Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Powrót do rzeczywistości Drukuj
Maciej Nowak   
22.06.2010

Jakie było najważniejsze wydarzenie ostatniej niedzieli w Polsce? Ci, którzy myślą o wyborach prezydenckich są w głębokim błędzie. Te odbywają się regularnie co 5 lat i od dwóch dekad mają przebieg i wynik dość przewidywalny. A tym razem mieliśmy do czynienia z objawieniem naprawdę niezwykłym. Na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej na zaproszenie Elżbiety Pendereckiej i jej fundacji bachowskiej wystąpiła Młodzieżowa Orkiestra im. Simona Bolivara z Wenezueli pod kierunkiem Gustavo Dudamela. 29-letni nieustannie uśmiechnięty dyrygent jest dziś gwiazdą światowego formatu, dyrektorem artystycznym filharmonii w Los Angeles i Goteborgu, a jednocześnie od 10 lat liderem młodych boliwariańczyków. Orkiestra ta działa w ramach masowego ruchu edukacji muzycznej El Sistema, rozwijającego się od kilkudziesięciu lat w Wenezueli. W jego ramach muzyki uczy się ponad 300 tys. młodych ludzi, pochodzących z faveli, dzielnic nędzy i przestępczości. Tworzą ponad 120 orkiestr, z czego 30 o charakterze symfonicznych. El Sistema sprawia, że wiele z Dzieciaków Pana Boga zamienia pistolety na instrumenty muzyczne, co jednocześnie odbudowuje ich życiowe szanse.


El Sistema jest oczkiem w głowie prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza, tego, który według słów Leszka Balcerowicza, wygłoszonych na zeszłorocznym Kongresie Kultury, jest patronem wszystkich popapranych artystów z aparatczykowskimi, stalinowskimi odchyleniami. Ponieważ odczuwam właśnie takie odchylenie, nie mogło mnie zabraknąć na koncercie muzyków Dudamela. I serce mi rosło, gdy zachwycona publiczność podczas owacji po zatykającym dech w piersi wykonaniu Święta wiosny Strawińskiego machała wenezuelskimi flagami, rozdawanymi skrzętnie przez dyplomatów Boliwariańskiej Republiki Wenezueli. Gdyby kogokolwiek z tej bogatej widowni, mogącej sobie pozwolić na kupienie biletów za 300 zł, zapytać o stosunek do ideałów rewolucji bolivariańskiej, odpowiedzią byłoby skrzywienie się i parę standardowych przekleństw. A jednak porwany energią i dynamiką 200 młodych muzyków warszawski establishment swój entuzjazm wyrażał właśnie pod sztandarami Hugo Cháveza.


Ideą El Sistema, które pierwotnie zwało się Społecznym Ruchem na rzecz Muzyki, jest zapewnienie dzieciom, szczególnie z najtrudniejszych środowisk, dostępu do kultury. Państwo, które gwarantuje obecnie niemal cały budżet programu, z zadania tego wywiązuje się wzorowo, a efekty, które mogliśmy usłyszeć w Teatrze Wielkim, są olśniewające. I to sprawia, że po niedzielnym koncercie moje artystowskie, aparatczykowskie odchylenie pogłębiło się jeszcze bardziej, wbrew surowemu grożeniu palcem przez Leszka Balcerowicza. W jego świecie naturalne wydaje się dofinansowywanie banków, upadających z powodu złego zarządzania. W moim – dużo bardziej oczywiste jest przeznaczanie satysfakcjonujących kwot na rozwój kultury i edukacji. Z koncertu Dudamela wracałem taksówką. Starym, złachanym mercedesem beczką, nienależącym do żadnej korporacji. Prowadził go jeszcze starszy warszawski złotówa, który wydawał z siebie przykrą woń – excusez le mot – biedy, nieosłoniętej wyrafinowanymi kosmetykami. Jechaliśmy nie szybciej niż 50 km/h, ponaglani klaksonami mijających nas wypasionych bryk. Stary kierowca w ogóle się tym nie przejmował i ze spokojem perorował na temat wyborów. W samochowym radio ciągle jeszcze trąbiono o gigantycznej kilkunastoprocentowej przewadze kandydata PO, a mój niewyjściowy taksówkarz wiedział już swoje: - E tam, panie, w ogóle nie wierzę. Różnica nie będzie większa niż 5 procent. W Polsce nienawidzą oligarchów. Ludzie żyją za 600 czy 1000 złotych miesięcznie, a oni hrabiami ich mamią. Nieprzyjemny zapach w samochodzie się potęgował, kierowca nie zgadzał się na otwarcie okna, bo go przewieje, podróż ciągnęła się w nieskończoność. Nareszcie dojechaliśmy na Opaczewską. Uff, to był prawdziwy powrót do rzeczywistości.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł
Generated in 0.76669 Seconds