Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Marzec: Historie niesamowite z Placu Wolności. Odczytania chaotyczne i subiektywne Drukuj
Waldek Marzec, Klub Krytyki Politycznej w Łodzi   
09.09.2010

Plac WolnościBrak jedności akcji i czasu. Miejsce: Plac Wolności w Łodzi, dawniej Nowy Rynek. Plac ma kształt ośmiokąta, jest dość mały i kojarzy mi się z Panoptikonem. Wydaje mi się, że zawsze ktoś mnie tam obserwuje. 

 

Na środku stoi pomnik Kościuszki. Pod nim, na cokole, przechadza się Waszyngton, taki były prezydent zaprzyjaźnionego kraju. Ale żeby mason pod kościołem sam nie spacerował, to dodano jeszcze postać Głowackiego Bartłomieja. To chłop z urodzenia, ale uszlachcony. Pewnie po to, by był równy, bo wiadomo, że jak ktoś nie z panów, to równy być nie może. 

 

Zebra i polowanie na placu

 

Plac Wolności tak naprawdę urzędowo nie jest placem, lecz pasem ruchu. Pasem ruchu włada ZDiT (Zarząd Dróg i Transportu), a pomnikiem i cokołem – delegatura urzędu miasta Łodzi.  

 

Od roku na plac można wejść oficjalnie i po pasach. Wcześniej zebry nie było, to i wejść nie było można. To znaczy wszyscy wchodzili, ale nielegalnie, bo jak pokonać legalnie pas ruchu bez zebry? Władza, znaczy się policja, jak miała małą ściągalność to „odgwizdywała” wszystkich nielegalnych na placu i poprawiała statystyki. Trzy razy do roku, np. trzeciego maja, wyższa władza przyjeżdżała na plac w celu upamiętnienia. Mniejsza władza, znaczy policja, plac dla samochodów zamykała i nie było problemu – władza dawała radę wejść na plac zgodnie z przepisami.  

 

Teraz można wejść i wyjść legalnie, kiedy tylko się chce, ale tylko jedną drogą – znaczy się przez te same pasy. Zebra jest jedna, bo – jako rzecze ZDiT – druga utrudniałaby ruch samochodów. No i jest polowanie, samochody polują na ludzi, bo ludzie jednak nie chcą tylko wchodzić i wychodzić – chcą przejść. Plac nie ma wydzielonych pasów ruchu, czyli oznakowania poziomego, jest dość szeroko, więc samochody „tną” zakręt, nigdy nie wiesz którędy auto pojedzie, po mniejszym, czy po większym łuku. Fascynujące widowisko, ale o dziwo, strat w ludziach nie zanotowano.


Zielono mi, zielono na Placu

 

W Warszawie to był Dotleniacz na Placu. Teraz już nie ma, więc jest tak jak w Łodzi, chociaż nie… W Łodzi wcale go nie było.  

 

Plac Wolności obsadzony był klonami, które nie wytrzymały lipcowej fali upałów i w większości uschły. Były posadzone w kasetonach mniej więcej metr na półtora. Dookoła polbrukowy chodnik i asfalt. Klony po północnej stronie Placu najdłużej są w słońcu i już chyba definitywnie wyzionęły ducha. Ostały się dwa w południowo-zachodniej części. Najkrócej świeci nad nimi słońce i jacyś idioci je podlewali. Cały deszcz z dachów, chodnika i jezdni idzie oczywiście w kanał. 

 

W zeszłym roku, w pierwszy dzień wiosny, Grupa Pewnych Osób dosadziła w jednym kasetonie wiosenne kwiaty, krokusy, przebiśniegi i narcyzy. Dostała ostrą reprymendę od ZDiT, a konkretnie od referatu zieleni w pasie ruchu, że kaseton źle wybrany, bo klon, który w nim rośnie na pewno uschnie od dosypanej ziemi; że planowany jest remont Placu i żadne działania nie mają sensu. A w ogóle to nie jest dobrze jak niekompetentne osoby, nawet z pewnej grupy, zajmują się czymkolwiek, bo od tego są w mieście Łodzi kompetentne służby. 

 

Następny kaseton został obsadzony politycznie: w ramach kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Kwiatki sadzili m.in.: Zdzisława Janowska, Iza Desperak, Włodzimierz Smolarek. Magdalena Środa niestety na sadzenie nie dojechała. Urzędnicy nie komentowali.  

 

A w Sylwestra Doda z Marylą dosypały do wszystkich kasetonów żwirku, co by publika nóg nie połamała, wpadając zbyt głęboko. Pamiętacie tego Sylwestra na Placu? Sylwester też wykarczował iglakowe krzewy rosnące na środku Placu, zawadzały o Dodowo-Marylową scenę.  

 

Na prośbę o posadzenie roślin na Placu, Wydział Ochrony Środowiska i Rolnictwa odpowiedział, że nasadzenia kompensacyjne zostały zrobione w Łagiewnikach chyba. (Nie, nie pod Krakowem, ale w Łodzi). I że planowany jest remont Placu i żadne sadzenie nie ma sensu. Tak więc zawieźli drewno do lasu, a na Placu łyso.

