|
Nie było mnie w piątek w Warszawie. Ale skoro rzecznik prasowy Policji komentował uliczne zajścia w stolicy będąc we Wrocławiu, to i ja chciałbym sformułować kilka uwag na ten temat z perspektywy województwa kujawsko-pomorskiego, dokąd zagnały mnie zajęcia dziennikarskie. Byłem tam na zdjęciach z ekipą telewizji TVN, gdy dotarła wiadomość, że płonie Edgar, jak czule nazywano wóz satelitarny zniszczony w trakcie zamieszek. Przeczytaliśmy też esemesa, że na Trasę Łazienkowską właśnie wyrzucono kamerę telewizyjną. Chwilę później wszystkie pojazdy TVN-u dostały polecenie powrotu z ulic Warszawy do bazy. Powiało grozą. A my tymczasem robiliśmy reportaż o patriotycznym festiwalu gęsi w Przysieku pod Toruniem. Bo jak głosi stare przysłowie „najlepsza gęsina na św. Marcina”. Ple, ple, ple…
Kilka godzin później, już w nocnej Warszawie, byłem mimowolnym świadkiem rozmowy kilku obciętych na jeżyka chłopaków, którzy przy piwie komentowali wypadki na Placu na Rozdrożu. – Gdyby tam był samochód TVP to nic by mu się nie stało! TVN prowokował! Nawet nie podnieśli anteny satelitarnej, więc stali tam, wyłącznie by wkurwiać naszych!
Skuliłem się nad moją wiśniówką, by kolesie nie zaczęli się zastanawiać, skąd znają tego łysego grubasa. Przypomniałem sobie klimat Krakowskiego Przedmieścia z kwietnia 2010 roku. Tam był też ostry podział na naszych i obcych. Jana Pospieszalskiego witano z entuzjazmem, z kolei Monika Olejnik opowiadała, że gdy poszła pod Pałac Prezydencki złożyć wiązankę kwiatów z tłumu dobiegały ją gniewne pomruki. Inni dziennikarze mieli i mają podobne doświadczenia: z postaci, cieszących się społecznym zaufaniem, w momentach konfliktowych przekształcają się w obiekt agresji, a media, w których pracują, zaczynają przypominać warownie. Uzbrojone nie tyle w środku przymusu bezpośredniego, ile raczej – w coraz bardziej zdecydowane i gwałtowne opinie.
Ton sobotniej i poniedziałkowej prasy, komentującej wydarzenia z piątku jest wyjątkowo agresywny. Z jednej strony dostaje się bezczelnemu lewactwu, z drugiej – naziolom i kibolom. Każde ze środowisk podtrzymuje własną narrację, piętrzą się inwektywy i obraźliwa retoryka. To jest, jak się zdaje, nowość w dyskusjach ostatniego dwudziestolecia, które prowadzone były raczej w salonowej manierze. Skrajności „Nie” Jerzego Urbana czy „Gazety Polskiej” uchodziły za eksces. Teraz gwałtowność przelewa się do mediów i dyskusji głównego nurtu, następuje ostra polaryzacja postaw i poglądów. Nadchodzą ciekawe czasy. Dla Cimcirymci nie będzie już miejsca.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...