> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Przemoc nasza codzienna Drukuj
Maciej Nowak   
18.10.2011

W coraz odważniejszej kontestacji reżimu neoliberalnego zwykle zwraca się uwagę na kwestie związane z dominacją wielkiego kapitału, rozwarstwieniem ekonomicznym, wykluczeniem społecznym. Rzadko zauważamy, w jak wielkim stopniu neoliberalna przemoc codzienna organizuje też nasze życie i wyobrażenia o świecie. Zdroworozsądkowe i naturalistyczne schematy myślowe o tym, że bogaty powinien mieć więcej wpływów niż ubogi, że silniejszy powinien górować nad słabszym są w powszechnym użyciu każdego dnia. Często w najbardziej nieoczekiwanych momentach i miejscach.

Uświadomiłem to sobie, gdy niedawno zostałem jurorem na przeglądzie teatrów niezawodowych w jednym z niedużych polskich miast. Każdy, kto jako dorosły uprawia teatr profesjonalnie albo po prostu – pasjonuje się nim, w młodości otarł się o grupy teatralne, działające w szkołach i domach kultury. To tam rodziły się nasze pasje, tam zarażaliśmy się miłością do efektu scenicznego, inspirowani przez rozgorączkowanych, rozidealizowanych instruktorów i nauczycieli. Pozornie tak jest nadal, tyle że do niegdysiejszego ruchu amatorskiego, zwanego dzisiaj niezależnym, zaczęli przenikać artyści z dyplomami wyższych szkół artystycznych.

  

Początkowo, jeszcze w latach 90., byłem entuzjastą tej tendencji, gdyż wydawało się, że jest to sposób na uwolnienie teatrów młodzieżowych ze szkolarskiego getta, dowartościowanie ich poprzez zrównanie ze zjawiskami głównego nurtu. Specjalnością i sensacją ostatniej dekady XX wieku były festiwale, które łączyły w jednym programie teatry uchodzące dotąd za amatorskie z zespołami zawodowymi. Był to wyraz wolności i przełamania środowiskowych uprzedzeń. Artyści profesjonalni wchodzili do nurtu nieprofesjonalnego z impetem tym większym im trudniej było im osiągnąć sukces w działalności zawodowej. Obniżki dotacji dla instytucji publicznych, redukcje etatów, kryzys pozycji społecznej twórców sprawiały, że rodzące się jak grzyby po deszczu festiwale teatrów niezależnych stały się bezpieczną niszą do uprawiania sztuki.

Dziś widzę drugą stronę tego zjawiska. Zawodowcy konkurujący z amatorami, uprawiającymi sztukę z porywu serca, siłą rzeczy dominują ich swoimi umiejętnościami scenicznymi. Dawny podział według linii zawodowiec-amator miał tak naprawdę wymiar afirmatywny, bo dawał szanse tym, którzy dzisiaj zostali jej pozbawieni. Jak bowiem porównać i sprawiedliwie ocenić spektakl, który powstał w gminnym ośrodku kultury z premierą, przygotowaną przez  wieloletnich rutyniarzy? Używany dzisiaj żelazny argument, że tryumfować powinna wartość artystyczna, ma właśnie charakter retorycznej przemocy codziennej. A niby dlaczego? Czy w przypadku przedstawienia, przygotowanego siłami amatorskimi jakość artystyczna musi być wartością nadrzędną? Zresztą, czy dyplomowani twórcy również mają obowiązek tworzenia arcydzieł? Może zamiast abstrakcyjnej i totalitarnej z ducha ,,wysokiej jakości artystycznej’’ ważniejsze są kryteria partycypacyjne, adekwatniej wyrażające sytuację społeczną, w której dzieło zaistniało. Zaraz, zaraz, w ogóle jakie dzieło? Czy ktokolwiek potrafi jeszcze uwierzyć w DZIEŁO? Czy komukolwiek jest ono dzisiaj potrzebne?

