|
Choć SYNTHI-FOU Stockhausena zakrawa na parodię gwiazd popkultury, nie świadczy wcale o pogardliwym stosunku Stockhausena do twórców masowych piosenek. Być może jest to wręcz afirmacja szaleństwa i rozmachu znanego z koncertów muzyki pop? Kompozytor nie przyznawał się do inspiracji muzyczną popkulturą, zresztą niechętnie mówił o inspiracjach jakąkolwiek muzyką, bo – jak tłumaczył – szukał muzyki, której nikt, nawet on sam, jeszcze nie znał. Ale miał wśród artystów tej sceny wielbicieli, z niektórymi też utrzymywał kontakty, a nawet planował wspólne występy.
Należeli do nich przede wszystkim Beatlesi, którzy w 1967 roku umieścili zdjęcie Stockhausena na okładce swojej płyty Sergeant Pepper’s Lonely Hearts Club Band. Dwa lata później zaplanowano spotkanie, na którym miały zostać omówione szczegóły wspólnego projektu. Niestety nie doszło do niego z powodu… srogiej zimy, która sparaliżowała komunikację w USA. Zespół nie dotarł na czas do nowojorskiego apartamentu Lukasa Fossa, w którym oczekiwał ich Stockhausen, i kompozytor wrócił do domu.
Po zamordowaniu Johna Lennona w 1980 roku Stockhausen w wywiadzie telefonicznym w typowy dla siebie sposób powiedział, że Lennon często do niego dzwonił, że szczególnie upodobał sobie HYMNEN i GESANG DE JÜNGLINGE i inspirował się jego muzyką np. w Strawberry Fields Forever. Ani słowem nie wspomniał o ewentualnych własnych inspiracjach muzyką Beatlesów. Nie znaczy to, że nie cenił ich twórczości. Stockhausen: „W moich oczach John Lennon był najważniejszym mediatorem pomiędzy popularną i poważną muzyką naszych czasów”. Oprócz Lennona Stockhausen znał, a także do pewnego stopnia cenił, Franka Zappę, którego spotkał w 1969 roku po koncercie Mothers of Invention w Madison. Stockhausen: „Zappa był straconym kompozytorem, chciał dogodzić wszystkim, a to nigdy nie działa”.
Miles Davis, Sun Ra czy Anthony Braxton inspirowali się Stockhausenem, jednak wielu muzyków jazzowych wypowiadało się o nim sceptycznie, np. Cecil Taylor, dla którego europejska awangarda była ciekawsza koncepcyjnie niż brzmieniowo. Faktem jednak jest, że zabierali głos. Na koncepcje muzyczne Stockhausena zwracali uwagę w wywiadach David Bowie, Brian Wilson, a we wczesnym okresie twórczości również członkowie zespołu Pink Floyd. Na seminariach Stockhausena w Davis (Kalifornia) widziano muzyków z takich zespołów rockowych, jak Jefferson Airplane i Grateful Dead. O tych grupach Stockhausen wyrażał się z uznaniem, przypominając, że założyciel drugiej z nich, Phillip Chapman Lesh, był uczniem Luciana Beria. „Po części są wśród nich całkiem utalentowani kompozytorzy, którzy poszukują czegoś w tej muzyce, ponieważ to odpowiada ich wiekowi. Ja także przez pięć lat mojego życia prawie co noc grałem szlagiery i jazz”.
Stockhausen jest także guru sceny elektronicznej i syntezatorowej – zarówno eksperymentalnej, jak i popularnej. Okrzyknięty został nawet „ojcem techno”. Powszechnie znany jest wpływ jego muzyki na twórczość zespołu Kraftwerk. W ostatnich latach XX wieku zdobycze Stockhausena docenili m.in. Björk oraz Matthew Herbert. Notabene entuzjazm, jakim nowe pokolenie twórców elektropopu darzy Stockhausena, przestał działać w drugą stronę.
W słynnym przedsięwzięciu brytyjskiego magazynu muzycznego „The Wire” Stockhausen został poproszony o komentarz do wybranych utworów takich muzyków, jak Aphex Twin (Richard James), Scanner (Robin Rimbaud), Plasticman (Richie Hawtin) i Daniel Pemberton. Bardzo surowo ocenił ich język muzyczny i zarzucił uleganie tendencji do komercjalizacji muzyki. Stockhausen: „Życzyłbym sobie, by muzycy ci unikali powtórzeń i szybciej rozwijali swoje pomysły i zdobycze, ponieważ nie uznaję tego permanentnie repetytywnego języka. To tak, jakby ktoś bez przerwy się jąkał i nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Sądzę, że muzycy powinni mieć więcej świadomości i nie polegać na tego rodzaju modnej psychologii. W ogóle nie lubię psychologii: używanie muzyki jak narkotyków jest głupie. Nikt nie powinien tego robić: muzyka jest dziełem wysokiej ludzkiej inteligencji, najlepszego wyczucia słuchowego, a także wyobraźni i intuicji. I tak szybko, jak stanie się środkiem do stwarzania atmosfery, klimatu danej przestrzeni albo będzie używana do pewnych celów, stanie się dziwką, a nikt nie powinien na to pozwolić; nie powinna służyć żadnym oczekiwaniom, a zwłaszcza komercyjnym wartościom. To byłoby okropne: to zaprzedawanie muzyki”.
