rodem sprzed kryzysu: „ciąć, ciąć, ciąć”. Upadły projekty długofalowe – jak choćby wspólne euroobligacje, redukujące ryzyko bankructwa poszczególnych państw i tzw. efektu domina. Dług Grecji wynosi około 340 mld euro – nikt nie wskazał pomysłu, jak osłabiony cięciami kraj, pozbawiony (już niedługo) sektora publicznego, miałby go spłacić. Propozycje radykalnej (o połowę) redukcji długu wychodzą już nawet z kręgów CDU (poseł Manfred Kolbe), ale rozbijają się m.in. o terror agencji ratingowych – kompromitacja z 2008 roku nie przeszkadza im dalej rozdawać kart.

Radek Sikorski, ramię w ramię (czy raczej pióro w pióro) z ministrem Westerwelle, deklaruje na łamach „Gazety Wyborczej”: „Polska i Niemcy mają zbieżne stanowisko w sprawie sposobu przywracania równowagi finansowej”. I można postawić duże pieniądze, że tego rodzaju oświadczenie – podobnie jak cała wizyta rządu niemieckiego w Warszawie – będzie rozpatrywana w kategoriach „racjonalna polityka europejska” versus „kondominium”. Bo zarówno rząd, jak i opozycja, jeśli chodzi o polską politykę w UE, tkwią po uszy w fałszywym dylemacie „przystosowanie czy opór”. Kochać się z – rozgrywającymi w Europie – Niemcami czy nienawidzić? Oto jest pytanie – kluczowe dla PO, PiS i całego batalionu ich zwolenników wśród ekspertów, publicystów i komentatorów. Na poziomie forów internetowych dochodzi jeszcze jeden dylemat: ratować greckich „nierobów” czy nie ratować i dlaczego za nasze pieniądze?

Świetnie, że rząd dąży do pogłębienia więzi z Niemcami, planuje budować gazowe interkonektory i mosty, zakładać za Odrą katedry polonistyki i organizować wymiany młodzieży, wreszcie uzgadniać wspólne stanowiska w sprawach polityki zagranicznej. I to rewelacyjnie, że poczuwa się do odpowiedzialności – wspólnie z Niemcami – za trwałość strefy euro. Tylko że akurat w kwestii euro nasze stosunki bilateralne są sprawą drugorzędną. Popierając pakt konsolidacyjny euro (autorstwa głównie obecnej koalicji CDU z FDP) i obecny „pakiet ratunkowy” dla Grecji, Polska wpisuje się w działania, które nie tylko mogą Grecji nie pomóc, ale i pogłębiają zapaść polityki w Europie. Wymuszone m.in. przez chadeckie Niemcy „dyscypliny budżetowe” dobrobyt przyniosą mało komu. Za kilka miesięcy dobiją Greków. Za kilka lat – nie pozwolą nam sfinansować np. reform w energetyce. Już dzisiaj natomiast zamieniają europejską demokrację w farsę. Czy jak już Wanda wreszcie zechciała Niemca, musi to robić na grecki koszt?

Tekst ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

  

