|
Ci, którzy dwa tygodnie temu narzekali
na nudny tekst Donalda Tuska podsumowujący osiągnięcia jego rządu,
w ten weekend zasnęli chyba już po pierwszym akapicie. I słusznie,
bo wizja Tuska jest wyjątkowo mizerna: mamy doganiać Europę,
redukować deficyt i podłączyć się do Internetu. A przecież
premier ma w swoim rządzie utalentowanych ministrów i udało mu się
przepchnąć ustawy, które swą odwagą wyznaczają nowe horyzonty
dla naszego kraju. Na przykład taka minister Kudrycka i reforma
szkolnictwa wyższego. Biorąc ją za wzór, chcę zaproponować
prawdziwie odważną wizję tego, jak może wyglądać rządzenie i
rozwój naszego kraju.
Po pierwsze mamy już dosyć tego, że
Polska wlecze się daleko w rankingach. Rząd nie może ogólnie
obiecywać rozwoju i zadowalać się jakimś tam wzrostem PKB. Ma być
konkretnie! Polska za 5 lat w pierwszej dziesiątce największych gospodarek
świata. Po to są rankingi, żeby się w nich piąć.
Oczywiście trzeba odpowiednich zmian,
żeby tego dokonać. Zacznijmy od kadr. Każdy chyba widzi, że nasi
politycy są jakby z innej epoki, głównie złogi PRL-owskie. Głowy
mają pozamykane i brak im wyobraźni. Dlatego potrzebna nam jest
wymiana kadr i umiędzynarodowienie. Ustalmy, że premierem może być
wyłącznie polityk, który ma doświadczenie w rządzeniu w innym
kraju. Jak ktoś sprawdził się jako minister we Francji albo
wicepremier w Danii, to będzie lepiej rządził Polską.
I tak aż do poziomu dyrektorów departamentu. Wyeliminujemy w ten
sposób zasiedziały element z naszych instytucji, dzięki czemu będą
trzymały światowe standardy jakości.
Młodzi urzędnicy powinni
mieć przez pierwsze dziesięć lat status stażystów. A bo to mało się
uczą w urzędzie? Dla nich to i tak przywilej, biorąc pod uwagę
poziom bezrobocia wśród absolwentów. Dla 20 procent
młodych urzędników odpowiedni ministrowie wyznaczą stypendia w
wysokości płacy minimalnej, a 10 procentom z tych 20 obiecają
dodatkowe stypendia, co będzie dobrze wyglądało. Ale ich nie
przydzielą. I mamy dodatkowe oszczędności.
Zatrudnienie w urzędzie będzie
wyłącznie czasowe i przeznaczone tylko pracowników z
doświadczeniem w biznesie. W urzędach potrzebni są ludzie, którzy
znają problemy gospodarki od środka i zlikwidują wszelkie bariery
dla przedsiębiorstw. Polska powinna ambitnie wyznaczyć nowy
kierunek, inspirując się doświadczeniami wielkich firm
na rynkach światowych. Trzeba dążyć do fuzji administracji i biznesu.
Nie może też być tak, że ministerstwa zajmują się po prostu sprawiedliwością albo
infrastrukturą i biorą na to kasę z budżetu rok w rok. Trzeba to
zmienić, powołując do życia Krajowe Urzędy Przyspieszenia
(KUP-y). KUP-y zajmować się będą przyspieszaniem naszego kraju w
dziedzinie kapitału ekonomicznego, kapitału ludzkiego i kapitału
kulturowego (po prawdzie dwa ostatnie liczą się tylko o tyle, o ile
da się je przerobić na pierwszy). KUP-y dostawać będą środki
zadaniowo i w konkursach grantowych, co zwiększy
konkurencyjność. O status KUP-u będą się mogły ubiegać nie
tylko istniejące ministerstwa i urzędy, ale także konsorcja i
partnerstwa publiczno-prywatne.
Oczywiście prezesi KUP-ów i sam
premier mogą pracować na dwóch etatach. Będzie to zgodne zarówno
z dążeniem do fuzji administracji i biznesu, jak i z najbardziej
oczywistą prawdą, że wielcy ludzie są niezastąpieni i nie można
ograniczać dostępu do ich kompetencji.
I proszę - dało się? Panie premierze,
świąteczne wydanie „Gazety” jeszcze nie zamknięte, a ludzie nie
odrzucą naprawdę wielkiej wizji!
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...