|
Kilka lat temu na berlińskim biennale sztuki współczesnej zobaczyłem pracę wideo, o której już kiedyś pisałem, ale od kilku tygodni znowu nie mogę przestać o niej myśleć. Jej autorem był Mircea Cantor, młody rumuński artysta sztuk wizualnych, od końca lat 90. pracujący we Francji. Do wielkiej białej sali wpuścił wilka i sarnę, ustawił kamery i rejestrował, co dzieje się między nimi. Nie były to sympatyczne postaci z radzieckich kreskówek. Wilk nie nosił andrusowskiej czapeczki ani marynarskiej koszulki w paski. Miał srebrno-metaliczne futro o długim włosiu, potężne łapy i wielki pysk o takim jakimś mało wyraźnym, nieco kwaśnym spojrzeniu. Sarna nie przypominała Jelonka Bambi ani innych pluszowych zabawek. Brunatna, zmierzwiona sierść, gwałtownie łapiące powietrze wysuszone chrapy. Oraz wielkie oczy. Wielkie przerażone oczy.
Nasza wyobraźnia, ukształtowana przez żądne sensacji media, łatwo podsuwa warianty dalszego rozwoju sytuacji, w której znalazły się te zwierzęta. Krwawa łaźnia, groźne warknięcia, dramatyczne rzężenia, rozszarpane podgardle, wilk chełpiący się ścierwem zagryzionej sarny? Czy nie tak, zgodnie z oczekiwaniami publiczności powinny wyglądać kadry z filmu Mircea Cantora? Tymczasem nic z tych rzeczy. Wilk nie musiał niczego demonstrować, nie musiał się nigdzie spieszyć. Z tej sali nie było żadnego wyjścia. Polegiwał zatem leniwie na jednym boku. Potem na drugim. Ziewał. Rozkosznie przeciągał kręgosłup nadwerężony w jakichś dzikich leśnych ostępach. Niczym kanapowy pies lizał sobie genitalia, tylną łapą drapał się po łbie. I tylko od czasu do czasu przyglądał się nieco uważniej swej współlokatorce. Ale tylko przez chwilę. Rozkład sił był tak stabilny, że nie było powodu, by poświęcać jej więcej uwagi. Można było się porządnie zrelaksować. Sarna tymczasem stała jak skamieniała. Wielkie, czarne oczy rejestrowały najdrobniejszy ruch drapieżnika. Płuca ciężko pracowały. Nos łapał niewyczuwalne dla innych zapachy, napływające od strony wilka.
Ale, koniec końców, może tak naprawdę nie ma co przesadzać? Może nie warto sentymentalnie roztkliwiać się nad losem sarenki, stereotypowo budzącej w nas łzawe współczucie? Może niesprawiedliwie oceniamy wilka, który od wieków ma bardzo słaby PR i z zasady oskarżany jest o wszystko, co najgorsze? Te śmieszne przesądy na temat wilkołaków, te bajdy o watahach atakujących nocami podróżnych? Przypomnijmy sobie o tragicznej martyrologii młodych wilczków, tak patetycznie opisywanej w pieśni Włodzimierza Wysokiego i Jacka Kaczmarskiego. Bo powiedzmy sobie szczerze, czy wilk faktycznie zrobił coś złego? Czy nie rzucamy nań podejrzeń zbyt łatwo? Czy w białym pokoju ze zwierzętami, wykreowanym przez Mircea Cantora rozegrała się jakaś rzeź? Czy ktoś kogoś skrzywdził? Czy raczej nie powinniśmy docenić postawy wilka, który wbrew swym oczywistym instynktom, wbrew prawom natury powściągnął drapieżcze odruchy? Przecież wykazał wielką siłę woli, ba, zademonstrował nawet, nieznany szerzej wizerunek zwierzaka, który potrafi być rozkoszny i pełen troskliwej uwagi. Może zatem pracę Cantora należy odczytywać, jako dowód na to, że wilk z sarną są w stanie się jednak dogadać i żyć. Jeśli nawet nie w przyjaźni, to w ten sposób, by jedno drugiemu nie wchodziło w drogę?
O tak, znamy wielu, którym odpowiada ten sposób myślenia. Sposób myślenia wilka. Wilka, który jest ucieleśnieniem życiowego rozsądku, doświadczenia i skuteczności, podczas gdy sarna to jedynie płochliwa istota, niestworzona do większych wyzwań. On jest królem lasu, ona wyłącznie ofiarą silniejszych i bardziej zdecydowanych. Może to wszystko wygląda nieco okrutnie, ale takie jest życie, babe. Skoro cię nie zagryzłem, nie pobiłem, nie zdeptałem, nie rozszarpałem gardła, do czego, jako wilk, mam absolutne prawo, to przestań narzekać. Mogło być przecież gorzej. A tak, jak widzisz, daję ci prawo do życia, pod warunkiem wszak, że zastosujesz się do kilku prostych zasad. Moich zasad. Nie obnoś się ostentacyjnie ze swoją sarnięcością, bo tego nie lubię. Świat przecież nie jest stworzony dla saren. Nie oczekuj tych samych wilczych praw dla siebie, sama chyba czujesz, że brzmi to śmiesznie i nienaturalnie. Siedź cicho w kącie, zajmuj się swoimi sprawami w ciszy i nie próbuj mnie niczym prowokować. Ani przypadkiem nie zajmuj się propagandą swych sarnich przyzwyczajeń. To może skończyć się źle. Twe wystraszone czarne ślepia, twa wiotka sylwetka, twój wypięty zad, ten łeb pozbawiony poroża – wszystko to wygląda mało poważnie i może drażnić. Bardzo drażnić. Na razie daruję ci życie. Możesz sobie skubać tę twoją dietetyczną trawkę. Tak długo, jak ja będę to tolerował. Bo ja jestem uosobieniem tolerancji. Niech ktoś tylko spróbuje zaprzeczyć. Oto mój wilczy świat. Wilczy pokój.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...