  

  

Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Komentarze
Dodaj nowy
viking   |18.10.2011 01:24:11
Zastanawia mnie czy przemyślenia Nowaka są jego własnymi przemyśleniami, w które
wierzy, czy raczej jakąś próbą znalezienie się za ich pomocą, w samym sercu
pewnej intelektualnej mody, jaką jest żarliwy antykapitalizm.
O ile myśli
Piątka, choć często przesadne, są przynajmniej bardzo osobiste i nieudawane, o
tyle każdy tekst Nowaka, otoczony jest, w moim przekonaniu, potężną aurą
nieautentyczności.
Fakt, iż negatywne komentarze pod artykułami tego autora,
należą do tych, które mają najmniejsze szanse na ukazanie się, interpretuję,
jako dowód na to, że redakcja KP, też to dostrzega.
Gra_ce  - neoliberalizm to tylko narośl na czymś jeszcze bar   |18.10.2011 15:57:22
nie wiem na ile myślenie oparte na rankingach, porównanich wobec standardów
jakościowych - jeśli w czasach upadku rzemiosła jest to możliwe w sferze tzw.
sztuki; "Top10-tenach", nagrodach jest oparte na ideach neoliberalnych,
może na tyle, na ile te idee są oparte na kulcie liczby, tzw. "racjonalnego
wyboru", możliwości "obiektywnego"zmierzenia i zwartościowania
wszystkiego wkoło. Myślę jednak, że raczej trudno te zjawiska sprowadzić do
neoliberalizmu. To triumf podejścia "wszystko się da poznać, policzyć i
wycenić i wykorzystać" nad postawą "jestem bo jestem" i to jest
dobre i mam do tego prawo.
sławek  - a jeżeli?   |18.10.2011 21:18:51
Felieton ma swoje prawa, rozumiem to, na przykład prawo do określenia kategorii
"wysoka jakość artystyczna" jako totalitarnej z ducha.

Trzeba jednak
przyjąć za możliwe, że "grupy amatorskie" same z siebie chcą dążyć do
wysokiej jakości artystycznej. Lub, że w toku konsultacji, stosowania
mechanizmów partycypacji, okaże się, że ludzie oczekują wysokiej jakości
artystycznej od dzieł/produktów/zjawisk artystycznych.
paba   |19.10.2011 17:22:55
Tak się składa, że byłem na tym przeglądzie. Byłem mile zaskoczony raz
interesującym jury (np. obecność Pana Nowaka) jak i dużym zróżnicowaniem
"artystów" (to akurat nieco mnniej miłe). Właśnie zastanawiało mnie jak
jury podejdzie do oceny osób, które dzieli przepaść wieku (od nastolatków
bawiących się w teatr po 50 latków), doświadczenia, umiejętności i możliwości
(wyrażonej np. w logistyce kilkuosobowego teatralnego zaplecza). Akurat moje
typy potwierdziły się z wynikami, ALE na ile takie porównanie jest miarodajne?
Tak zróżnicowany poziom konkurencji zachodzi w praktycznie wszystkich
nieskorporatyzowanych zawodach: artystach, rzemieślnikach, menadżerach czy nawet
niektórych przedstawicielach nauk technicznych. Jak oddzielić ziarno od plew?
Jak porównaść jakość pracy samouka i zawodowac? Tak powszechnie głoszona idea
"wolnej kultury" całkowicie eliminuje ten podział, wręcz wprowadzi
jeszcze ostrzejsze kryterium ilościowe - popularny zbiera kasę (o ile w ogóle?),
a co z resztą? Czy kierunkowe studia mają predysponować do czegokolwiek? Po co
podejmować ich trud, skoro co raz częściej pokazujemy, że liczy się popularność
i subiektywny odbiór jednostki niż podejście systemowe? To jest pytanie o sens
istnienia wolnej kultury, a w dalszym etapie o jej finansowanie? Bo powszechne
finansowanie jest niemożliwe, a zrzucenie wszystkiego na prywatny mecenat w
dłuższej perspektywie będzie jej zaprzeczeniem.
Ciszę się, że ktoś dostrzega te
problemy, nawet w tak odległej mi dziedzinie jak teatr.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85319 Seconds