Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze. Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Wszystkie krzesła, które ustawiliśmy w półkole – zajęte. Na ścianie pierwszy slajd: Rewitalizacja. Miasto ma żyć. Wojciech Kłosowski swoje warsztaty rozpoczyna wykładem o tym, jak kształtować przestrzeń miejską, by była sprzyjała kontaktom, a nie była tylko pustym i pięknym salonem. Na sali oprócz stałych bywalców świetlicy siedzą studenci architektury, społecznicy. Być może przybył nawet jakiś zapraszany urzędnik. Tak 19 września 2011 rozpoczęliśmy w Łodzi Tydzień Miejski.
Miasto – wokół tego pojęcia toczy się dziś nie tylko debata, ale i walka. Czy miasto ma być jak firma, która promuje najsilniejszych, innym pozostawiając koszty i wypychając ich na swoje granice? Czy też jest obszarem wspólnym, kształtowanym z dbałością o równość szans? Do programu Tygodnia Miejskiego wybraliśmy obszary, w których szczególnie widać ścieranie się tych dwóch podejść: rewitalizację, transport, wykluczenie społeczne.
O ile pierwszy dzień uwiódł uczestników wizją, według której rewitalizacja jest prawdziwym ożywieniem zdegradowanych przestrzeni a nie tylko remontem fasad, o tyle dzień drugi mógł ich poważnie przestraszyć. Szczególnie tych, którzy korzystają z miejskiej komunikacji lub jeżdżą po Łodzi na rowerach. Do debaty pod tytułem Czy przyjazny transport w Łodzi jest możliwy zaprosiliśmy wiceprezydenta Arkadiusza Banaszka, zastępcę dyrektora ZDiT Jana Zbrońskiego i Wojciecha Makowskiego, społecznego rzecznika niezmotoryzowanych. Spotkanie poprowadziła znana czytelnikom portalu KP Joanna Erbel. Tłem rozmowy było niedawne samorozwiązanie się Społecznego Zespołu ds. Przyjaznej Komunikacji, który doradzał łódzkim drogowcom. „Psujcie transport sami” – powiedzieli społecznicy i skończyli współpracę. Podczas debaty liczyliśmy na ożywioną dyskusję, jednak każda ze stron raczej wygłaszała swoje tezy, które nie ułożyły się w żaden pozytywny obraz.
Prezydent mówił między innymi o złej mentalności łodzian, zarówno tych za kierownicą, jak i na rowerach. Miał wątpliwość, czy jakiekolwiek rozwiązania z zakresu przyjaznego transportu skłonią nas do poprawy zachowania. Czy Pan w ogóle lubi Łódź? – zapytała w końcu jedna z uczestniczek. Dyrektor Zbroński mówił o badaniach, według których autobusami nocnymi jeżdżą 3-4 osoby. W związku z tym planuje zlikwidować połowę z nich, by ograniczyć nieracjonalne koszty. Pozostanie jeden na godzinę na każdej linii. W Łodzi mamy do czynienia ze spiralą śmierci transportu zbiorowego – podsumował Wojciech Makowski – zła jakość usług i rzadkie kursy to mało pasażerów, co powoduje jeszcze większe ograniczenie kursów, a to znowu kolejny spadek jakości usług komunikacyjnych. I koło się zamyka.
W czwartek nasze miejskie nastroje były nie mniej minorowe. Pokazaliśmy świeżo wyprodukowany przez Krytykę Polityczną film „Miejsca transformacji”. Obraz Łukasza Konopy skupia się na trzech miejscach, w których następowały niedawno demokratyczne przemiany: Berlinie, Gdańsku i Kijowie. Teraz toczy się w nich zażarta walka o miejską przestrzeń: władze sprzyjają gentryfikacji odrzucając postulaty lokalnych społeczności czy artystów. Po projekcji o prawie do miasta rozmawiali Michał Sutowski i Maria Klaman z KP oraz Agata Zysiak z Topografii. Jeśli chodzi o mieszkania, to w Polsce wyprzedawano na gwałt co się dało – mówił Sutowski. Teraz procent lokali własnościowych jest o wiele wyższy niż w Europie i stał się prawdziwym problemem, bo blokuje zarówno rewitalizację, jak i kształtowanie cen mieszkań na niskim poziomie. Łódź jest „największym kamienicznikiem” w Polsce i powinna potraktować to jako szansę na kształtowanie dobrej polityki mieszkaniowej. – proponowała Zysiak – Miasto mogłoby oddawać lokale artystom i utrzymywać względnie niskie czynsze. Artyści nie rozwiązują wszystkiego, a czasem wręcz sprzyjają gentryfikacji danego obszaru – ripostowała Maria Klaman z trójmiejskiej świetlicy KP.
