|
Tak jak Krytyka Polityczna
w Warszawie, zmieniłem adres tej jesieni. Przeprowadzki sprzyjają rozstrojowi
nerwowemu, bo wszystko trzeba najpierw zlikwidować, a potem zorganizować
na nowo. Oprócz pakowania, noszenia, rozpakowywania i układania trzeba
rozwiązać i zawrzeć umowy, zdobyć zaświadczenia, wymeldować się
i zameldować. Otrzymujemy więc rzadką szansę, aby zorientować się,
co łatwo, a co ciężko załatwić.
W mainstreamie za ciężko
załatwialne uchodzą wszystkie sprawy związane z państwem. Państwo
to jak wiadomo rozdęta biurokracja, nieruchawi urzędnicy i absurdalnie
skomplikowane, nieprzejrzyste przepisy. Rzeczy mają się zupełnie
inaczej, gdy w grę wchodzą prywatne przedsiębiorstwa. Tutaj wszystko
jest podobno utrzymywane w optymalnych rozmiarach, a profesjonalna obsługa
szybko radzi sobie ze stosowaniem prostych procedur. Może nawet dałbym
się nabrać na te bajki, gdyby nie przeprowadzka. Odwiedziłem cztery
urzędy i w każdym spędziłem ok. 30 minut. Wszędzie pobrać można
było numerek i mniej więcej po 5 minutach urzędniczki i urzędnicy
załatwiali, co było do załatwienia. Ani razu nie zdarzyło mi się
odejść z kwitkiem. Problemy zaczęły się dopiero, gdy trafiłem
do prywatnych firm.
Gdy dotarłem do jednego z
trzech punktów obsługi klienta, które duża firma dostarczająca
telefon, telewizję i Internet utrzymuje w 3-milionowym mieście, natknąłem
się na 40-osobową kolejkę obsługiwaną przy trzech stanowiskach.
Ponieważ było już tylko 30 minut do zamknięcia, postanowiłem przechytrzyć
wszystkich i przyjść następnego dnia rano. Nie przechytrzyłem, bo
o godzinie 11 w kolejce znowu stało 40 osób. Po godzinie stania dowiedziałem
się, że sprawy nie załatwię, ale przynajmniej zrozumiałem prawdziwy
sens terminu „optymalne rozmiary przedsiębiorstwa”. Oznacza to po prostu,
że do obsługi klientów przeznacza się niewielu pracowników, co
pozwala ograniczyć koszty i uzyskane w ten sposób środki przeznaczyć
na premie dla prezesów.
Dużo ciekawsze rzeczy działy
się jednak, gdy zaczęło się przenoszenie numeru telefonu
i dodawanie do umowy telefonicznej kolejnych usług. Sama zmiana numeru
poszła gładko, ale zaraz potem odezwał się do mnie przedstawiciel
handlowy firmy, oferując dodatkowe usługi, na które złożyłem zamówienie:
„Jest pan zainteresowany? Jestem. Świetnie, odezwiemy się do pana
i założymy co trzeba, ale bardzo proszę, gdy zadzwonią koledzy z
firmy mówić, że już pan nie jest zainteresowany”. Trochę byłem
zaskoczony, ale nie zdążyłem się nadziwić, bo przedstawiciel firmy
zadzwonił jeszcze raz: „Tylko jak będą dzwonić z kontroli to niech
pan nie mówi, że ze mną rozmawiał i niech pan powie, że nie jest
pan zainteresowany usługami. Wszystko założymy, niech się pan nie
przejmuje!” Trochę się przejmowałem, więc gdy zadzwoniła inna
przedstawicielka firmy pytając, czy jeszcze jestem zainteresowany zamówieniem,
które wcześniej złożyłem, złamałem się i powiedziałem, że tak.
To chyba był błąd. Kilka dni później za pomocą automatu firma
wezwała mnie po odbiór urządzeń. Stawiłem się szybko, poczekałem
przepisową godzinę na swoją kolej i dowiedziałem się, że moje
urządzenie już odebrał przedstawiciel handlowy i nie mogę wziąć
sprzętu osobiście. Chociaż przedstawiciel obiecywał, że zadzwoni,
to ja musiałem zadzwonić do niego. Po dwóch dniach wydzwaniania odebrał
i obiecał, że „wszystko założymy”. Ma oddzwonić jutro, albo
za dwa dni. Nie ma to jak proste i przejrzyste procedury w firmach prywatnych.
Pozostaje życzyć firmom,
żeby kiedyś zaczęły działać jak państwowe urzędy.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...