|
Na klatce w moim bloku siedzi dwóch chłopaków w wieku kilkunastu lat. To bracia, mieszkający dwa piętra nade mną. Zaczynają się wakacje, a oni siedzą na schodach i bardzo się nudzą. To raczej nie są dobrzy chłopcy, choć jak na razie grzecznie mówią dzień dobry wszystkim przechodzącym. Cały poprzedni rok szkolny nie było ich w domu, bo jak wieść sąsiedzka niesie przebywali w specjalnym ośrodku wychowawczym. Jeden z nich kilka lat temu pukał do kolejnych drzwi w bloku i pytał o pieniądze. Ich matka regularnie zaczepia mnie na klatce i pożycza 10 zł, bo strasznie ją suszy. Poza tym w mieszkaniu identycznym jak moje, o powierzchni 45 m, mieszka jeszcze ich babcia, młodsza siostra i ojciec, o którego kilkakrotnie wypytywał dzielnicowy. To nie mogą być dobrzy chłopcy, a jednak ich znudzenie i spędzanie wakacji na klatce mnie dotyka. Ponieważ również i ja przeżyłem smarkate lata w tym sąsiedztwie. Usiłuję sobie przypomnieć, jakie były przed 30 laty sposoby walki z nastoletnią nudą. Najważniejszą instancją było tzw. podwórko, na którym stało kilkanaście ławek, mała karuzela, huśtawka, zdezelowana zjeżdżalnia i rzadko używana piaskownica. Kłębił się wokół nich tłum dzieciaków, których do porządku przyzywały okrzyki z okien: - Maaaaaaciek, do dooooomu! - Ale jeszcze chwila! - Bez gadania! Kolacja! Dzisiaj na podwórku panuje cisza. Zabawki dla dzieci zniknęły. Nie pamiętam już kiedy, ale i dzieci nie wypuszcza się z domów bez opieki. Ostatnią ławkę zdemontowano rok temu, gdyż jakoby przyciągała tzw. element, przeszkadzający porządnym lokatorom w spokojnym wypoczynku. Martwicy podwórka dopełniają pałętające się wszędzie śmieci. Odkąd nasza wspólnota mieszkaniowa w szale prywatyzacji zdecydowała się zamknąć altanki śmietnikowe na klucz, duża część odpadków ląduje, gdzie popadnie. Kolejnym po podwórku miejscem osiedlowych rozrywek było boisko. Ja, co prawda, jak każdy grubawy chłopiec o skłonnościach do innych chłopców, mecze piłki nożnej omijałem dużym łukiem, ale faktu, że tam właśnie rozładowywał się młodzieńczy spleen, podważyć się nie da. Dziś na miejscu boiska zorganizowano szykowne korty tenisowe. Grubawi faceci o skłonnościach do innych facetów mają gdzie popisywać się drogimi rakietami, ale miejsca dla znudzonych chłopaków z klatki już nie ma. Podobnie nie znajdą ich również w klubie osiedlowym, mieszczącym się niegdyś w specjalnie na to przeznaczonym mieszkaniu kilka bloków dalej. Dawny klub służy dziś znowu jako mieszkanie, a jego funkcje próbuje kontynuować powstała niedawno klubokawiarnia, serwująca latte i pyszne belgijskie piwa owocowe. Niestety, z wielu powodów nie są to atrakcje dostępne dla chłopaków z klatki. Przed 30 laty, gdy komunistyczna władza wrednie prześladowała kościół katolicki, ważnymi ośrodkami życia wspólnotowego były salki i domy parafialne. Tam odbywały się lekcje religii, tam organizowano zajęcia dla młodzieży. Dziś to już zamknięta karta. Odkąd kościół przejął władzę i wprowadził się na stałe do szkół salki parafialne zamarły. Tam również chłopcy z klatki nie znajdą żadnego wsparcia.
Ale nie jest tak, że na naszym osiedlu wszystko zamarło. W odległości kilkuset metrów powstało ogromne centrum handlowe. Z mnóstwem efektownych sklepów, ciągiem barów i multikinem. Świetne miejsce na walkę z nudą. I dające pewność, że również dzieciaki dzieciaków z mojej klatki nigdy już jej nie opuszczą.
Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...