Komentarze
Dodaj nowy
KrzysztofMazur   |22.06.2011 16:58:33
Jeżeli ‘pomoc’ nic nie da (bo nie da) to może warto byłoby tego nie robić?
Jak
chciałby Pan Sutowski ‘zmusić’ banki? Jeśli zapowiada, że państwo nie może
zbankrutować, to i nie ma żadnego powodu by banki cokolwiek płaciły, czyż nie?
Dlaczego mają ustąpić?
To jest pomoc bankom a nie Grekom, i Pan Sutowski
popiera taką pomoc w nieskończoność bez żadnych warunków finansowaną najlepiej
podatkiem inflacyjnym, aż do hiperinflacji, a po drodze z kolejnymi bańkami
kredytowymi napędzanymi tanim kredytem. Aleluja i do przodu. Jakoś to będzie,
aby tylko się nie nazywało ‘neoliberalizm’.
Polityka a la Sutowski
doprowadziła właśnie do kryzysu, więc ‘trzeba’ ją kontynuować, aby kolejny
większy kryzys wyprodukować.
Skąd wziąść pieniądze? Dodrukować?
KrzysztofMazur   |22.06.2011 16:59:26
Gdyby Polska miała pieniądze, to by mogła je używać, ale nie ma, to są tylko
pożyczki.
Borys   |22.06.2011 17:08:34
Ja chciałbym się raczej spytać czy Grecy muszą żyć na nasz (europejski) koszt?
Przecież Grecja to kraj, w którym nic się nie produkuje, gdzie administracja
państwowa jest rozbuchana do monstrualnych rozmiarów, gdzie prawnicy i lekarze
oficjalnie zarabiają minimum socjalne! Gdzie nauczyciele pracują po kilkanaście
godzin tygodniowo - kto ma za to płacić? Jak to rozwiązać? Przecież to
kraj-oszust, który fałszował oficjalne dane gospodarcze! A teraz wszyscy są
winni tylko nie Grecja? A kto wybierał tam polityków - Niemcy? I za te oszustwa
mają zapłacić prywatne banki, to w takim razie podajmy naród grecki do sądu o
odszkodowanie, w końcu politycy to tylko reprezentanci narodu, robili to, czego
chciał naród! A naród chciał żyć jak Niemcy, ale nie chciał pracować jak Niemcy.
A czyim projektem jest euro - czy nie europejskiej lewicy? Europejska lewica
swoją naiwnością naważyła piwa i teraz waży kolejne - imigranci, którzy zmienią
tolerancyjne państwa zachodnie w enklawy faszyzmu. I co zrobicie, kiedy to się
wymknie z pod kontroli? "Ściągniecie cugla demokracji"?
Łysy   |22.06.2011 17:21:09
@KM
banki powinny partycypować w kosztach kryzysu a nie tylko sami Grecy. UE
powinna wymusić umorzenie części długów tak jak zrobiła to Polska ze spłatą
PRL-owskich długów. Aż szkoda tłumaczyć, ze na zaciąganych przez kolejne rządy
pożyczkach zwykli Grecy nie zyskali specjalnie a bnki też przecież wiedziały
komu i na jakich zasadach pożyczają, prawda?
Znikający punkt  - Grecy nie zyskali?   |22.06.2011 18:45:16
Nie jest prawdą, że Grecy nie zyskali żyjąc na kredyt UE. Widać to było nawet
gołym okiem 10 lat temu. Kraj, który realnie powinien był żyć na poziomie
zbliżonym do Polski (plus pewien bonus za turystów), żył przeciętnie ze dwa razy
lepiej. Plus sjesta i fiesta. No i przebalowali!
ilpalazzo   |22.06.2011 18:51:49
Co więcej, banki wpychały na siłę kredyty bo zarabiały na produktach pochodnych
z ich sekurytyzacji. Rozluźnienie norm kredytowania było celowym zabiegiem i
miało za zadanie zwiększenie wolumenu produktów inwestycyjnych opartych na
kredytach.
Józef Robotnik  - Grecka lekcja również dla Polaków   |22.06.2011 18:58:02
Bardzo dobry artykuł , przeczytałem go kilka razy i tak sobie pomyślałem ;
dlaczego ja zarabiający 2,17 eu/godz mam mówić co powinni zrobić Grecy , kiedy
są ludzie ( szefowie wielkich banków w Grecji i ich centralach w innych krajach
, szefowie przemysły greckiego , stoczniowego, , rolnego ) to oni niech radzą i
biorą odpowiedzialność , a jak nie potrafią , to niech naród ich zmiecie ( bo to
co zrobili powtórzą ) , a UE pomoże dopiero nowym zarządom kiedy przedstawią
realny plan ( Rząd jest tylko tubą przedsiębiorców ). Obecna pomoc jest za
wczesna , będzie jak w USA ( co chwilę banki straszą nowym kryzysem ) , ale
przedsiębiorcy ze swoich dochodowych marż nie rezygnują nigdzie ( ani w Grecji ,
ani w innym kraju ) , to by poprawiło sytuację . Sytuację może też ratować
oddanie w dzierżawę portów , autostrad itp . Wyjść jest wiele i to o wiele
lepszych niż to co teraz UE proponują . A tak w ogóle to tu w ekonomi
Balcerowicz jest lepszy od Sikorskiego .
airborell   |22.06.2011 19:57:08
Jak to nie korzystali? To z czego był finansowany ten rozdęty sektor publiczny,
z czego były wypłacane te emerytury dla osób od lat nieżyjących?