 

Rezydenci

 

Rezydenci na Placu są i zażywają wolności, zwykle na siedząco. Mogą siedzieć i chodzić, leżeć nie mogą. Jak w prawdziwym kryminale albo w armii, w dzień leżenie zakazane. Jak się taki położy, to straż miejska interweniuje i go zabiera (live or dead). Rezydenci jak leżą, to najczęściej śpią zmożeni życiem i nalewkami własnego pomysłu. Kiedyś zarośla iglakowe dawały trochę intymności i tam można było nawet cały dzień przespać, ale zarośla wycięli na Sylwestra. Sami rezydenci na sylwestrze chyba nie byli, bo za zimno.  

 

Czasami rezydenci kładą się, by umrzeć. Przez ostatnie dwa lata umarło dwóch, jeden na leżąco, a drugi na siedząco. Siedział i umarł, i dalej siedział. Jak długo, tego nikt nie wie. Umarł pod fontanną, która nazywa się fontanną miłości. Jak rezydent umrze, to przestaje być przeźroczysty. Wszyscy go widzą i straż miejska, i policja, prokurator, lekarz oraz grabarz. No i my też wtedy go widzimy. Drogi taki finisaż rezydenta, tyle służb go odwiedza i to za nasze podatki. 

 

Rezydenci spotykają się rano, odliczają kto jest, kurują się napojami orzeźwiającymi, ustalają kierunki dzisiejszych łowów. Schodzą się z powrotem wczesnym popołudniem, dzielą łupami, wrażeniami. Jak mają deficyt, to improwizują na Placu. „Pan da papierosa. Pan pożyczy złotówkę, do jutra, oddam, jak Boga kocham, oddam”. 

 

Łupy myją w fontannie miłości. Są przy niej jedyne ławki na placu, a do tego bieżąca woda. Rezydenci wiedzą jak się ustawić. Czasami rozmawiam z rezydentami, rezydenci śmierdzą. Śmierdzą, bo się nie myją. Schronisko na Stokach, mówią, a to drugi koniec Łodzi. Za daleko, może zimą. O czym rozmawiamy? No, o życiu rozmawiamy. Ja to wytrzymuję, jestem byłym Wesołym Sanitariuszem Zenkiem i niejedno widziałem i wąchałem, a jak nie wytrzymuję to otwieram okno. Okno wychodzi na podwórko, pod oknem stoi Toy-Toyka, więc się wyrównuje. A byłbym zapomniał, rezydenci w Toy-Toyce też śpią, ale na siedząco, więc chyba mogą.

 

Fizjologia na Placu, czyli Toy-Toy story

 

Jak zdefiniować przestrzeń publiczną? Ja prywatnie definiuję ją tak: można tam żebrać lub tylko być żebrakiem i można sikać bezkapitałowo, znaczy sikać nie płacąc za to. Już pobieżny rekonesans pozwala stwierdzić, że Plac przestrzenią publiczną jest. Rezydenci w swoim rewirze są, a sikać to chyba wszędzie można, co widać na ścianach – takie fizjologiczne grafitti. Swoją drogą, jakby faceci musieli kucać do sikania to nie byłoby widać, stąd wniosek, że nie ma równouprawnienia w publicznym sikaniu.  

 

Była kiedyś na Placu Toy-Toyka. Najpewniej najkorzystniejsza oferta przetargowa jest tak wyśrubowana, że starcza tylko na wstawienie Toy-Toyki, a na sprzątanie pewnie już nie, więc okrutnie śmierdziało. Jacyś dowcipnisie opakowali Toy-Toya jako prezent pod choinkę i dedykowali byłemu prezydentowi Łodzi, Jerzemu Kropiwnickiemu. Władza aluzję pojęła i Toy-Toya schowała w podwórko. Które? To, które śmierdzi najbardziej. Będąc na placu łatwo zgadniecie.  

 

Można jeszcze wejść do Cafe Wolność, nie biorą kasy. Miasto opłaca też toaletę w restauracji wietnamskiej, ale wiecie jak wiele osób boi się do knajpianych toalet wchodzić? Pewnie strach, że jednak trzeba będzie płacić. Rezydenci to raz próbowali w Cafe Wolność, a potem zamienili toaletę na jadalnię (takie Widmo Wolności). Popłoch wśród bywającej tam postępowej młodzieży był niesamowity.


Gienek

 

Jeśli będziecie mieli trochę szczęścia, to będąc na Placu spotkacie Gienka. Gienek mówi w sześciu językach, co prawda tylko jedno zdanie, ale za to po francusku, niemiecku, angielsku, rosyjsku. Do tego jeszcze w jakimś lokalnym języku i szóstym, którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Kiepski ze mnie poliglota.  