Stockhausen wytknął każdemu z osobna jego błędy: Aphex Twinowi – „postafrykańskie powtórki”, Scannerowi – zbyt słabą transformację materiału, Danielowi Pembertonowi – staromodne zapętlanie sekwencji dźwięków w duchu musique concrète oraz kiczowatą harmonię. Następnie polecił do wysłuchania – jako „lekcję” – po jednym ze swoich utworów. Na koniec muzycy odnieśli się do rad Stockhausena, a także wypowiedzieli własne zadnie na temat wysłuchanych dzieł. Okazało się, że nie wszyscy znali utwory Stockhausena (m.in. HYMNEN i KONTAKTE). Poza Scannerem, wobec którego Stockhausen był też najłaskawszy, jednoznacznie odrzucili sugestie kompozytora. Trudno w przypadku muzyki tanecznej wziąć sobie do serca zarzut o „postafrykańskich rytmach” (Aphex Twin: „Czy Stockhausen w ogóle umie tańczyć?”), jednak wiele z ich kontrargumentów zdawało się tylko potwierdzać obawy Stockhausena o komercjalizację muzyki elektronicznej (Daniel Pemberton: „Dla niego oktawy, nony i decymy są kiczowate! Również skale, których zwykle używam, nie są zbytnio śmiałe, ale to dlatego, że tylko takie brzmią fajnie. Materiał, który po zrobieniu okazuje się nie do słuchania, wyrzucam, bo nikomu by się nie podobał”.).
Większą znajomością muzyki Stockhausena wykazała się Björk. W słynnym wywiadzie przeprowadzonym z kompozytorem islandzka piosenkarka zadeklarowała fascynację muzyką i osobą Stockhausena sięgającą jeszcze podstawówki. Wielokrotnie podkreślała znaczenie Stockhausena dla rozwoju muzyki w ogóle, jak i własnej twórczości. Po śmierci Stockhausena na łamach „The Guardian” opublikowała w 2008 roku obszerną wypowiedź zatytułowaną Why I love Stockhausen (Za co kocham Stockhausena), w której wyznała: „Na moje pokolenie wielki wpływ miały opublikowane wykłady Stockhausena. Nie znałam drugiej osoby tak pełnej nadziei: wiek XXI miał być wspaniały. Tymczasem nauczyciele muzyki klasycznej w mojej szkole biadolili o starych dobrych czasach muzyki i zamieniali gromady uczniów w niewolniczych wykonawców, usypiając kreatywne myślenie albo wolę zrobienia czegoś nowego. […] Stockhausen celebrował brzmienie dźwięku, zarówno w muzyce elektronicznej, jak i akustycznej. Na przykład mój ulubiony utwór STIMMUNG, zaledwie wokalny, wykorzystuje głos jako brzmienie i eksploruje jego niuanse jak mikroskop, pozbawiając go obciążenia tradycją operową i jakimkolwiek kształceniem, stylistyką czy techniką”.
Czy Stockhausen cenił Björk jako kompozytorkę muzyki pop? W każdym razie nie robił dla niej wyjątku, jeśli chodzi o używanie powtarzalnych, regularnych rytmów. Rozmowa z piosenkarką stała się dla niego okazją do szerszego uzasadnienia niechęci do „postafrykańskich” rytmów, rozwiewa też wątpliwości Aphex Twina. Stockhausen: „Kiedy tańczę, lubię regularną muzykę. Z synkopowaniem, oczywiście. Nie powinna cały czas brzmieć jak maszyna. Jednak kiedy komponuję, używam okresowych rytmów bardzo rzadko i tylko w etapie przejściowym. Sądzę, że w języku muzyki europejskiej zachodzi ewolucja, która prowadzi od bardzo prostych, okresowych rytmów do coraz bardziej i bardziej nieregularnych. Dlatego jestem bardzo ostrożny z muzyką, która kładzie nacisk na podobnie minimalistyczną periodyczność, bo wydobywa ona z każdej osoby najbardziej podstawowe uczucia i najprostsze impulsy. Kiedy mówię „podstawowe”, mam na myśli „fizyczne”. A my przecież jesteśmy nie tylko chodzącym ciałem, ciałem poruszającym się podczas seksu, które ma tętno wynoszące w zdrowym organizmie około 71 uderzeń na minutę, które ma także pewne pulsy mózgowe; jesteśmy całym systemem okresowych rytmów. W samym ciele jest wiele nakładających się na siebie periodyczności, od bardzo szybkich do bardzo wolnych. Oddech w spokojnej chwili bierzemy co 6 – 7 sekund – i to już jest okresowość. Wszystkie one budują w organizmie bardzo polimetryczną muzykę. Kiedy natomiast tworzę muzykę jako dzieło sztuki, jestem częścią całej tej wielkiej ewolucji muzycznej i poszukuję zawsze coraz większego zróżnicowania.”
Pomimo ogromnych wymagań wobec siebie i innych, dążenia do najbardziej ambitnych i wysublimowanych efektów artystycznych, a także sceptycyzmu w stosunku do popkultury, Stockhausen coraz częściej staje się przedmiotem zainteresowania wśród jej fanów i twórców. Niestety, poddawany jest przy tym manipulacji.
Jest to fragment książki Rytuał superformuły. Karlheinz Stockhausen Moniki Pasiecznik, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...