Wkurza mnie to
użalanie się nad biednymi Grekami - którzy od lat żyją w kulturze oszukiwania
swojego państwa i którzy przenieśli tę kulturę na poziom unijny (przecież oni
sfałszowali wskaźniki ekonomiczne, żeby dostać się do eurolandu; gdyby nie to,
nie byłoby tego problemu), i którzy od lat protestują przeciw nieśmiałym choćby
reformom.
Kot w gołębniku  -    |23.06.2011 00:31:47
Myślę, że ostre przyciśnięcie pomoże Grekom. Skończy się siga-siga i może
zabiorą się do solidnej pracy. Ale boję się, że różne pakiety pomocowe ich
zdemoralizują jeszcze bardziej.
A już zupełnym skandalem jest że większość
zrabowanej na ten cel podatnikom kasy trafi do kieszeni banków. Jak dłużnik
bankrutuje, to wierzyciel traci - takie jest odwieczne prawo ekonomii. A nie
chodzi po prośbie i wyciąga setki milionów euro od niezwiązanych z problemem
osób i krajów.
photo8  - Prof. Ladislau Dowbor w KP?   |23.06.2011 12:45:18
Panie Michale,
podobno KP organizuje 29 czerwca 2011 o godz. 16.00 spotkanie z
brazylijskim ekonomistą profesorem Ladislau Dowborem. Dlaczego do tej pory
nigdzie nie ma żadnej informacji o tym spotkaniu?
Romuald   |23.06.2011 13:27:43
Czy nikt nie sluchal wczoraj prof.Kolodki w Kropce nad i?A gdzie europejska
solidarnosc?Tylko brac,a nie dawac?My tez tanczymy na linie i mozemy miec
podobne klopoty,zupelnie z innych przyczyn.Niech ktos podana jakies inne
rozwiazanie niz spadajcie Grecy na glebe
gosc  - @ borys   |23.06.2011 15:58:36
"Ja chciałbym się raczej spytać czy Grecy muszą żyć na nasz (europejski)
koszt?
Przecież Grecja to kraj, w którym nic się nie produkuje, gdzie
administracja
państwowa jest rozbuchana do monstrualnych rozmiarów, gdzie
prawnicy i lekarze
oficjalnie zarabiają minimum socjalne! Gdzie nauczyciele
pracują po kilkanaście
godzin tygodniowo - kto ma za to płacić? Jak to
rozwiązać? Przecież to
kraj-oszust, który fałszował oficjalne dane gospodarcze!
"
pod ten opis mozna podstawic dowolny kraj w europie, polske tez.
marek  -    |23.06.2011 19:22:27
w Polsce będzie podobnie. wszystko zżerają elyty polytyczne
paba  - Nieco głębiej   |25.06.2011 23:14:44
Jak zwykle problem jest nieco głębszy, którego nikt na Zachodzie nie potrafi
rozwiązać. Jak trzymać w ryzach gospodarkę i społeczeństwo, jednocześnie nie
ograniczając wolności? Ja nie jestem ekonomistą i być może gdzieś istnieje błąd
w moich przemyśleniach, ALE: nie potrafię zrozumieć jak w dobie globalnego
outsourcingu ma funkcjonować Państw? Skoro biznes kieruje się tylko i wyłącznie
rachunkiem ekonomicznym, przenosi produkcję i usługi do tańszych regionów Świata
poszukując niższych cen to skąd państwo ma mieć spokój i podatki? Jeżeli w
Europie (także USA) likwidowane są miejsca pracy, a w to miejsce wchodzą tańsi
robotnicy (i usługodawcy) w Azji, Ameryce Południowej czy co raz częściej Afryki
to jak ma być dobrze? Niższe wpływy do budżetu państwowego oznacza minimalizację
wydatków (także socjalnych), podwyższę podatków i/lub zwiększenie zadłużenia.
Wpływy z prywatyzacji będą szybko przejedzone przez instytucje finansowe
skupujące obligacje, zaś państwo pozbawi się kolejnych przyczółków władzy. A
wielki biznes nadal będzie domagał się ulg podczas nawet krótkoterminowych
inwestycji (vide łódzki Dell), narzekał na przeszkody prawne i oczywiście żądał
niższych pensji i pozapłacowych obciążeń. Jak to pogodzić, czy ktokolwiek zna
receptę?

PS. Nie mówicie o innowacyjności, bo do tej skłonny jest mizerny
procent społeczeństwa, a Chiny czy Indie mają już teraz nienajgorzej
wykształconą kadrę techniczną (wręcz ich uniwersytety wyprzedzają nasze). Nawet
Niemcy za kilka lat obudzą się z ręką w nocniku, bo eksportowane przez nich
maszyny będą unowocześniane już przez chińskich inżynierów.
paba  - re: Nieco głębiej   |25.06.2011 23:41:18
paba napisa?:
sorry za błędy, ale cała sytuacja mnie wzburzyła!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85881 Seconds