Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Panowie biznesu i administracji Drukuj
Maciej Gdula   
13.05.2009

Kiedy Kazimierz Marcinkiewicz został doradcą banku Goldman Sachs zastanawiano się czy byłemu premierowi państwa wypada przechodzić do biznesu. Czuć było jednak, że nie chodzi o to, co komu wypada, ale o to, że międzynarodowe korporacje mogą kupić do swojej stajni ważnych przedstawicieli państwa. Kariera biznesowa Marcinkiewicza nie jest odosobnionym przypadkiem i mówi wiele o zmieniających się relacjach między wielkim biznesem a polityką.

Spośród 9 ministrów finansów w pierwszej dekadzie III RP w zasadzie żaden nie miał bezpośrednich związków z biznesem. Ministrowie przychodzili z nauki lub polityki i często do nauki lub polityki wracali. Po 1999 prawie połowa ministrów miała w swojej karierze dłuższe lub krótsze kariery korporacyjne. Jarosław Bauc, Mirosław Gronicki, Paweł Wojciechowski, Stanisław Kluza, Jan Rostowski albo przed, albo po objęciu fotela ministra trafiali do wielkich firm w roli prezesów, menadżerów lub doradców. Nie dotyczy to oczywiście tyko ministerstwa finansów. Z głowy można podać inne nazwiska wysokich urzędników lub wpływowych doradców politycznych, którzy łączyli karierę biznesową i administracyjną: Marek Pol, Witold Orłowski, Gromosław Czempiński, Krzysztof Opawski, Ryszard Petru, Jacek Socha… Widać, że nie chodzi o indywidualne skłonności, ale o mechanizm wiązania administracji i biznesu przez ciągły przepływ ludzi między tymi sferami.

Chyba nietrudno wyobrazić sobie zagrożenia jakie wiążą się z tą sytuacją. Po pierwsze komuś kto wrócić chce do wielkiego biznesu może być trudno prowadzić politykę, która naruszy jego interesy. Po drugie oparcie administracji na „bezstronnych fachowcach” krążących między sferą dobra publicznego i prywatnych interesów oznacza, że coraz mniejszą wagę mają demokratyczne wybory. Zamiast władzy reprezentantów delegowanych przez obywateli do realizowania określonej wizji politycznej mamy do czynienia z władzą ekspertów, którzy zarządzają tak, aby państwo zachowało wiarygodność i dobrze prezentowało się w oczach inwestorów.

Jeśli rzeczywiście nie ma żadnego problemu i obawiać powinniśmy się tylko wtedy, gdy politycy delegują przedstawicieli skarbu do państwowych spółek to może należałoby wreszcie nie stwarzać im ku temu okazji? Gdyby zrezygnować z uciążliwych, cyklicznych wyborów i na stałe oddać władzę w ręce prawdziwych korporacyjnych fachowców na pewno jeszcze bardziej zyskałaby na tym nasza wiarygodność i atrakcyjność. Proponuję wytypować na przykład speców odpowiedzialnych za operacje na opcjach walutowych. Oni wiedzą jak wykręcić dobry wynik.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Thome  - Typowanie.   |14.05.2009 02:47:28
"Zamiast władzy reprezentantów delegowanych przez obywateli do realizowania
określonej wizji politycznej mamy do czynienia z władzą ekspertów, którzy
zarządzają tak, aby państwo zachowało wiarygodność i dobrze prezentowało się w
oczach inwestorów"

Autorowi zawsze będzie trudno uwierzyć, że dla
rzeszy obywateli "wizją polityczną" jest właśnie wiarygodność Państwa i
jego atrakcyjność dla tych, którzy chcą tu zainwestować.
Cóż…..

"Proponuję wytypować na przykład speców odpowiedzialnych za
operacje na opcjach walutowych. Oni wiedzą jak wykręcić dobry wynik."



Niegłupi pomysł. Biorąc pod uwagę ich brak zainteresowania obywatelem i małą
skłonność do produkcji "regulacji" - opłaciłoby się.
Thome  - Kwestia powrotów.   |14.05.2009 03:12:58
Autor słusznie przedstawia obawę (i szczątkową) diagnozę, iż atrakcyjność dla
wielkiego biznesu byłych przedstawicieli państwa wiążę się z ich koneksjami i
zdolnością wpływu na życie gospodarcze (vide: "kupić do swojej stajni
ważnych przedstawicieli państw").

Nie sięga jednak głębiej i nie
zadaje pytania (bo ideologicznie niewygodne) - dlaczego tak jest? Krótko mówiąc
- czy da się (całkowicie lub choćby częściowo) zmniejszyć tę szkodliwą
atrakcyjność rozmaitych "kaziów" czy "jacków". Otóż da się. I
Autor dobrze wie, w jaki sposób. W każdym razie inny niż poprzez poszerzenie
sfery regulacji gospodarki…….
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.71030 Seconds