|
Skończyło się definitywnie. Po prawie ćwierć wieku. Z dnia na dzień. Aż samemu trudno mi uwierzyć, że od kilku tygodni nie targam już ze sklepu zgrzewek z butelkami z wodą. Piję wyłącznie to, co płynie z kranu. Jeszcze dziwniejsze jest to, że do tak drastycznej zmiany długotrwałych nawyków nakłoniła mnie kampania promocyjna wielkiej międzynarodowej korporacji. Zazwyczaj na wszelkie działania marketingowe reaguję alergicznie, nie uczestniczę w żadnych programach lojalnościowych, a gdy na ekranie komputera zamigocze reklama, której nie umiem przegonić, potrafię w złości i bezsilności wyrwać wtyczkę z kontaktu. Tym razem jednak badania wody dostępnej w polskich wodociągach, zlecone przez producenta filtrów w ramach akcji reklamowej, wydają mi się przełomowe.
Z analiz Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego wynika jednoznacznie: mamy w domach świetną wodę, którą możemy pić bez najmniejszych lęków również bez przegotowania. H2O nasze powszednie spełnia wyśrubowane normy bakteriologiczne, chemiczne i fizyczne, a w niektórych miastach, między innymi w Warszawie, pełne jest minerałów, których wartość nie ustępuje temu, co sprzedawane jest pod kapslami i zakrętkami. Firma handlująca filtrami do poprawy smaku wody z pewnością wykorzysta te dane dla swoich interesów, ale przy okazji pojawiła się szansa, byśmy wyzwolili się z jednej z powszechnych polskich fobii, dodatkowo podsycanych ostatnio przez lobby producentów napojów.
Zaspokojenie pragnienia szklanką wody z kranu sprawia, że o tę szklankę mniej kupimy drinków, oferowanych przez wielkie korporacje. Gdy na to samo zdecydują się setki, a potem tysiące osób, straty molochów mogą być bardzo wymierne. Dlatego z taką ochotą fabrykuje i powtarza się głupstwa o polskiej kranówie. Padają one w Polsce na żyzny grunt, bo generalnie mamy niewielkie zaufanie do zasobów wspólnych. A w przypadku wody porządek symboliczny miesza się z tym najzupełniej materialnym. Przekonują się o tym właśnie Włosi, którzy masowo protestują przeciwko rządowym planom komercjalizacji współczesnych akweduktów. ,,Na wodzie nie wolno zarabiać!” - grzmi ks. Alessandro Zanotelli, duchowy opiekun ruchu, liczącego obecnie już 1,5 mln zwolenników. Bezpłatna szklanka wody w każdym włoskim barze to tradycja sięgająca jeszcze starożytności.
W Polsce zgubiliśmy szacunek do własnej wody, która tradycyjnie była przecież otaczana rytualnym kultem. Moja przyjaciółka Sophie, Francuzka, której ciasta jadacie w Nowym Wspaniałym Świecie, opowiada, że przyzwyczajona we Francji do picia wody prosto z kranu, po przeprowadzce do Warszawy wpadła w popłoch. Opowiadano jej urban legends o tym, że w podziemiach stolicy czają się trupie jady z czasów powstania w getcie i Powstania Warszawskiego, a system filtrów jeszcze z czasów carskich świadomie zatruwa to, co płynie w naszych rurach. Ja sam pamiętam przestrogi rodziców przed surową wodą, która powoduje choroby, a także czułe określanie zawartości szklanek napełnianych w ulicznych saturatorach mianem gruźliczanki. Warszawska woda w popularnym odczuciu uchodzi za niebezpieczną nie tylko dla ludzi. Nawet do podlewania parapetowych roślin trzeba ją specjalnie preparować, czyli zostawiać na kilka godzin do odstania.
Jeżeli wyrzucimy z głowy te wszystkie śmieci, jeżeli zaufamy chemikom, że polska woda naprawdę nie truje, pierwszą korzyścią, którą z tego wyniesiemy będzie poprawa jakości życia. Zamiast nosić po schodach ciężkie zgrzewki, zamiast wydawać na nie spore pieniądze – uwierzmy, że prawdziwy zdrój mamy w każdej kuchni. Bez dodatkowego wysiłku i ekstra opłat. Korzyść drugą odczuje środowisko, bo zmniejszymy zużycie plastikowych butelek. Korzyść trzecia to miła satysfakcja, że robimy malutkie kuku mastodontom, które zmonopolizowały światowy rynek napojów. I w końcu korzyść czwarta, być może najważniejsza: ograniczymy w ten sposób zasięg chorobliwej polskiej nieufności do wszystkiego. Zbawienia to może nie przyniesie, ale na pewno będzie to krok w kierunku oswojenia rzeczywistości, w której żyjemy.
Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedzialki.
Na podobny temat
|
Kulturalna czy kulturowa? ;-)
Niestety nie mogę się zgodzić z przed...