|
Nie wierzę własnym oczom, uszom i powonieniu. W Wiadomościach Polsatu kilka dni temu minister ochrony środowiska dr hab. inż. Andrzej Kraszewski poinformował rodaków o działaniach resortu na rzecz poprawy doznań organoleptycznych narodu. Ta przedwyborcza troska o obywateli budzi autentyczne wzruszenie. Otóż wysoki urząd zamierza zatrudnić specjalistów - określonych przez pana ministra mianem wąchaczy - którzy mają niuchać, czy bary sprzedające kebaby nie wydzielają z siebie oparów zawierających zbyt duże stężenie związków Maillarda. Jeśli zostanie to stwierdzone, ministerstwo będzie bezwzględne. Wąchacze nie wiedzą, co to litość. Nie wyklucza się akcji ABW, CBA konferencji prasowych, debat sejmowych i uchwalania specustaw. Ministerium Cichych również nie pozostanie obojętne. Nie, wbrew pozorom Louis Camille Maillard to nie jest kolejny szef Al Kaidy ani nawet nowy przywódca młyna na stadionie poznańskiej Lechii. To tylko jajogłowy żabojad, wyspecjalizowany w chemii organicznej. A może to on był więc ojcem założycielem firmy dopalacze.pl? Nie, po stokroć, nie! Jeżeli zatem, jak się wydaje, nie dotknął on naszego koncyliacyjnego rządu w żadnym z najbardziej newralgicznych problemów politycznych ostatnich miesięcy, to co ściągnęło na jego głowę gromy? Nieżyjący od 65 lat francuski badacz opisał reakcje zachodzące m.in. na powierzchni pieczonego i smażonego mięsa, w wyniku których łączące się ze sobą pod wpływem wysokiej temperatury tłuszcze, białka i cukry, wydzielają smakowity zapach pieczystego i przybierają apetyczny, rumiany kolor.
Naukę chemii, jako debilny w tym zakresie uczeń klasy humanistycznej, zakończyłem dobre 30 lat temu, na 2 lata przed maturą. Były to oczywiście liceum i matura komunistyczna, więc instytucje niewiarygodne i niespełniające standardów nowoczesności. Ale nawet ja jestem w stanie zrozumieć, że reakcja Maillarda ma charakter powszechny i zachodzi nie tylko przy produkcji kebabów. Każda sztufada wołowa, pieczeń z karkówki, kotlet schabowy, mielony, a nawet hamburger wyzwalają identyczną aktywność węglowodanów i aminokwasów, skutkującą tak miłymi naszym zmysłom zapachami jedzonka. Dlaczego zatem akurat kebaby znalazły się pod baczną lupą resortu? Dlaczego szczegółowa inspekcja wąchaczy nie dotyczy sznycli i karbinadli? Ha! Analizując tę kwestię, zrozumiałem ostatecznie, jak wiele muszę się jeszcze uczyć, jeśli chodzi o dialektykę.
Dziś Światowy Dzień Uchodźcy, który polski rząd postanowił uczcić ogłoszeniem, że w najbliższych miesiącach można się spodziewać abolicji dla wszystkich nielegalnie przebywających w naszym kraju imigrantów. To prawdziwa radość dla tych, którzy od lat szukają w Polsce schronienia i lepszego życia. Moja przyjaciółka Ksenia, zajmująca się wsparciem dla osób pochodzących z krajów postradzieckich, opowiada o tym akcie już od wielu miesięcy z niezmienną nadzieją i radością. To szansa na normalność dla ogromnej rzeszy ludzi, którzy boją się miesiącami wychodzić z domów, pracują w niewolniczych niemal warunkach w kilku zaledwie, niszowych sektorach gospodarki. W tym – w branży kebabowej, która żywi całą osiedlową Polskę.
Ale, ale – i tutaj dochodzimy do lekcji dialektyki – nie przesadzajmy jednak z wielkodusznością. Skoro już zalegalizujemy pobyt dziesiątek tysięcy darmozjadów z daleka, to niech nie będzie im za łatwo. Niech wiedzą, że w europejskim kraju obowiązują wysokie standardy, których przestrzegania przypilnują koncesjonowani wąchacze. I oni już wytropią każdy niepożądany zapaszek dobywający się z barków, prowadzonych przez śniadych chłopaków z Syrii, Palestyny, Libii, Jemenu czy Libanu i obsługiwanych przez zalęknione dziewczyny z Ukrainy czy Mołdawii. My tu mamy Europę, a nie jakieś tam azjatyckie chanaty. Nasze schabowe pachną, wasze kebaby – śmierdzą. Felietony Macieja Nowaka publikujemy w poniedziałki.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...