|
Nie jestem pewna, czy był to któryś z dni marca, czy kwietnia, ale pamiętam, że było słonecznie. Jasne światło wydaje się kluczem do rozpoznania sytuacji, gdyż jakby zgasło dwa kwadranse później. Zapisywałam Gucia do pierwszej klasy w państwowej szkole, w której pewną część świata poznawałam ja, mój ojciec i mój dziadek. Dreszcz zobowiązań przeszywał moje ciało. Zaproszona do gabinetu Dyrektora, którym okazała się kobieta, rozsiadłam się ze swoimi pakunkami na dwóch krzesłach. Wysłuchałam opowieści o zaletach i wadach szkoły. Wśród tych pierwszych podkreślane było bezpieczeństwo. Natomiast brak własnej stołówki, dużych rozmiarów sali gimnastycznej czy świetlicy wymieniony został jednym tchem jako ujawniane minusy placówki. Zostałam też zapewniona o skutecznych, acz tymczasowych rozwiązaniach tychże problemów. Słowem, rysował się przede mną obraz raczej zachęcający. Podczas wypełniania karty zgłoszenia Pani Dyrektorka podała mi dwie inne kartki. Jedna była czymś w rodzaju harmonogramu zdarzeń pozwalających dziecku i rodzicom wejść w szkołę jak w masło. Drugi papier miał charakter przymusowego kwestionariusza. Należało zakreślić jedną z opcji zobowiązującą od pierwszego września do uczestnictwa w zajęciach odpowiadających zakrzyżykowanej pozycji. Do mojej dyspozycji były cztery punkty. Cytuję: 1. religia katolicka 2. religia ewangelicka 3. etyka 4. religie inne. Zapytałam wtedy o piątą opcję, tj. brak, lecz w tym samym momencie spotkały się nasze pełne lęku spojrzenia i nagle, bez słów okazało się, że dla nas (rodziców i dzieci) są tylko cztery możliwości (kilka tygodni później okazało się, że trzy). Wyszłam ze szkoły w poczuciu oklejającej mnie ciemności. 1 września, zgodnie z harmonogramem, przybyliśmy na godzinę 9.00. Po różnych ważnych mowach, w końcu można było spotkać się z wychowawczynią w klasie i jak tylko nadarzyła się okazja, zapytałam o możliwość wprowadzenia piątej opcji: brak. Pani z przerażeniem i niemym krzykiem spojrzała na mnie, na Gucia i odpowiedziała, że w tej sprawie musi skontaktować się z Dyrekcją. Następnego dnia miała miejsce wywiadówka, podczas której Pani Dyrektor odwiedzała pierwsze klasy i ogłaszała, że jeśli któryś z rodziców ma wątpliwości w kwestii religii, to zaprasza na indywidualne spotkanie. I znowu zobaczyłam strach, a właściwie jednoczący się nad naszymi głowami zbiór strachów. Zebrani zaczęli szemrać, mruczeć i buczeć. Przeczuwałam, że jestem powodem tego poruszenia, dlatego uśmiechnęłam się odważnie jak Pippi i poczytałam to sobie za wyróżnienie. Kiedy tylko skończyło się powoływanie trójki klasowej (jak zwykle z małą dozą dobrowolności), udałam się do pokoju obok sekretariatu. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie otwartość Pani Dyrektor, bo z pełnym zrozumieniem wysłuchiwała moich argumentów za wprowadzeniem piątej opcji. Potem ja słuchałam wyjaśnień związanych z brakiem etyki, które wydawały mi się co najmniej infantylne. Otóż lekcje etyki, ze względu na rzekomy brak większego zainteresowania, miały odbywać się w jednej szkole na cały Cieszyn, w tej, w której zgłoszeń będzie najwięcej. Tam też dostarczane miałyby być dzieci z pozostałych placówek. Pani Dyrektor zapewniała także, że w minionych latach jeśli już udało się gdzieś zorganizować lekcje etyki, to ulegały one szybkiej atrofii. Wynika z tego, że lekcje religii katolickiej i ewangelickiej są traktowane na równi z lekcjami matematyki czy języka polskiego, natomiast pozostałe opcje nie. Po wysłuchaniu negatywnej historii lekcji dochodzenia do źródeł powstawania moralności zostałam zapytana, czy jestem pewna, że moje dziecko ma być wyłączone z religii ewangelickiej, którą w pierwszym starciu ze szkolną biurokracją deklarowałam jako alternatywę do lekcji etyki. Kwestia została podniesiona, o czym zostałam poinformowana, z powodu mało licznej grupy, brakuje bowiem jednej osoby do uruchomienia tych zajęć. Poczułam, jak robi mi się ciepło, jak oburzenie wzrasta w moich żyłach. Odpowiedziałam zdecydowanym NIE.
Jak jest teraz? Religia odbywa się dwa razy w tygodniu. W poniedziałek na ostatniej lekcji, we wtorek pomiędzy lekcjami. Syn spędza ten czas pożytecznie na czytaniu lektur w bibliotece szkolnej. Parę tygodni temu wychowawczyni, odprowadzając go na miejsce świeckiego czyśca zapytała: - Gucio, co teraz czytasz?
- o Holokauście*…. * gorąco polecam: Ryszard Marek Groński, Szlemiel, ilustracje Krzysztof Figielski, Nowy Świat, Warszawa 2010.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...