Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Moja siostra Piotr Szumlewicz Drukuj
Magdalena Błędowska   
07.03.2010
Na witrynie Krytyki Politycznej ukazał się niegdyś tekst Joanny Erbel i Adama Ostolskiego zatytułowany Dlaczego jesteśmy socjalistkami. Dotyczył on bardzo konkretnego sporu Magdaleny Środy z Ewą Charkiewicz, ale był zarazem manifestem wyrażającym pewne ideały i postulaty dotyczące strategii ruchu feministycznego i zawieranych sojuszów. Zapamiętałam ten artykuł do dzisiaj nie tylko dlatego, że był to jeden z pierwszych tekstów, jakie przeczytałam na witrynie KP (znając wcześniej tylko pismo); uderzyła mnie klarowność i zbieżność tego stanowiska z moim „byciem” w feminizmie. Świetnie wyrażał to już sam tytuł: ja bowiem też jestem socjalistką, w najgłębszym sensie tego nierozerwalnego połączenia postulatów równościowych, wolnościowych i feministycznych.

Z tej też perspektywy czytam dzisiejsze komentarze Michała Sutowskiego i Kingi Dunin, którzy spierają się m.in. o historię polskiego feminizmu i jego związki z lewicą. W wielu punktach trzeba przyznać Kindze Dunin rację: rzeczywiście, feministyczny punkt widzenia i doświadczenia są wciąż nierzadko albo prześlepiane, albo rezerwowane dla określonych sfer i tematów, które się rytualnie odbębnia. Panie o paniach. Panowie o wszystkim, bo się znają. I zgadzam się, że mechanizmy te działają też niestety w organizacjach lewicowych. Nie sposób również przecenić pracy, jaką wykonały polskie feministki w ciągu ostatniego dwudziestolecia, wprowadzając prokobiece postulaty do mainstreamu. Walcząc na ulicy i na uniwersytecie. Jeżeli w polskiej mentalności dokonały się jakieś zmiany – a dokonały się – to jest to właśnie ich dzieło, a nie politycznej, parlamentarnej i pozaparlamentarnej, lewicy, której głos w tych sprawach był bardzo słaby.

Tyle o sprawach bezspornych. Tekst Kingi budzi jednak również wiele moich wątpliwości. I to w kwestiach zasadniczych. W jakim sensie na przykład równość płci jest wartością samoistną, o którą trzeba walczyć? Powracamy tu do klasycznego problemu postawionego przez bell hooks: jakim właściwie mężczyznom w naszych zhierarchizowanym i kapitalistycznym społeczeństwie miałybyśmy dzięki takiej izolowanej feministycznej walce dorównać? Chcemy być jak młodszy magazynier w Tesco, prowincjonalny urzędnik czy menedżer z międzynarodowej korporacji? Bez przypominania, że u źródeł problemu leży tu zasadnicza nierówność, która wyraża się również w postaci nierówności płci, zawsze będziemy skazane na prowadzenie walki nie w imię „kobiet”, a jedynie pewnych ich grup o określonych interesach.

Czy Henryka Bochniarz jest siostrą, która będzie walczyć ze mną ramię w ramię z tak rozumianą nierównością? Nie sądzę. Prowadzona przez nią organizacja jest ostentacyjnie antyrównościowa. Co istotniejsze w tym kontekście, jej postulaty z ostatnich lat – dotyczące uelastyczniania prawa pracy, skracania urlopów macierzyńskich, zmniejszania zasiłków, ograniczenia roli związków zawodowych, komercjalizacji edukacji, służby zdrowia i usług opiekuńczych – uderzają najmocniej właśnie kobiety. Ponieważ to one statystycznie mniej zarabiają, na dłużej i częściej wypadają z rynku pracy, częściej pobierają zasiłki i stanowią większość zatrudnionych w niedoinwestowanej i wciąż osłabianej sferze budżetowej. Są to także postulaty obecnej partii rządzącej – to uwaga dla wszystkich namawiających PO do „kadencji reform”. Mówimy tutaj o konkretnych posunięciach w polityce gospodarczej i społecznej, które będą mieć realny wpływ na życie tysięcy kobiet i których nie zrekompensują żadne zmiany kulturowe, choć są one również ważne. W tym sensie moją siostrą we wspólnej feministycznej sprawie nie jest Henryka Bochniarz (pod iloma lewicowymi postulatami dzisiejszej Manify by się podpisała?). Jest nią raczej wspomniany w tytule Piotr Szumlewicz, który te właśnie antykobiece skutki z pozoru neutralnych i „modernizacyjnych” politycznych posunięć w swojej publicystyce (np. w analizie raportu Polska 2030) pokazuje.

Czy oznacza to, że lewica powinna była zbojkotować Kongres Kobiet? Nie. Czy oznacza to, że powinna zignorować walkę o parytety dla konserwatystek, katoliczek, przeciwniczek aborcji i neoliberałek? Nie. Czy poprzemy ideę parytetu w biznesie, gdzie, jak słusznie zauważa Kinga Dunin, przeniosła się dzisiaj prawdziwa władza? Możliwe, że tak. Moja socjalistyczna perspektywa w żaden sposób takich posunięć nie wyklucza. W końcu, jak pisała socjalistka Róża Luksemburg, „wolność tylko dla zwolenników rządu, tylko dla członków partii – choćby nawet byli nie wiadomo jak liczni – nie jest wolnością”.

