|
„Gazeta Wyborcza” donosi, że na zamówienie i pod kierunkiem ministra Michała Boniego powstał raport na temat sytuacji polskiej młodzieży na rynku pracy. Wniosków nie ma co przytaczać. Są dość oczywiste, a znacie je przecież lepiej niż autorzy tego opracowania, bo – z autopsji. Dość powiedzieć, że pośród wszystkich bezrobotnych w Polsce ponad połowa to ludzie w wieku od 18 do 34 lat, najczęściej absolwenci, do których zaczyna powoli docierać, że edukacyjny szał ostatniej dekady na lepsze szanse życiowe się nie przekłada. Pośród wielu rekomendacji dla rządu, sformowanych w raporcie, pojawia się postulat stabilizacji zatrudnienia poprzez ograniczenie umów tymczasowych, które dominują wśród kontraktów zawieranych z debiutantami. Tymczasowe zatrudnienie sprawia, że młodzi pracownicy nie mają dostępu do kredytów hipotecznych, co opóźnia ich start w dorosłe życie, założenie rodziny, wyprowadzkę od rodziców. Częste są też przypadki nadużywania młodych w formie staży i bezpłatnych praktyk.
Przed pięcioma laty analogiczny problem umów pierwszego zatrudnienia (Contrat première embauche) był we Francji zapalnikiem wielkich studenckich protestów, porównywanych z wydarzeniami 1968 roku. Również w Niemczech wykorzystywanie młodzieży przez korporacje stało się tematem wielkiej publicznej debaty, której przejawem był m.in. spektakl Rene Pollescha Śmierć praktykanta. Wzruszające jest, jak z kilkuletnim opóźnieniem docierają do nas problemy, które początkowo odbieraliśmy jako przejaw zachodniego dziwactwa. Nad Wisłą oczywiście nie ma co liczyć na żadne gwałtowne protesty, nikt też nie okaże solidarności ze smarkaczami, które nie są w stanie zalogować się do systemu.
Dziennikarze „Wyborczej”, pisząc o raporcie, zwrócili się o opinię do eksperta z Forum Obywatelskiego Rozwoju, fundacji Leszka Balcerowicza. To nie dziwi, bo bez komentarzy środowiska wyznawców prof. Balcerowicza, żadne zjawisko ekonomiczne w Polsce ostatnich 20 lat nie może być właściwie zrozumiane. I oto dr Wojciechowski na pytanie dotyczące umów śmieciowych, na podstawie których zatrudnia się 60% nowych pracowników, odpowiada z buta: „…pomysły dotyczące dodatkowych obowiązków dla pracodawców mogą obrócić się przeciw młodym. Jeśli pracodawcy będą musieli zatrudniać młodych po stażach to mogą ich w ogóle na staże nie przyjmować”. No, i wszystko jasne. Priorytety jasno określone. Proszę nie podskakiwać, bo może to się dla was źle skończyć. A w ogóle – mówi dr Wojciechowski - „…zamiast tworzyć programy narzucające pracodawcom obowiązek zatrudniania, należy rozpocząć debatę nad liberalizacją umów na czas nieokreślony, która umożliwi łatwiejsze zwalnianie”. Tutaj, muszę przyznać, kopara mi opadła. Co za mistrzostwo i styl! Jak rozmowę na temat zwiększenia zatrudnienia wśród młodzieży przerobić na wezwanie do „łatwiejszego zwalniania” tego można się nauczyć tylko w fundacji prof. Balcerowicza.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...