|
W dniach powyborczej konsternacji najlepiej sprawdza się pasjans w komputerze. Potrafię go układać bez końca, odsuwając w ten sposób wszystkie głupie i jałowe myśli, które kąsają po kostkach. Pierwszy raz odkryłem skuteczność solitaire’a w 1995 roku, gdy prezydentem został Aleksander Kwaśniewski. Siedziałem w mieszkaniu przy biurku, oglądałem telewizję i nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Miałem poczucie, że wszystko, co zdarzyło się po roku 1989, zostało właśnie unicestwione, że do władzy z powrotem wracają panowie sprzed ledwie kilku lat. Nie mogłem nawet zwierzyć się z tego lęku mojemu ojcu, bo wtedy należał jeszcze do wiernego elektoratu SLD i nawet osobiście załatwił mi zaświadczenie do głosowania poza miejscem zamieszkania, bym na pewno oddał głos na jego faworyta. Gdyby dowiedział się, że po ogłoszeniu wyniku wyborów wpadłem we frustrację, w ogóle nie wiedziałby, o co mi chodzi. Wtedy – bo dziś z kolegami z SLD nie chce mieć nic wspólnego.
Od wczoraj znowu układam pasjansa. Nie, nie spodziewałem się cudów, w koszyku nie było przecież żadnych ananasów. Jedynie kwaśne jabłka i cierpkie ulęgałki. A jednak czaiła się gdzieś irracjonalna nadzieja, że coś się zmieni, że zbiorowa mądrość całego społeczeństwa wygeneruje nową energię, nowe przestrzenie. W końcu na Puerta del Sol i Wall Street, w Tel Awiwie i Santiago de Chile takie możliwości wiszą w powietrzu. Ale nie u nas. W Warszawie nieodmiennie panuje spokój.
Gdzieś na Facebooku ktoś wpisał zdanie, które na zasadzie liczmana pojawia się, jako komentarz wyborczy stale od ponad 20 lat: – Znowu wybraliśmy mniejsze zło. Zbiera mi się na mdłości, gdy je czytam po raz kolejny. Bo czy przypadkiem nie jest tak, że zawsze w życiu wybieramy mniejsze zło? Że rozwiązania idealne nie istnieją i pogoń za nimi prowadzi zazwyczaj na manowce? Może coś trzeba zmienić w ocenie świata, by nie grzęznąć znowu w bezmyślnym pasjansie? Może zamiast liczyć na gruszki na wierzbie – cieszyć się, że posłami zostali Anna Grodzka, Wanda Nowicka, Robert Biedroń, że wraz z nimi pojawia się szansa na zmianę sejmowej frazeologii?
W twierdzy zachowawczej i opresyjnej obyczajowości po raz pierwszy pojawią się osoby, które będą miały odwagę cywilną wystąpić przeciwko wygodnemu drobnomieszczańskiemu consensusowi. Bardziej realna staje się ustawa o związkach partnerskich, na pewno powróci dyskusja o prawie do aborcji i zapłodnieniu in vitro. To już jest coś, choć oczywiście sukcesy na polu obyczajowym tak naprawdę dają pozór zmian. One nastąpią wyłącznie, gdy pojawią się i nabiorą siły nowe, odważne idee społeczne i ekonomiczne. Ale tych nie próbowała formułować żadna z formacji startujących w wyborach roku 2011.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...