|
Przysiągłem sobie kiedyś, że nigdy więcej nie podpiszę żadnych listów otwartych, protestujących lub biorących w obronę. Taka mobilizacja święcie oburzonych nie ma zazwyczaj większej siły rażenia, głównie dlatego, że odbywa się wtedy, gdy decyzje zostały już podjęte a mleko wykipiało. Sformułowanie listu otwartego to bardziej demonstracja solidarności, opowiedzenie się po stronie słusznych wartości niż efektywny sposób rozwiązywania problemów. To także wyraz bezradności. A ja nie lubię czuć się bezradny. Jednak wbrew temu zarzekaniu się list z poparciem dla Nowego Wspaniałego Światu podpisałem. Podpisałem, bo w trudnej chwili nie ma co dzielić włosa na czworo, bo w obliczu prymitywnej nagonki trzeba zewrzeć szyki.
Ale problem pozostaje, list otwarty go nie rozwiąże: dlaczego przekaz medialny wydarzeń z 11 listopada tak łatwo poddał się prawicowej manipulacji? Dlaczego organizatorzy Marszu Niepodległości nie musieli się tłumaczyć w mediach z agresji i chuligańskich wybryków? Zniszczenia sprzętu i narażenia zdrowia mieszkańców Warszawy i policjantów? A jeżeli nawet się usprawiedliwiali to ich głos był słabo słyszalny i niewyraźny. Tymczasem medialną gwiazdą tamtego i następnych dni została Krytyka Polityczna, która faktycznie z żadnymi chuligańskimi wydarzeniami nie miała nic wspólnego. Zreanimowano dawno zużyte klisze o lewackim terroryzmie, ujawnieniu prawdziwej twarzy młodej lewicy, naciśnięto przycisk z niemiecko-polskimi resentymentami. I jeszcze pokazano zdjęcia niczym z rewizji w dziupli prowincjonalnych zbójców, którzy zgromadzili arsenał w postaci kastetu, kilku kijów i ochraniaczy na zęby.
Nadawanie sensów dyskusji publicznej zwie się ramowaniem. Badacz i popularyzator tej teorii George Lakoff w wydanej właśnie po polsku książce Nie myśl o słoniu! Jak język kształtuje politykę pisze, że ramowanie to ,,narzucenie języka, który pasuje do twojego światopoglądu’’. Lakoff analizuje język debaty politycznej w Stanach Zjednoczonych i dochodzi do wniosków zaskakująco zbieżnych z naszymi obserwacjami: środowiska lewicujące od kilkudziesięciu lat przegrywają walkę na ramy z konserwatystami, którzy narzucają opinii publicznej swój prawicowy język. Dokładnie było to widać w TVN24, gdzie Artur Zawisza, reprezentant organizatorów Marszu Niepodległości, rozmawiał z Michałem Sutowskim z Krytyki Politycznej. Zawisza konsekwentnie lekceważył zagrożenie, wywołane zaproszeniem na Marsz, kibiców, bagatelizował zniszczenia i agresję. Pisze Lakoff: ,,Jeśli solidnie ugruntowana rama nie pasuje do faktów, fakty będą ignorowane, a rama – zachowana’’.
Dlaczego lewicy brakuje sił, by w chwilach zwrotnych przeniknąć do dyskusji głównego nurtu? Dlaczego nie mamy odpowiedniej ilości sugestywnych haseł i metafor, porywających wizji i płomiennych mówców? I jak długo jeszcze nasze oburzenie wyrażać będziemy listami otwartymi?
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...