Czy oznacza to jednak, że każde działanie „tu i teraz” firmowane przez kobiety jest z zasady dobre, bo prokobiece? Czy należy na przykład – jeśli już fantazjujemy – wesprzeć kandydaturę Henryki Bochniarz na prezydentkę, do czego „feminizm po prostu” już gdzieniegdzie nawołuje? Niekoniecznie. Alternatywa, którą sugeruje Kinga Dunin: lepiej zrobić teraz cokolwiek, niż czekać z założonymi rękami na przyszłą rewolucję, jest alternatywą fałszywą. Bo pewne ruchy wykonane teraz mogą sprawić, że żadna rewolucja – moja feministyczna, równościowa i wolnościowa rewolucja – nigdy nie nastąpi.
Komentarze
Dodaj nowy
Panmik   |08.03.2010 01:11:17
Uff - jaka ulga, że ktoś to tak jasno napisał.
Dzięki Magda !
rebelle   |08.03.2010 01:22:14
"Czy poprzemy ideę parytetu w biznesie, gdzie […] przeniosła się
dzisiaj prawdziwa władza?"

Może to dobry pomysł, a może zły, a
może to pomysł do dyskusji. Ale może zacznijmy od tego, żeby przenieść
prawdziwą władzę z powrotem do parlamentu? Nie byłaby to jeszcze pełna
demokracja, ale przynajmniej byłaby do demokracji podobna. Bo dlaczego
akceptujemy tak łatwo, że prawdziwa władza jest
"gdzie indziej", jak gdyby nie zależało nam już na demokracji?

A tak w ogóle superowy tekst :)
strapko   |08.03.2010 02:05:43
Właśnie tak! Błędowska na Prezydentkę! Demokracja bez kobiet to pół demokracji,
a demokracja bez socjalizmu to zero demokracji!
jkl  - Antagonizowanie kobiet i mężczyzn   |08.03.2010 03:10:53
w walce z nierównościami społecznymi wydaje się kontrproduktywne. Dlatego
dyskurs feministyczny często pełni rolę zastępczą wobec zasadniczego problemu:
jak zmniejszać nierówności dochodowe, bez względu na to, jakiej płci dotyczą.
Stawianie bezbronnych kobiet w opozycji do mężczyzn zawłaszczających władzę
zniechęca część mężczyzn do tworzenia bardziej egalitarnego społeczeństwa. Nie
zniechęci Szumlewicza czy mnie, ale wielu innych - owszem.

Pani Magdo,
feministki tworzą nowy seksizm z mężczyznami (za wyjątkiem Piotrka, mnie i paru
innych) w roli złych. Więcej skromności w definiowaniu problemów. Kobiety bez
mężczyzn ich nie rozwiążą. W końcu to oni mają władzę :)
viking   |08.03.2010 03:32:21
@jkl

Niektórych mężczyzn zniechęca, innych zachęca. Walka o prawa
górników (nie mogących czasem liczyć na zachowanie ich podstawowych praw
dotyczących bezpieczeństwa w tym i tak cholernie niebezpiecznym zawodzie) jest
nieszczególnie sexy. Kto by tam się interesował umorusanymi facetami ze Śląska.

Za to manifa jest fajna, estetyczna- ostatnio upiększa ją stylowa twarzyczka
Kwaśniewskiej i kobiecy duch przedsiębiorczości reprezentowany przez H.
Bochniarz. A czyż jest coś milszego dla mężczyzny niż móc się poczuć rycerzem,
który jest po właściwej stronie i broni pań- dziś już nie mieczem tylko
parytetem i transparentem? No i bądźmy szczerzy: czy są faceci, którzy nigdy nie
fantazjowali o pielęgniarkach?
maciej   |08.03.2010 04:08:38
@Panmik przyłączam się do Twoich podziękowań dla felietonistki.
I do tego
lubi Różę Luksemburg. Gratulacje.
jkl  - @ maciej   |08.03.2010 04:20:06
Różę Luksemburg tak. Ale Karola Liebknechta to już z obiekcjami, nie?
magda   |08.03.2010 04:42:21
@rebelle
dzięki za tę uwagę, nie pomyślałam o tym, że patrząc z pewnej
perspektywy, to może być zbyt łatwa zgoda na antydemokratyczne status quo.
pozdrawiam :)
Boyszewik   |08.03.2010 11:24:52
Bardzo trafny tekst. Gratulacje
Felek   |08.03.2010 13:28:02
Brawo dla autorki za odwagę. Kto by się spodziewał, że padnie tu pozytywnie
nazwisko "Szumlewicz": radykalnie bezradny, wróg numer jeden
itp.
Następny krok, jak słusznie zauważa Agnieszka Mrozik, to dostrzec także
siostry płci żeńskiej. Nie traktowane jak wróg, tylko jak powietrze. Bo to
przecież KP przy okazji "rewolucji kobiet" odkryła lewicowy feminizm, o
czym zawiadomił nas Michał Sutowski, jednocześnie łącząc ten lewicowy feminizm z
Kongresem Kobiet. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Błędowska jest o wiele
konsekwentniejsza…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.03.2010 )
 
« poprzedni artykuł
Generated in 0.80378 Seconds