> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Marzec: Opowieść o Placu Wolności Drukuj
Waldemar Marzec (Klub KP w Łodzi)   
07.02.2011

Od dwóch lat siedzimy całe wakacje na Placu Wolności i patrzymy. Siedzimy w Letniej Czytelni Krytyki Politycznej, siedzimy, patrzymy, pożyczamy też książki, więc jakby nie tylko patrzymy, zmieniamy też Plac. Jakby nas nie było, książek na Placu nikt by nie pożyczał. Te dwa lata dają nam prawo do tego, aby coś o Placu powiedzieć. Takie studium przypadku, obserwacja uczestnicząca.

Plac tylko z nazwy


Plac WolnościPlac skupia na sobie wszystkie łódzkie niemożności; nie wszystkie chyba, ale sporo ich. Zacznijmy od tego, że Plac placem jest tylko z nazwy i od święta. Zazwyczaj jest rondem (skrzyżowaniem o ruchu okrężnym) i parkingiem. Samochody i tramwaje jeżdżą po Placu w kółko, tramwaje przewidywalnie, bo po torach, samochody anarchistycznie: w kółko, w lewo i na ukos, jezdnia na Placu jest szeroka, mniej więcej trzy standardowe pasy ruchu, więc samochody ścinają łuki dowolnie, nigdy nie wiadomo jak samochód pojedzie, nie ma oznakowania poziomego, bo to przecież Plac, a nie wielopasmowa droga.
Plac jest tą drogą, ale wszyscy udajemy, że to Plac, więc oznakowania poziomego nie malujemy, bo wtedy trudniej nam by było udawać. Udajemy też, że nie ma samochodów, teoretycznie można tam wjechać tylko od ulicy Pomorskiej, wyjechać też można tylko Pomorską, pozostałe trzy ulice mają zakazy wjazdu z wyjątkiem docelowych wjazdów gospodarczych. To nic, że docelowo na Widzew, a wjazd niekoniecznie gospodarczy, wszyscy jeżdżą. Słowo honoru, że nie chodzi nam o to, aby na rogatkach Placu wystawić całodobowe warty straży miejskiej pilnujące docelowości wjazdów - wiemy, że to nic nie da.
A więc nie powinno być samochodów, tylu samochodów, bo jednak rzeczywiste wjazdy docelowe się trafiają, Nie powinno też być na jezdni pieszych, a są; zabawa zaczyna się wtedy, kiedy spotka samochód pieszego, nie wiadomo jaki skrót wybierze pieszy i jakim skrótem odpowie samochód, w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo. Aż dziwne, że większość uchodzi z życiem.

Piesi na Placu


Pieszych na jezdni nie powinno być, bo na środek Placu można wejść i wyjść też tylko jedną drogą, od strony ulicy Piotrkowskiej. Kiedy samochód skasuje pieszego, to tak jakby się nic nie stało, samochód najprawdopodobniej wjechał na Plac w sposób nieuprawniony, mandat, pieszy nie powinien być na jezdni, bo pasy z drugiej strony, mandat. W mandatach jest porządek.
Pieszy powinien być na chodniku, ale tam są samochody, chodnik też szeroki i jakoś zawsze te 1,5 metra da się odmierzyć, przyznaję też, że większość samochodów ma zatknięte za szybą pozwolenia na parkowanie wystawione a to przez Wojewodę, a to przez Urząd Marszałkowski czy wreszcie przez Urząd Miasta. Ważne osoby, ważne samochody, a że przejść trudno, cóż, wszystko zgodne z prawem, lege artis i już.
Próbowaliśmy za pośrednictwem Muzeum Miasta Łodzi wywalczyć pasy od Nowomiejskiej (Muzeum załatwiło te pasy od Piotrkowskiej), ale ZDiT odmówił, argumentując, że to zdezorganizowałoby ruch samochodowy na Placu. Zastanawiamy się, na mocy jakiego to wyższego prawa przede wszystkim samochodom ma być dobrze?

Plac od święta


Gdy Plac będzie placem od święta, czyli na przykład 3 maja, to się ruch zamknie i wieńce pod Kościuszką bezkolizyjnie złoży, da radę, już to widzieliśmy. Widzieliśmy też coś, czego z cokołu nie widać. Na święto Konstytucji 3 maja przychodzi sporo osób starszych, którym trudno jest przez godzinę stać. Na Placu są murki obudowujące klony, murki te były kiedyś ławkami, ale się rozpadły, miejsc do siedzenia zawsze było na Placu mało, a teraz jest jeszcze mniej. Niesamowity widok, jakie gry strategiczne prowadzą weterani, aby móc usiąść na tych nielicznych ocalałych siedziskach. Pytaliśmy wysokie władze, czy nie dałoby rady wyremontować murków i dostawić trochę ławek, ale opowiedziano nam, że gotowe już są plany przebudowy Placu i jakiekolwiek inwestycje teraz byłyby marnowaniem środków. Było to dwa lata temu, w zeszłym roku dowiedzieliśmy się, że nie ma kasy i remontu na razie nie będzie, zresztą kasy zawsze jest mało i jak będzie, to pewnie cała pójdzie na Nowe Centrum Łodzi. Tak się zastanawiamy, ile ławek ocalało przez zimę i ilu weteranów będzie mogło 3 Maja usiąść, chyba że władza zdecyduje się na inny pomnik niż Kościuszko.

