|
Na portalu Lewica.pl znalazłem przejmujący artykuł z „Guardiana” opisujący próby budowania wizerunku Izraela, jako państwa gay-friendly w przeciwieństwie do homofobicznych społeczeństw reszty Bliskiego Wschodu. Cytowana jest tam m.in. wypowiedź przedstawicieli syjonistycznej organizacji Stand With: „Zdecydowaliśmy się poprawić wizerunek Izraela poprzez izraelską społeczność gejowską”. Faktów ilustrujących tę tezę znajdziecie w „Guardianie” w bród. Cała akcja jest koordynowana przez izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych w ramach wielkiej kampanii Brand Israel. Ze środków izraelskiego rządu finansowane są międzynarodowe imprezy gejowskie, promuje się izraelską sztukę homoerotyczną. Na Castro, w gejowskim sercu Stanów Zjednoczonych, odbyła się niedawno impreza zatytułowana Out in Israel, pokazująca, jak tolerancyjne w sprawach gejowskich jest społeczeństwo Izraela. Działania tego typu określa się ironicznie, jako pinkwash i nie ma co bym streszczał cudzy artykuł. Przeczytajcie go sami. Odpryski akcji docierają też do nas. Tydzień temu mieliśmy polską premierę Oczu szeroko otwartych w reż. Haima Tabakmana o romansie między dwoma mężczyznami wyzwalającymi się z nakazów żydowskiej tradycji. W Teatrze Dramatycznym w Warszawie popularnością wśród branżowej publiczności cieszy się Bańka mydlana, spektakl oparty na scenariuszu filmu Eytana Foxa o relacji między młodym Izraelczykiem i młodym Palestyńczykiem. Zastanawiam się też, czy dość zdecydowana fala postaw i wypowiedzi antypalestyńskich, którą obserwuję w ostatnich latach wśród części establishmentu gejowskiej Warszawy nie jest pokłosiem różowego prania? Nie zamierzam stawać po żadnej stronie, bo za mało się na tym znam, a temat jest wyjątkowo bolesny. Nie kwestionuję też autentycznych osiągnięć Izraela w zakresie afirmacji osób homoseksualnych. Interesuje mnie coś innego. Czy pinkwash, niezależnie od tego czy jest faktycznie oficjalnym programem, czy tylko figurą medialnego dyskursu, nie stanowi aby kolejnej odsłony starej rzymskiej taktyki politycznej divide et impera? Czy ciągle obolałe i pozostające nadal w procesie emancypacji środowiska gejowskie powinny obierać sobie za wroga, choćby medialnego, jeszcze bardziej zbolałą i tragicznie doświadczoną sprawę palestyńską? Przeciwstawione zostały oto sobie dwie społeczności wykluczonych, a wzniecony między nimi konflikt dobrze służy głównie interesom imperatora. Myślałem o tym podczas Parady Równości, gdy w okolicach skrzyżowania Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej mijaliśmy kilkudziesięcioobową grupę chłopaków w czarnych ciuchach z transparentami Dość pedałowania. Bo tak naprawdę co tych młodych ludzi konfliktuje z nami? Dlaczego ich ideową tożsamość budują akurat zadymy przeciwko homoseksualistom? Co nas dzieli poza szpalerem policji? Seks? Wolne żarty! W czarnym tłumie mignęły mi ładne twarzyczki, które znam z gejowskich kazamatów miasta. Również odpowiedź, że z jednej strony maszerują dobrze sytuowani, przegięci pracownicy agencji reklamowych, z drugiej – spauperyzowani mieszkańcy blokowisk jest za łatwa. Owszem wśród stołecznych gejów nie brak osób majętnych, ale ogół tego środowiska to ludzie w identycznej sytuacji materialnej jak ubrane w glany i bojówki dzieciaki z osiedli. Jedni i drudzy dzielnie walczą o przeżycie zarówno pod względem finansowym, jak i społecznym. Ich antagonizowanie jest zabiegiem sztucznym, osłabiającym potencjał zbiorowego gniewu na patriarchalny, konserwatywny system, który w istocie swej wyklucza obie strony tego pozornego konfliktu. Jednych - z rynku pracy i konsumpcji, innych - z pełni praw człowieka.Nowoczesne środki piorące nie wymagają restrykcyjnej segregacji ciuchów na kolory. Przy zachowaniu odrobiny rozsądku można prać wszystko razem. Niebezpieczne jest natomiast nadal używanie inwazyjnych wybielaczy. Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...