|
Za sześć dni wybory samorządowe? Dobrze liczę? A może to nie najbliższa niedziela tylko następna? Zaraz, zaraz, jak to jest? Czy to są jakieś wybory trzeciej rangi? Podziemne? Tajne? Odkąd pamiętam, jeszcze w czasach PRL-u, na kilka tygodni przed głosowaniem na klatce pojawiało się ogłoszenie o treści: ,,Mieszkańcy tego bloku głosują w lokalu wyborczym nr…“, a na słupach ogłoszeniowych rozklejano obwieszczenia z listami kandydatów. Dziś na klatce żadnej informacji, a popularne okrąglaki na ulicach szczelnie wypełnione są komercyjnymi reklamami. Gdzie szukać informacji o zbliżających się wyborach? Kto w nich bierze udział i kiedy odbywa się to cholerne głosowanie? W jakim jestem okręgu wyborczym? Kto zarejestrował się na liście kandydatów? No dobra, nie ma co robić z siebie głupka, poszukam w internecie. Na stronie Urzędu Dzielnicowego kilkadziesiąt plików pdf z długaśnymi opisami: ,,Obwieszczenie Prezydenta miasta stołecznego Warszawy z dnia 29 października 2010 roku w sprawie podania do publicznej wiadomości informacji o numerach i granicach obwodów głosowania w mieście stołecznym Warszawie oraz o wyznaczonych siedzibach obwodowych komisji wyborczych, w wyborach do Rady m.st. Warszawy, rad dzielnic m.st. Warszawy, Sejmiku Województwa Mazowieckiego i Prezydenta m.st. Warszawy, zarządzonych na dzień 21 listopada 2010 roku”. To są pewnie te obwieszczenia, dla których nie znalazło się miejsce na słupach. Przedzieranie się przez nie w necie do najprostszych nie należy. Ja sobie jeszcze jakoś daję radę, ale czy moi sąsiedzi z bloku w ogóle do nich dotrą? Na Facebooku regularnie znajduję oświadczenia Krystiana Legierskiego, który walczy o mandat radnego na Mokotowie. Chętnie bym na niego głosował, ale mieszkam na Ochocie. Kto mi pomoże rozpoznać kandydatów na radnych z mojej dzielnicy? Żadne nazwisko wygrzebane z trudem w internecie nic mi nie mówi, a w skrzynce pocztowej znalazłem ulotkę wyłącznie jednej kandydatki, która deklaruje, że interesuje ją kwestia placów zabaw dla dzieci. Jak dowiedzieć się, kim są pozostali aspirujący do roli moich przedstawicieli? A może tak naprawdę mój głos nikogo nie interesuje? Kilka dni temu „Gazeta Wyborcza“ opublikowała przecież wyniki sondaży, z których wynika, że w większości miast i gmin, rezultat wyborów jest przesądzony. Prezydentami, burmistrzami i radnymi zostaną ci sami, którzy uczestniczą w teatrze władzy już od kilku kadencji. Może w ogóle nie warto bawić się w ten demokratyczny cyrk? Będzie taniej, szybciej i racjonalniej. Przecież wszyscy dotychczasowi przedstawiciele władz są tacy fotogeniczni, doświadczeni, ze znaczącym dorobkiem i dobrym rozeznaniem problemów. Po co demokratyczne mrzonki i zabawy? Po co wydatki i marnotrawienie papieru na karty do głosowania? Czy ktoś policzył ile lasu trzeba wyciąć, żeby przygotować te wszystkie dokumenty i druki związane z wyborami? Czy zwracają uwagę na ten problem nie damy mocnego sygnału, jak bardzo zależy nam na ekologicznych standardach w życiu publicznym? Partia rządząca doskonale wyczuwa tę tendencję i ustami swego lidera apeluje na billboardach wyborczych: ,,Nie róbmy polityki!“. Kandydaci na radnych na swych plakatach rozwijają tę myśl i sytuują się ,,z dala od polityki“. W zamian proponują, by budować stadiony, mosty, szkoły. Świetnie, to jest konkret, a nie jakieś chore politykierstwo. Ewentualne pytanie dlaczego mamy budować stadiony, a nie na przykład publiczne szpitale i publiczną sieć kolejową, zostaje uchylone. Bo przecież nie chcemy żadnej polityki. Za niecały tydzień wybory, które powinny określić priorytety rozwoju regionów, miast i gmin naszego kraju na najbliższe cztery lata. Dla każdego świadomego obywatela Rzeczypospolitej to ważny dzień. Nie dziwię się więc młodemu warszawskiemu artyście Michałowi Szperlingowi, że postanowił dać wyraz swojej społecznej postawie. Zaprojektował na wyborczy czas torby z dosadnym, młodzieńczo nonszalanckim hasłem: ,,Idę na wybory, bo to mój kurwa obowiązek“. Czyż to nie wzruszające, że artystyczna młodzież docenia obywatelskie obowiązki? Głosowanie do nich z pewnością należy. Jest naszym obowiązkiem. Obowiązkiem. Tylko, czy poza tym, że głosować musimy, wiemy na kogo i w imię czego? Czy obecny system ułatwia obywatelom uzyskać tę wiedzę i wyrobić sobie własny – albo przynajmniej podsłuchany - pogląd w zasadniczych wspólnotowych kwestiach? Zamiast przedwyborczej debaty, ścierania się rozmaitych punktów widzenia, prezentacji kandydatów mamy obywatelski szantaż, polegający na konieczności wrzucenia kawałka papieru do biało-czerwonego pudła. I dlatego, kurwa, po raz pierwszy od 20 lat głosować nie będę. Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...