> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kamińska: Łódź zapomniała o kobietach Drukuj
Ewa Kamińska   
16.02.2011

lodz.jpgHistoria ostatnich 20 lat transformacji gospodarczej w Łodzi stanowi podręcznikowy przykład tego, jak interesy i potrzeby kobiet spychane są na dalszy plan i jak fatalne konsekwencje rodzi to dla całej społeczności - tekst Ewy Kamińskiej


Parę tygodni temu nagłówki pierwszych stron łódzkich gazet krzyczały o nadchodzących masowych zwolnieniach w VF Polska – zakładzie, w którym szyje się dżinsy na zlecenie znanych marek. Pracę już wkrótce straci ponad tysiąc osób. Ostatnie wielkie zwolnienia w Łodzi miały miejsce w 2003 roku w upadającym Unionteksie, największej kiedyś fabryce włókienniczej w mieście. O jej dawnym znaczeniu przypomina dziś jedynie zawieszona na niszczejących murach wielka fotografia przedstawiająca Jana Pawła II rozmawiającego z pracownicami podczas wizyty w 1987 roku. Paradoksalnie, to chyba jedyny widoczny w mieście znak przypominający o roli, jaką w rozwoju Łodzi odegrała praca kobiet.

Niestety, historia ostatnich 20 lat transformacji gospodarczej w Łodzi stanowi podręcznikowy przykład tego, jak interesy i potrzeby kobiet spychane są na dalszy plan i jak fatalne konsekwencje rodzi to dla całej społeczności. Przemysł tekstylny, który rozkwitał niegdyś dzięki nisko płatnej pracy łódzkich kobiet, istnieje obecnie w szczątkowej formie, rozproszony w małych zakładach. Równie szczątkowa była pomoc zaoferowana szwaczkom, które w wyniku przemian ekonomicznych straciły zatrudnienie. Część włókniarek – pracujących niegdyś na trzy zmiany – żyje teraz wraz z rodzinami w enklawach biedy. Miasto o nich zapomina, także w wymiarze symbolicznym – na planie Łodzi znajdziemy aleję Włókniarzy, ale nie Włókniarek. W szkołach nie uczy się o strajkach i marszach głodowych organizowanych przez łódzkie pracownice w czasach PRL-u. W przestrzeni miejskiej spotkamy jedynie pomnik świętej Faustyny oraz Matki Polki – co jednak nie świadczy o zainteresowaniu lokalnych władz problemami matek. W powołanym ostatnio przez prezydent Hannę Zdanowską osiemnastoosobowym Zespole Doradców Społecznych znalazła się tylko jedna kobieta. Doradcy reprezentują świat biznesu, sportu, nauki i kultury, jednak brakuje kogoś, kto zwróciłby uwagę na równość płci.

To prawda, że nie wszystkie kobiety mają identyczne potrzeby, jednak są sprawy, które w szczególny sposób dotyczą kobiet i które są często zaniedbywane. Jedną z takich spraw jest opieka nad małymi dziećmi. Łodzianki, które urodzą dziecko, nierzadko zmuszone są wycofać się z życia zawodowego na trzy lata lub dłużej, jeśli po urlopie wychowawczym nie czeka już na nie poprzednie miejsce pracy. Część kobiet chce poświęcić dziecku więcej czasu, jednak niemała część de facto pozbawiona jest wyboru. Miejsc w publicznych żłobkach brakuje, a prywatne placówki lub opiekunki to często zbyt duże obciążenie dla budżetu rodziny. Urlopy wychowawcze są teoretycznie dostępne dla ojców, jednak ze względów kulturowych oraz ekonomicznych (statystycznie wyższe zarobki mężczyzn) niezwykle rzadko decydują się oni na poświęcenie kilku lat opiece nad dziećmi.

