> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
PO-PiS - większe zło |
|
|
Michał Sutowski
|
|
12.05.2010 |
—
Nie ma mniejszego zła. Przynajmniej w tym wypadku. Samotny bliźniak na przyodzianej w kir kasztance i sarmacki gajowy z dwururką to opcje równie dla Polski beznadziejne. Totalna hegemonia PO czy błędne koło pseudowojny PO-PiS – wybór należy do was, drodzy wyborcy.
Wygrana Bronisława Komorowskiego oznacza całkowite – przynajmniej na kilka lat – zwycięstwo Partii Umiarkowanego Urynkowienia (w granicach prawa). Liberalno-konserwatywny matrix, w którym pełzającą komercjalizację nieomal wszystkiego przykryje dobrotliwy uśmiech łagodnego patriarchy. Pan na dworskich włościach, którego oko utuczy nasz PKB – połączy wszystkich w mrówczym trudzie konserwatywnej modernizacji. Szybkie koleje i energia atomowa, żona w domu, chłopcy – po szkole – na boisku. Prawie jak na Zachodzie. W polityce miłość zamiast parytetów, w kościele narodowe pojednanie, w szkole internet i katecheza, na stadionach kibice. A może nawet in vitro zrefundują? Przynajmniej tym, co mają szanse wychować dobrych obywateli… I jeszcze tylko płatna służba zdrowia – żeby pacjent za długo nie czekał. I płatne studia – skoro część dziś płaci, to może lepiej, żeby wszyscy? Wreszcie zapanuje święty spokój – ulice wolne od związków zawodowych, tory wolne od połączeń lokalnych…
Na lewicy słychać dziś dwa typy głosów. Najczęściej – że znów grozi nam widmo kaczyzmu. A w związku z tym – tylko spokój (Bronisława Komorowskiego) może nas uratować. Bez populizmu, bez lewackich pretensji – wszystkie ręce na pokład PO… Po raz kolejny lewica ma wielkie szanse przyłożyć rękę do sukcesu polskiej „połaniecczyzny”. Handel perkalikami a obok msza się odbywa – powiedziałby stary Brzozowski. Wszystko w imię „mniejszego zła” oczywiście – tak jakbyśmy żyli w Republice Weimarskiej a Jarosław Kaczyński szykował liberalnej inteligencji nową Kristallnacht…
Są też głosy przeciwne – że w imię powstrzymania PO warto wesprzeć Kaczyńskiego. Może coś jednak zawetuje? Może nie pozwoli sprywatyzować każdego kawałka sfery publicznej i przypomni sobie, że kiedyś pracował dla związku zawodowego, któremu chodziło ponoć o solidarność?
Nie wierzę. I dlatego nie zagłosuję na Jarosława Kaczyńskiego choć chyba mógłbym – na szefową jego sztabu, Joannę Kluzik-Rostkowską, jedną z nielicznych dziś posłanek o realnej wrażliwości społecznej. Nie zagłosuję – choć wraz z nim IV RP i tak nie wróci i – trawestując klasyka – nikogo już nie pozbawi życia. Nie zagłosuję, gdyż nie wierzę w „solidaryzm” ani konserwatywne przywiązanie do spójności społecznej, które nie pozwoliłoby mu wydać wszystkiego na pastwę wolnego rynku. Jadwiga Staniszkis – jego wielka zwolenniczka – mówi wprost: „Jarosław jest znacznie bardziej liberalny” od swego brata. Nie wyda zatem „solidarnej” wojny liberałom z PO. Jego prezydenturą – na przekór przestrogom Romana Kuźniara – „rządziłaby kolejna trumna” czyli symbolika śmierci Lecha Kaczyńskiego pod Smoleńskiem. „Nie wrócił z boju”, jak śpiewał Wysocki – trzeba zatem dokończyć misję. Rozgrywaną nie w obszarze polityki społecznej ale w rejestrze wawelskiego patosu i – choćby sam Jarosław Kaczyński tego nie chciał – z wierszem Rymkiewicza, esejem Krasnodębskiego i programem Pospieszalskiego w tle.
Zysków z Kaczyńskiego na prezydenckim fotelu zatem nie będzie. A straty? Najważniejsze to groźba powrotu liberalnej inteligencji do starych okopów. Prezydentura Jarosława Kaczyńskiego zaowocuje – na następne pięć lat – zasklepieniem części elit na ulubionych pozycjach. Oświecenie przeciw ciemnogrodowi, liberalna demokracja kontra konserwatywna rewolucja, dziś do tego jeszcze – „narodowe pojednanie” versus „niszczące podziały”. Wszystko to w moralistycznym sosie bez cienia politycznej refleksji. Bo zamiast zdefiniować realne konflikty społeczne – prościej będzie pisać o dwóch Polskach (Narutowicza i jego morderców, ale także – stoczniowców i ZOMO).
Polska nie dzieli się na oświeconą klasę średnią i sfrustrowanych piewców ruin, krwi i ziemi. Partyjne podziały pomijają realne interesy i marzenia wielkich grup społecznych a ideologiczne formuły dostępne w mediach nie wyrażają aspiracji bardzo wielu z nas. Radykałowie wołali w podobnej sytuacji: strzelaj albo emigruj. Nam żadna z tych opcji nie pomoże. Czerwone Brygady i Baader-Meinhof nie zmieniły świata – zmieniły tylko demokracje liberalne w państwa policyjne. Emigracja może co najwyżej podnieść notowania rządu – niejeden nasz premier chwalił się już „gwałtownym spadkiem bezrobocia” po exodusie miliona Polaków na zmywak.
Może chociaż kilka procent głosów nieważnych – skreśleń wszystkich kandydatów – dałoby komuś do myślenia? Manifa, „przedszkolna” inicjatywa nauczycieli, strajki pielęgniarek czy niedawne protesty internautów pokazały, że nie wszyscy się odnajdują w polityce miłości lub celebracji śmierci. Zadaniem lewicy jest nadać wielości społecznych ruchów wspólną tożsamość – niezależnie od tego, że PO-PiS wygra najbliższe wybory. Bo nawet solidne trumny w końcu zbutwieją.
Tekst ukazał się na stronie portalu internetowego Wirtualna Polska.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.05.2010 )
|
|
Felietony Michała Sutowskiego
|
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)