> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Wesoła szkoła zysków i strat |
|
|
Joanna Wowrzeczka-Warczok
|
|
06.10.2010 |
Parę dni temu moje dziecko wróciło ze szkoły z dodatkowym zeszytem, który okładką – straszną, rażącą – zapowiadał zło czyhające wewnątrz. W rubryce „przedmiot” przeczytałam: „Zeszyt zysków i strat”. Oniemiałam. Po chwili jednak przypomniałam sobie zapowiedź wychowawczyni w czasie jednego z zebrań, że dzieci będą zamieniać się w klientów, ale wtedy byłam przekonana, że to po prostu jakiś żart.
W zeszycie jest wklejona kartka: „Wesoła szkoła. Bank sukcesów 100. Taryfa zysków i strat”. Za zyski o największej wartości uznano aktywne czytelnictwo, pomoc koleżeńską, udział w imprezach szkolnych i klasowych, bardzo dobre napisanie sprawdzianu bądź dyktanda i staranne prowadzenie zeszytu. Największe straty można z kolei ponieść za sprawą agresywnego zachowania wobec kolegów, niszczenia sprzętu i cudzej pracy, a dalej za wszystko to, co ogólnie nazywamy byciem niegrzecznym.
Dzięki temu systemowi nagradzania i karania dowiaduję się, że szkoła już nie jest przestrzenią edukacji, ale gry, w której uczniowie mają wejść w rolę klientów serio traktujących swoje działania, tak jak serio przeżywa się dorosłe życie. Celem jest rzekomo wykucie w dzieciakach poczucia odpowiedzialności, zaradności, koleżeństwa, a także wiedzy i umiejętności. A ja wiem, że jeśli jest się klientem, to nie ma mowy zwłaszcza o koleżeństwie. Myślimy kategoriami konkurencji, a przede wszystkim zysków, które stanowią o dystynkcji. Jednostką miary jest teraz „super”, lecz nie w sensie: jesteś super na pięć: otrzymuje się „supery”.
Wraca więc moje dziecko do domu z pieśnią o superach na ustach i opowiada o nowych dla mnie wymiarach szkolnych relacji, które kwalifikują się do zysków albo które pokrywa cień straty. Wczoraj z dumą opowiadało o byciu asystentem „pani” na korytarzu. Jego zadanie polegało na śledzeniu dzieci pędzących korytarzem i donoszeniu o nich Wielkiej Strażniczce. W małej główce supery stały się miarą sprawiedliwości i Gucio nie mógł znieść, że komuś, kto biegł, bo musiał, odejmuje się supera tak samo jak komuś, kto biegł, bo chciał. Z dumą opowiadał o korytarzowych zdarzeniach, a ja prawdopodobnie z każdym jego słowem stawałam się coraz bledsza, widząc rosnąca w synu brukselkę, kapustę, kapuchę… Na szczęście mogłam się odwołać do paru lektur, by wyprowadzić go z błędu, lecz w innych główkach supery się mnożą – czy ktoś to będzie prostować? Pani w tej grze jest niczym Prezeska tworząca i podtrzymująca merkantylną tożsamość klienta.
Zastanawiają mnie, jak w tej szkolnej grze zysków i strat mieszczą się lekcje religii. Jak katechetka czy katecheta godzi ideały chrześcijaństwa z neoliberalną ideologią? Może na te czterdzieści pięć minut zawiesza kliencki układ na rzecz braterskiego. Co jednak, jeśli nie? Obawiam się jednak, że ta gra (chciałoby się powiedzieć – „biznes po polsku”) obejmuje życie szkoły od szatni, przez świetlicę, aż po klasy, niezależnie od form aktywności.
Pozostaje jeszcze kwestia mojego akcesu do tego procederu. Niestety, mam poczucie, że jestem wyłącznie lekiem na objawy, jak środek na przeziębienie. Nie duszę zła, tylko je przesuwam, pozwalając mu na dalsze życie. Sama przecież nic nie zdziałam, skażę najwyżej Gucia na wyłączenie z JEDYNEGO słusznego, obowiązującego w jego państwowej szkole systemu oceniania.
PS. W trakcie pisania tego tekstu wybiegłam do szkoły, żeby się upewnić, czy supery są przydzielane bądź odejmowane także na lekcjach religii. Są! Do zapisywania zysków i strat służy JEDEN zeszyt i jest tylko JEDNA suma. Zatem dzieci, które nie uczestniczą w lekcjach katechezy bądź etyki, nie mają szans na pozyskanie tej samej liczby superów co pozostałe. Czy to się kiedyś skończy?
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2010 )
|
|
Felietony z cyklu "Mama polityczna"
-
Cała Polska tłumaczy Gowinowi, co to "gender"
-
Bachor, czyli odtrutka
-
Sekretne życie Boba, czyli różnice pomiędzy mamą i tatą
-
O homorodzicielstwie
-
Pilnuj, mama, tę kroplówkę!
-
Nudziarstwo, czyli geje i lesbijki jako rodzice
-
Niezastąpione?
-
A dzieci rosną
-
11 trylionów dolarów, 2 godziny i 21 minut
-
Koła, kółka i kółeczka
-
Pan Paralizator
-
Nie czytaj mi, mamo, byle czego
-
Nie tylko oczy dziecka
-
Szczyp polski tradycyjny
-
Babski wkurz rewolucyjny
-
Do czego służy tata
-
Supermenki w wielkim mieście
-
Domek królewny Roszponki vs. Żłobek nr 3
-
Co z tą autonomią?
-
To my, przedszkolaki
-
Patriotyczna masakra
-
Zimne suki, rozlazłe kury
-
Duże kłopoty z małymi dziećmi
-
Jak najlepiej dla dzieci
-
Bezpłatna medical fiction
|
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...