Jednak największe emocje wzbudziła piątkowa dyskusja o kontenerach mieszkalnych. Lub też kontenerach socjalnych, bo Katarzyna Czarnota z poznańskiego Rozbratu zwróciła uwagę, że coraz więcej miast w Polsce nazywa blaszane pudła „lokalami socjalnymi”. Tymczasem kontenery, do których zsyła się tzw. trudnych lokatorów, nie są w rozumieniu prawa budynkami nadającymi się do trwałego zamieszkania. Zresztą nie trzeba było zaglądać do kodeksów, prezentacja zdjęć z osiedli kontenerowych w Polsce dobitnie pokazała, że nawet przy największych staraniach lokatorów ściany zarastają grzybem już po kilku miesiącach. Większość dzieci zamieszkujących kontenery choruje na astmę – mówił towarzyszący Czarnocie Łukasz Weber – za wysiedlanymi na pokaz mężczyznami idą przecież całe rodziny. Uczestniczący w dyskusji Jan Olczyk, łódzki ekspert nieruchomości i wykładowca UŁ, podsumował sytuację dobitnie: kontenery są ostatnim etapem całkowitej porażki władz w kwestii polityki socjalnej. Pomysł, by stawiać je w Łodzi, jest tylko świadectwem bezsilności magistratu. Olczyk przypomniał też, że Łódź już w 1993 roku zbudowała osiedle kontenerowe, które zostało szybko rozebrane i sprzedane na złom przez własnych mieszkańców. Zostały same szkielety, których nie dało się rozmontować.
Problem kontenerów okazał się tak szeroki, że próba omówienia go i policzenia kosztów społecznych zajęła nam ponad dwie godziny. Mimo to publiczność przyjęła entuzjastycznie spóźnioną Barbarę Sadowską z fundacji Barka, która od lat pomaga ludziom z trudnym życiorysem wychodzić na prostą. Takim osobom należy dać realne wsparcie – mówiła Sadowska – należy stworzyć miejsca, w których spotkają się z tymi, którzy już zaczęli sobie radzić, z trzeźwymi alkoholikami czy z wychodzącymi z bezdomności. Nauczyć się można tylko przez przykład. Wraz z władzami, urzędnikami i społecznikami tworzymy w całej Polsce Centra Integracji Społecznej. Ci, z którymi pracujemy, zakładają spółdzielnie socjalne, malują klatki, dbają o zieleń. Trzeba dogadać się z różnymi podmiotami, żeby zlecano im te prace. Gdybyście chcieli zrobić coś takiego w Łodzi – jesteśmy otwarci. W tym momencie posypały się pytania. Spotkanie o kontenerach trwało ponad trzy i pół godziny.
Pomimo ponurych wniosków z debat, Tydzień Miejski zakończył się optymistycznie. Na zorganizowanych w sobotę warsztatach konsultacyjnych uczestnicy wymyślali nowy kształt ul. Tuwima. Ta zakorkowana na codzień łódzka ulica ma być niedługo przebudowana. Wyniki konsultacji trafią do urzędników. Na warsztatach pracowało kilka grup. Za pomocą kolorowych pasków o ściśle wymierzonej szerokości można było ułożyć w specjalnym pudełku pasy ruchu (zwykłe lub uspokojone do 30 km/h), buspas, parking czy ścieżkę rowerową. Żeby nie było bardzo łatwo, warunkiem dodatkowym było zachowanie rozsądnych wymiarów chodnika. Powstały bardzo ciekawe propozycje, które można obejrzeć w fotorelacji z warsztatów.
Tą huśtawką nastrojów Miejski Tydzień porządnie dał w kość wszystkim uczestnikom. Mimo to już wkrótce znowu zaprosimy miasto do Świetlicy Krytyki Politycznej w Łodzi. Co to będzie? To jeszcze tajemnica, ale już teraz zapewniamy, że należy spodziewać się mocnych wrażeń.
Fotorelacja: Joanna Erbel i Klub KP w Łodzi
Warsztaty Wojciecha KłosowskiegoRewitalizacja. Miasto ma żyć oraz debata Czy przyjazny transport w Łodzi jest możliwy? sfinansowano ze środków Urzędu Miasta Łodzi.
Warsztaty Pomysł na Tuwima sfinansowano ze środków Fundacji Batorego, przy współpracy z Zarządem Dróg i Transportu w Łodzi.
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...