 

Gienek to spontaniczny, społeczny performer placowy. Zainwestował na bazarze bałuckim w czapkę radzieckiego generała i plastikowy karabin, tak wyposażony pełnił wartę honorową przy pomniku Kościuszki. Chodził, salutował, prezentował broń. Szło mu lepiej niż profesjonalistom przy poważnych upamiętnieniach. 

 

Jest taka nowa tradycja że nowożeńcy biorący ślub w kościele Zesłania Ducha Świętego, dawniej Świętej Trójcy, fotografują się pod pomnikiem Kościuszki. Także i Gienek chciał mieć takie zdjęcie z Basią, towarzyszką życia. Ta jednak odmówiła. Kiedy więc Basia, podczas jakichś remanentów, wyrzucała suknię z pierwszego ślubu, Gienek przebrał się w nią i pozował do fotografii pod pomnikiem. Teraz ma dwa w jednym, bo i Gienek na zdjęciu jest i Basia jakby trochę też.  

 

Gienek ma potrzeby duże a rentę małą, w związku z tym jest w stałych kłopotach finansowych. Pożyczyłem kiedyś Gienkowi dychę i odtąd stanowię dla Gienka bank, jeden z wielu. Gienek jest solidnym pożyczkobiorcą, co miesiąc w dniu wypłaty renty czeka na mnie z dychą i radośnie się uśmiecha. „Mam, Waldziu, mam”. Wręcza mi dychę, po czym rusza spłacać pozostałych. Kiedy wraca wieczorem, to jest już mocno zmęczony. Po tak pracowitym i intensywnym dniu chętnie by się napił piwa, ale kasy nie ma. Przychodzi więc do mnie. „Waldziu, pożycz dychę, tak bym się piwa napił, oddam jak tylko rentę dostanę”. Wyciągam dychę i wręczam Gienkowi. Jestem pewien że za miesiąc usłyszę: „mam, Waldziu, mam”. Gienek to solidna firma.


Auta na placu


Na Placu jest parking, to znaczy cały Plac „parkingowieje”. Może nie cały, bo Kościuszko na razie broni się dzielnie. Parking „od zawsze był” przed „Cafe Wolność”. Później zbudowano Bank, Bank ma podwórko, ale samochodów na podwórko nie wpuszcza, chyba że tych należących do ważnych prezesów. Bank ma bogatych klientów, nie wiem czy wszystkich, ale jednego miał, w zeszłym roku na pewno. Klient stanął na chodniku przed Bankiem samochodem dłuższym niż autobus (co mu tam mandat, jeśli ma samochód „tej klasy”). Dostawił się drugi samochód i tak już zostało. Ale czasami zdarzają się jednak parkingowe nieporozumienia, szczególnie wtedy gdy samochód zaparkuje na torowisku, tramwaj dzwoni, straż miejska gwiżdże, a ludzie wysiadają i idą piechotą. W końcu to nadal najpewniejszy sposób podróżowania. 

 

Jest też na Placu postój taksówek. Władza wydała zarządzenie, że taksówki mogą oczekiwać na klienta piętnaście minut. Więc czekają, potem jeżdżą i znowu czekają, znowu piętnaście minut. Czasami mają klienta, np. z banku, który przybył bez samochodu po kredyt na samochód. Wtedy odjeżdżają.


Co widać na Placu, czyli o reklamie zewnętrznej


Łódź to czasami w awangardzie jest. Jak wejdziemy na Plac to na pewno zobaczymy napis „Łódź katolicka”. Przed wojną Łódź była czerwona, bo to była wtedy awangarda, ale teraz jest inaczej. „Polska może być biedna czy zniewolona – byle była katolicka”, to cytat nie wiem z kogo, nie wiem czy za, a nawet przeciw, ale Łódź już ogłosiła, że jest katolicka.  

 

To z daleka, bo z bliska to okazuje się że to muzeum, a pełna nazwa brzmi: „Łódź Katolicka Oddział Kultur i Tradycji Wyznaniowych”, tylko ta druga część bardzo małymi literami. Do niedawna na sąsiednim rogu było logo Festiwalu Dialogu Czterech Kultur. Te kultury to żydowska, niemiecka, rosyjska i polska. Logo festiwalu zostało zdjęte, festiwal też. Jak jeszcze to logo było, to tak sobie myślałem że fajnie byłoby to muzeum nazwać „Muzeum czterech religii”. Jak kultury cztery to i religie cztery, taki sobie dialog miedzy narożnikami na Placu. Ale jak ten dialog zdjęli to już nic sobie nie myślę. Nie myślę, a wiem kto tu rządzi, no w tej przestrzeni symbolicznej. To nie całkiem prawda. Myślę sobie jednak, że pod tym dużym szyldem jest kartusz na elewacji i że jakby ten napis umieścić w tym kartuszu to bardziej by pasował do fasady, no ale jak coś w kartuszu, to znaczy umarło, a na to się chyba nie zanosi. 

 

Między 10 a 20 września Klub Krytyki Politycznej w Łodzi zaprasza na „Plac Wolności, czyli projekt artystyczny w przestrzeni publicznej”. 


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.49538 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273