W Łodzi działa trzydzieści miejskich żłobków. Stale brakuje miejsc dla kilkuset dzieci. Oznacza to, że ich matki nie mają możliwości godzenia roli rodzica z życiem zawodowym. Skutkuje to utrudnionym awansem, niższymi zarobkami, głodowymi emeryturami, zależnością ekonomiczną oraz poczuciem braku możliwości decydowania o własnym życiu. Niedostępność żłobków prowadzi też nierzadko do wypychania z rynku pracy starszych kobiet, które podejmują się opieki nad wnukami. Władze miasta nie wydają się tym przejmować.

W 2008 roku mieszkańcy osiedla Olechów-Janów wnioskowali o uruchomienie żłobka na ich terenie, jednak ich postulat nie został spełniony. Przed kilkoma miesiącami łódzkie media donosiły, że Dyrekcja Miejskiego Zespołu Żłobków wystąpiła do Rady Miejskiej z wnioskiem, by w budżecie na rok 2011 uwzględniono środki na uruchomienie nowych grup dla najmłodszych. Okazuje się, że warunki lokalowe w już istniejących żłobkach na to pozwalają. W wielu z nich część pomieszczeń jest wynajmowana, np. zakładom usługowym.

Równie ważna pozostaje kwestia dostępu do przedszkoli. Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent odpowiedzialny za oświatę, zapowiedział, iż miasto ma zamiar łączyć pustoszejące z powodu niżu demograficznego szkoły ponadgimnazjalne. Budynki po przeniesionych szkołach mają dalej służyć dzieciom jako przedszkola – ale nie jest to jeszcze przesądzone.

Równości nie da się jednak osiągnąć skupiając się na sytuacji kobiet wyłącznie w niektórych, kojarzonych z tradycyjnymi rolami płciowymi dziedzinach. Należy patrzeć na wszystkie sprawy przez „równościowe okulary” i włączać kwestię płci do wszystkich działań samorządu. Perspektywa równościowa powinna znaleźć się w głównym nurcie polityki, a nie tylko w jej pobocznych wątkach, za jakie – niestety – uważane są np. żłobki. Doświadczenia łodzianek powinny zostać zbadane i wzięte pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących miasta. Za przykład może służyć polityka transportowa. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Zarządu Dróg i Transportu, 51% mężczyzn i 36,6% kobiet wymienia własny samochód jako najczęściej wykorzystywany środek transportu. Kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z komunikacji zbiorowej. Uprzywilejowanie ruchu samochodowego, które wciąż obserwujemy w Łodzi, będzie miało zatem różne konsekwencje dla poszczególnych płci. Przy planowaniu inwestycji miejskich lub lokowaniu inwestycji prywatnych, jak również przy podziale środków budżetowych, należałoby brać pod uwagę to, jaką korzyść lub stratę przyniosą one różnym grupom mieszkańców. Z tej perspektywy budowa stadionu miejskiego albo uporządkowanie miejskiego targowiska może dla tych grup wyglądać zupełnie inaczej.

Dobrym rozwiązaniem byłoby przyjęcie i realizowanie Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym. Przyjęcie Karty oznaczałoby formalną akceptację władz Łodzi dla działań promujących równość kobiet i mężczyzn oraz zobowiązanie do dbania o tę równość. Warto też rozważyć pomysł powołania ciała doradczego i opiniującego, np. Rady ds. Równego Traktowania Kobiet i Mężczyzn. Pierwsza tego typu instytucja zaistniała już w Olsztynie. Ważne jest, by zasiadały w niej osoby rzeczywiście wspierające i rozumiejące ideę równości płci i zaangażowane w jej urzeczywistnianie. Gremium takie mogłoby dokonać wyboru Pełnomocnika/Pełnomocniczki ds. Równego Traktowania Kobiet i Mężczyzn, który stałby na straży przestrzegania zapisów Karty.
Łódź bywa nazywana „miastem kobiet”. To zobowiązuje.

 

 —  —  —  — 

Fragment listu otwartego Klubu Krytyki Politycznej w Łodzi i Młodych Socjalistów do Prezydent Łodzi.


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.59568 Seconds