Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Za Olzę po doświadczenia |
|
|
Michał Sutowski
|
|
24.02.2010 |
—
Czesi narkotyzują młodzież. Naszą!!! Tysiące gimnazjalistów spragnionych marihuany w każdym kiosku rusza na południe – pieszo, rowerami i wpław (przez Olzę w Cieszynie). To chyba spisek jakiś. Kto za tym stoi? Komu to służy? Nie dość, że nam kiedyś Zaolzie podstępem wydarli, to jeszcze teraz ta legalizacja…
A teraz trochę bardziej na serio. Problem miękkich narkotyków (tak, są takie – trawa i kompot to naprawdę nie to samo!) otacza w Polsce klimat swoistej „paniki moralnej”. Niedawne zmiany w czeskim prawie narkotykowym wywołały burzę w naszych mediach. Wylano całe morze bzdur o tym, ile to kilogramów konopi (amfetaminy, extasy, grzybów) można teraz nabyć pod nosem policji tuż za polską granicą. Policjanci i nauczyciele z południa Polski biadali – teraz już nic nie powstrzyma dzieci przed nałogiem. I na cóż wszystkie kampanie, pogadanki w szkole, „zażywasz, przegrywasz…” Taki nam numer Czesi wycięli! Że niby wolno „na własny użytek”!
To teraz już zupełnie poważnie. Czesi od wielu lat tolerują palaczy marihuany czy okazjonalnych amatorów LSD. Kraj jakoś działa, społeczeństwo nie wymiera, uzależnionych (procentowo!) jest mniej niż u nas, to samo z zakażonymi HIV. Policja ma lepsze rzeczy do roboty niż zamykać na dołku licealistów i studentów za woreczek marihuany. Co się ostatnio zmieniło? Doprecyzowano ściśle, co to jest ilość „na własny użytek” - powyżej progu grożą sankcje. Nie ma legalizacji, jest względna tolerancja dla drobnych użytkowników. No więc w czym problem? W tym, że u nas każde napomknięcie o liberalnym podejściu do miękkich narkotyków wywołuje panikę. Stąd absurdalne reakcje mediów – Czesi ustalili tolerowaną ilość, tzn. prawie legalizacja, tzn. heroina na ulicach, strzykawki w piaskownicy, tzn. Sodoma i Gomora, wróg u bram…
A może warto się zastanowić? Może to polskie podejście jest anachroniczne, może to my jesteśmy nieracjonalni, może to nie liberalne prawo ale właśnie hasło: „świat wolny od narkotyków” to niebezpieczna utopia? Administracje Busha i Putina, wspólnie z ONZ przez dekadę solidarnie promowały politykę twardych represji: narkomanów do zamkniętych ośrodków, drobnych posiadaczy i dilerów do więzienia, na plantatorów napalm i wojsko. Efekt? Więcej hektarów upraw, więcej uzależnionych, zakażonych HIV i żółtaczką, więcej młodych ludzi w więzieniu… Działa? Nie działa. Może spróbować inaczej? Portugalia przestała zamykać za posiadanie prawie 10 lat temu – ogólne spożycie spadło trochę, zakażenia HIV i uzależnienia – znacznie. Czesi mają lepsze wskaźniki zdrowotne od nas, choć ich policja – w przeciwieństwie do naszej – od dawna przymykała oko na przygodnych amatorów jointa. Kalifornia legalizuje medycyną marihuanę i wychodzi na tym lepiej niż Teksas, który ściga hodowców za jeden krzak. O co chodzi?
Same substancje działają (i szkodzą) różnie. Kompot uzależnia, wyniszcza i w końcu zabija bardzo szybko, czystą marihuanę można palić latami, LSD powoduje nieprzewidywalne halucynacje, ale praktycznie nie uzależnia, itd. Większość substancji „miękkich” szkodzi mniej niż wódka, spirytus czy samogon – uzależniają mniej lub porównywalnie, rzadziej wywołują agresję (wyjątek: amfetamina). Kroniki kryminalne znają niewiele przypadków skatowania żony i dzieci po zapaleniu skręta, które w polskich warunkach zdarzają się nagminnie po „pół litrze”.
Prohibicja i represja nie działają. Głównym zagrożeniem dla licealistów nie jest poziom THC w organizmie ale kontakt ze światem przestępczym. Drobny diler, od którego uczeń kupuje „zioło” to może jeszcze nie bandyta, ale jego zwierzchnik już raczej tak. Gimnazjalista na policyjnym „dołku” też raczej nie nauczy się niczego dobrego. Narkoman nigdzie nie znajdzie łatwiejszego dostępu do twardych narkotyków niż w więzieniu.
Co robić? Zamiast ścigania – „redukcja szkód”. Wiele problemów nie wynika z samych narkotyków ale ze stygmatyzacji narkomanów. Potrzeba większego wachlarza terapii (także substytucyjnych, w których metadon zastępuje heroinę), nie tylko monarowskich ośrodków zamkniętych. Potrzeba kontroli farmaceutycznej nad dopalaczami zamiast zakazów kolejnych substancji – chemik i diler zawsze będą szybsi od ministra zdrowia. I trzeba wreszcie przestać ścigać nastolatki za gram marihuany – nie stawiać przed sądem, pakować ich do więzień ani zamkniętych ośrodków. Nie każdy imprezowicz to narkoman, nawet potencjalny.
Czy należy zatem zalegalizować miękkie narkotyki? Na to jeszcze długo nie będzie w Polsce politycznego klimatu. Ani Ziobro, ani Gowin ani Donald Tusk nie przestaną straszyć Polaków widmem ćpuna ze strzykawką w każdej piaskownicy – narkoman to zbyt dogodny wróg dla systemu. Dziś możemy chyba liczyć jedynie na „oportunizm ścigania” – może sama policja zrozumie, że ma lepsze rzeczy do roboty niż komisyjne przetrzepywanie tornistrów. A co dalej? Do wyzwolenia konopi jeszcze długa droga. Uczmy się od Czechów. A na razie – jedźmy po doświadczenia! Za Olzę…
Tekst stanowi rozszerzoną wersję felietonu, który ukazał się na witrynie wp.pl.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 24.02.2010 )
|
|
Felietony Michała Sutowskiego
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...