Dętka na Placu


Pod Placem jest Muzeum, Muzeum Kanału Dętka. Dętka kiedyś była zbiornikiem na deszczówkę. Deszczówka płukała kanały poniżej Dętki. Jak ta deszczówka mogła do niej spływać? Spływała, bo Plac nie był zalany asfaltem i betonem. Deszczówka wsiąkała i przez drenaż spływała. Teraz też deszczówka idzie w kanał, ale od razu, nigdzie nie wsiąka, po asfalcie i w kanał. Jak wsiąkała, to i drzewa na Placu rosły, wiem, bo mamy stare fotografie Nowego Rynku - tak się kiedyś Plac nazywał. Klony w murkach rosną, a w zasadzie uschły, uschły wszystkie po północnej stronie Placu, ocalały dwa w południowo zachodnim narożniku. Ocalały, bo najkrócej są w słońcu. Jak widzimy, że padają, to je podlewamy, tych dalej to nie, wodę za daleko trzeba nosić, kran mamy w piwnicy pod dwójką.
Tak się kiedyś ze znajomymi z ERCE (Instytut Hydrologiczny, Łódź ul. Tylna) rozmarzyliśmy, że ekologiczna przeszłość Dętki zobowiązuje, i że na placu deszczówka z dachów i z placu nie idzie w kanał, a podlewa klony i trawniki. Że Muzeum Kultur i Tradycji Wyznaniowych zamiast dachu cieknącego ma dach zielony. Że tak na świecie już się robi, że trawnik niżej chodnika, że przy rynnie zbiornik na deszczówkę, że mało asfaltu, że w lipcu to nie jest patelnia, z której nie wiadomo gdzie uciekać. Z tym Kościuszką jako gnomonem zegara słonecznego to dobry pomysł (tak jest w planach przebudowy Placu), my też podążaliśmy za cieniem rzucanym przez pomnik, tylko tak dało się w lipcu, w słoneczny dzień wytrzymać na Placu.

Rezydenci Placu


My daliśmy radę, rezydenci Placu też. Rezydenci czyli bezdomni. Rezydenci w lecie koczują na placu, straż miejska rezydentów nie lubi, jak rezydent nie trzyma pionu, to wyjeżdża z placu, jak siedzi lub stoi, to jest obywatelem i na Placu Wolności może być. Do rezydentów też mamy ambiwalentny stosunek: jak uszanować godność rezydenta, jak współbyć na placu z rezydentami? Leżenie rezydentów nam w zasadzie wisi, też mamy ochotę czasem poleżeć, w zeszłym roku to nawet leżankę i świeżą trawę sobie załatwiliśmy i leżeliśmy, straż nas nie wywiozła (to było podczas naszej akcji artystycznej „Plac Wolności”).
Rezydenci w zasadzie są spokojni i nikomu nie wadzą, czasem gadamy z rezydentami, papierosem poratujemy, albo złotówką jak ktoś bardzo, bardzo chory. Złudzeń nie mamy życie rezydentów to ruina i żadne ckliwości tu nie pomogą.

Sikanie na Placu


Tak w ogóle fizjologia na placu to też problem. Do sikania też trzeba mieć kompetencje. Na Placu wysikać się można w restauracji, miasto opłaca tam toaletę, ale do sikania w restauracji trzeba mieć prezencję taką, że wpuszczą, i w ogóle odwagę, by wejść.
Rezydenci prezencji nie mają, a emeryci się boją, a nuż każą płacić, a złotówka to kupa forsy. I jedni, i drudzy nie korzystają z restauracyjnych toalet. Jest toy toy w podwórku, ale najczęściej jego standard daje szansę tylko rezydentom. W zeszłym roku w czasie Nocy Muzeów restauracje się zamknęły, muzealne toalety zatkały i było jak zwykle, najprościej w bramie i pod murem.
W podwórku przy Piotrkowskiej 3 jest miejska toaleta, ale od kilku lat zamknięta. Podejrzewamy, że nie chce poddać się logice rynkowej i przynosić zysku, uważamy że miasto powinno dać szansę bezpłatnego wysikania się i finansować toaletę.

Mityczna przebudowa Placu


Z tym zyskiem to nam się wcale nie składa. Drobnych napraw na Placu nie warto robić, bo mityczna przebudowa, drobny remont to ani przetarg ogłosić, ani PKB podwyższyć, więc czekamy na zupełną ruinę i wtedy dopiero PKB zaszaleje, wszystko zburzymy i od podstaw zbudujemy, ale to kiedyś, teraz czekamy, aż PKB wzrośnie i nas będzie stać.
„Mityczna przebudowa tuż tuż, wszystko zburzą i zbudują od nowa, a nam każą się wyprowadzić, bo my to same lumpy, to po co mamy kwiatki pod oknem sadzić, chodnik szorować, i tak wysiedlą. Czynsz to płacę, prąd też, ale i tak mówią, że wysiedlą, bo się nie nadajemy”. Tak mówią starsze panie, które na murku przysiądą i wiadomości z sąsiedztwa opowiadają.

Takie to rozmowy polityczne i krytyczne dyżurując w czytelni prowadzimy. Czy coś z tego wyniknie? Zobaczymy.

 —  — 
Fragment listu otwartego Klubu Krytyki Politycznej w Łodzi i Młodych Socjalistów do Prezydent Łodzi. Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej Łódź” z 7 lutego 2011.

  

Zobacz też: fotostory z Placu Wolności

  


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.61847 Seconds