|
Pisać dla Krytyki Politycznej felieton inspirowany konfliktem wokół minister Radziszewskiej to nawet nie masło maślane czy flaki z olejem. To totalny rzyg, bo przecież od początku jest jasne, jaki będzie ton, a role uczestników tej żenady muszą być rozdane w sposób oczywisty, po warunkach. Wiadomo, kto będzie charakterem złym, a kto będzie pierwszą naiwną. A jednak trudno tego felietonu nie napisać, bo trudno rozstać się z elementarnym poczuciem przyzwoitości, niezależnie od tego jak bardzo będzie to banalne i oczywiste. Parafrazując Tony Judta można powiedzieć, że nie da się porzucić własnych poglądów tylko dlatego, że wszystkich nudzą. Ale, by rzeczywiście uchronić się przed mdłościami, zacznijmy wywód nie od pani pełnomocnik, lecz od jej zwolenników. W końcu o skandalicznej wypowiedzi na temat nauczycielki lesbijki w szkole katolickiej napisano już dostatecznie dużo, a ewentualne usunięcie mało wyrazistej minister nie ma większego znaczenia. Natomiast bełkot wicemarszałka Sejmu ma już dużo istotniejszą wagę. Uczony ów mąż w TVN24 stanął murem za minister Radziszewską, dodając, że polscy geje powinni jechać do Iranu, by tam walczyć o swoje prawa. Wypowiedź ta przeszła bez większego echa, tymczasem warto chwilę dłużej przeanalizować jej sens. Jak wiadomo prawo Islamskiej Republiki Iranu penalizuje wszelkie zachowania homoseksualne. Kilka lat temu internet obiegły zdjęcia z egzekucji dwóch młodych chłopaków, którzy nakryci zostali podczas erotycznego uniesienia. W tym kontekście sformułowane przez marszałka Niesiołowskiego zaproszenie polskich gejów do Iranu brzmi analogicznie, jak serdeczna rada udzielona Żydom podczas okupacji hitlerowskiej, by udali się na wycieczkę do Auschwitz. Jakkolwiek brzmiałoby to bulwersująco mnie kwiecisty styl marszałka Niesiołowskiego nie zaskakuje. Bo przecież od wielu lat polityk ten wypowiada się w identyczny sposób. Jeżeli jest tu coś rzeczywiście wkurzającego to fakt, że poseł Platformy Obywatelskiej nie jest, jak mogłoby się wydawać, dresiarzem, którego mózg przeżarły siłowniane odżywki. To człowiek piśmienny, intelektualista, naukowiec o dużym dorobku, profesor, nauczyciel akademicki, polityk od wielu lat obecny w Sejmie, członek partii deklarującej przywiązanie do europejskich standardów życia publicznego. Skąd zatem ten dresiarski styl w ustach osoby es lettres? Moim zdaniem pałkarskie homofobiczne sformułowania posła Niesiołowskiego i jemu podobnych to konstrukt obliczony na dotarcie do wyborców. Frazeologią tą posługuje się wielu aktorów polskiej sceny politycznej. Czy jest to na pewno skuteczne? Kilka lat temu głośna była sprawa mieszkańca wyspy Wolin, który wyzywany przez sąsiadkę od pedałów podał ją do sądu. I wygrał. W prasie aż zagotowało się od głosów poparcia dla biednej kobieciny prześladowanej przez pedalskie lobby. Znani politycy, w tym poseł Stefan Niesiołowski i wicemister edukacji Mirosław Orzechowski, słali gromy na haniebny wyrok sądu i pozowali na trybunów, wyrażających gniew polskiego ludu. W tym samym czasie w tygodniku Polityka ukazał się reportaż, którego autorka wybrała się na Wolin, by poznać okoliczności sprawy. I oto okazało się, że środowisko malutkiego miasteczka odnosi się do całej afery dużo spokojniej niż panowie ze stołecznych elit. Kobieta ukarana grzywną miała wśród sąsiadów opinię męczącej pieniaczki i wyrok przyjęto z satysfakcją. O tym, że chłopak jest gejem wiedzieli wszyscy i nikogo to nie oburzało. Mało tego, z uznaniem oceniano, że wraz ze swym partnerem ciężko pracuje na utrzymanie matki i rodzeństwa, z którymi zresztą mieszkali razem w jednym skromnym mieszkaniu. To nie bycie gejem jest nienaturalne, jak chcieliby wmówić politycy i publicyści, szukający masowego poparcia. Nienaturalna jest homofobia, jako postawa społeczna i instrument uprawiania polityki. Jesteśmy przecież razem od zawsze. Jesteśmy waszymi synami i córkami, braćmi i siostrami, matkami i ojcami, wujami i ciotkami, sąsiadami i współpracownikami. I od zawsze znajdujemy sposoby na to, by ze sobą wspólnie żyć i zapewniać sobie wzajemne bezpieczeństwo i zaufanie. Oczywiście zdarzają się sytuacje ekstremalne, konflikty i odrzucenia, ale czy brakuje ich w przykładnych rodzinach i środowiskach, gdzie lesbijki i geje nie funkcjonują? Homofobia to jedna z tych fałszywych świadomości, które uzurpują sobie prawo do naturalności. Paradoksalnie jednak w naturze odnajdujemy mnóstwo zachowań homoseksualnych, podczas gdy homofobia jest wyłącznie tworem spoconych polityków i podnieconych moralizatorów. Jej wyznawcy nie wyrażają poglądów powszechnych, lecz sami ją generują dla małostkowych celów politycznych i walki o władzę. I to jest prawdziwy rzyg. Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...