Nowość w sklepie kp

odczarowanie_okladka_m.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
Advertisement
Wydoić Polę Negri dla Kultury Drukuj
Krzysztof Tomasik   
30.11.2009
O Jerzym Giedroyciu napisano już wiele. W ostatnim czasie ukazały się kolejne dwie książki wzbogacające wizerunek redaktora “Kultury”. Spore zainteresowanie wzbudziła biografia autorstwa Magdaleny Grochowskiej, także w najnowszej “Krytyce Politycznej” jest cały blok tekstów poświęconych tej książce. Zupełnie niezauważony przeszedł za to zbiór korespondencji z Aleksandrem Jantą-Połczyńskim z lat 1947-74 wydany przez Bibliotekę Narodową. Te listy trudno uznać za pomnik Giedroycia, wyłania się z nich człowiek oschły, zdeterminowany, często cyniczny, gotowy bezpardonowo walczyć o swój projekt, oceniający ludzi głównie pod kątem przydatności dla “Kultury”, dla którego każda kobieta to “baba”. Tylko w tej korespondencji zapisana została nieznana historia próby nawiązania kontaktu z Polą Negri.

Co mogło sprawić, żeby przecięły się drogi życiowe Giedroycia i Negri? Wamp niemego kina i żelazny redaktor “Kultury”. Pozornie pochodzili z innych epok, choć dzieliła ich tylko różnica dziewięciu lat. Obracali się z zupełnie różnych kręgach i zajmowały ich inne sprawy. Ona mieszkała w Stanach Zjednoczonych, on we Francji. O obojgu plotkowano na temat ich homoseksualizmu, ale połączyć mogły ich tylko… pieniądze. Sześćdziesiąt lat temu Giedroyc wpadł na szatański pomysł, żeby Pola Negri sfinansowała jeden z numerów “Kultury”.

Problemy finansowe były właściwie codziennością w początkowych latach istnienia Instytutu Literackiego. Szczególnie trudna sytuacja zaczęła się, gdy na łamach październikowego numeru “Kultury” z 1948 roku wydrukowano pierwszą część reportażu “Wracam z Polski” w którym Aleksander Janta-Połczyński opisał swój pobyt w ojczyźnie, zwracając uwagę na wiele pozytywnych zjawisk zachodzących w powojennej Polsce. Nie spodobało się to nastawionej antykomunistycznie londyńskiej emigracji, która w przeważającej mierze zareagowała oburzeniem, a generał Anders wstrzymał sprzedaż i wysyłkę prenumeraty “Kultury” na terenie całej Anglii. Cała historia doprowadziła co prawda do autonomii Instytutu i ostatecznego uniezależnienia od emigracyjnych władz, ale zaowocowała także licznymi problemami i strachem, że każdy kolejny numer pisma może okazać się ostatnim. Właśnie do Janty-Połczyńskiego zwracał się redaktor o pomoc w załatwianiu finansowego wsparcia, upłynnianiu książek i pozyskiwaniu kolejnych prenumeratorów na ogromnym rynku, który stanowiły Stany Zjednoczone.

Aleksander Janta-Połczyński, w międzywojniu popularny reportażysta, po wojnie parał się szeregiem zajęć, próbował swych sił jako aktor, radiowiec, księgarz, jednocześnie regularnie wydając kolejne zbiory wierszy, wspomnień, opowiadań. Mieszkał już od kilku lat w USA, gdy zaistniał pomysł zwrócenia się do sławnych Polaków, którzy odnieśli międzynarodowy sukces, by wsparli działalność Instytutu Literackiego. Pojawiły się nazwiska pianistów Artura Rubinsteina i Witolda Małcużyńskiego, a także Poli Negri. Do pozyskania ich przychylności zwerbowano także Bronisława Młynarskiego, szwagra Rubinsteina. 4 maja 1949 roku Giedroyc pisał do Janty-Połczyńskiego: “Młynarski nie chce osobiście atakować Poli Negri, ale daje nam jej adres i radzi napisać podniosły list, a jemu przysłać odpis, to on pociśnie. Mam do Pana wielką prośbę. Zupełnie nie znam Poli Negri, ani klimatu tych aktorek Hollywood. Czy byłby Pan tak dobry i raz jeszcze się poświęcił dla »Kultury« przysyłając nam projekt takiego listu, możliwie odwrotnie? Boję się, że ja napiszę zbyt sucho”. 4 dni później Janta odpowiadał: “Nie wiem, jak Pola wygląda finansowo, Młynarski powinien wiedzieć lepiej, ale to głupie i nadęte babsko, niemniej spróbuję naszkicować wzór listu”.

Jaka była wówczas sytuacja Poli Negri, a właściwie Apolonii Chałupiec, jedynej Polki, której udało się podbić Hollywood? Jej sława i legenda narzeczonej Charlie Chaplina i Rudolfa Valentino, dawno przeminęła. Była na tyle postacią z minionego świata, że przez pewien czas Billy Wilder myślał, żeby to właśnie jej powierzyć rolę ekscentrycznej i zapomnianej gwiazdy w “Bulwarze Zachodzącego Słońca”, gdy odmówiły Mary Pickford i Mae West. U Poli przeraził go bardzo silny akcent, a ona sama też nie paliła się do powrotu na ekran i ostatecznie zagrała Gloria Swanson, jej największa rywalka. Niemniej stan finansów przedstawiał się znakomicie, choć w czasie wojny Negri straciła właściwie wszystko i niemal doświadczyła biedy, sytuacja zmieniła się wraz z poznaniem milionerki Margaret West, kompozytorki i właścicielki szybów naftowych, która dla Poli przeszła na katolicyzm, rozwiodła się z mężem i zamieszkała z nią w Santa Monica. Wkrótce do Kalifornii została też sprowadzona matka aktorki, Eleonora Chałupiec, a Pola obu najważniejszym kobietom swojego życiu  zadedykuje wspomnienia “Pamiętnik gwiazdy”, które w Polsce ukażą się w 1976 roku.

Janta-Połczyński znał Polę Negri jeszcze sprzed wojny, w 1936 roku opublikował zbiór reportaży z Hollywood “Stolica srebrnej magii”, gdzie znalazła się także relacja ze spotkania z gwiazdą. Najwidoczniej nie zapisała się w jego pamięci zbyt dobrze, bo sam pomysł pozyskania wsparcia finansowego dla działalności wydawniczej Instytutu komentował: “Skończy się na tym, że »Kulturę« będą finansować Żydzi albo kurwy. Przepraszam za śmiałość, ale nic jej nie żałuję. Są przecież od tego, żeby dawały”. Żadne pieniądze jednak nie śmierdzą, więc Janta zdeklarował, że spróbuje popchnąć sprawę i już 11 maja pisał do Giedroycia: “Do Poli Negri list proszę przysłać na mojej ręce – będzie w tych dniach w NY. Mało na nią liczę, bo baba skąpa i cwana, ale może. Trzeba napisać: zwróciliśmy się do wszystkich wybitnych osobistości Polskich wśród, których nazwisko Pani zajmuje czołowe miejsce w przekonaniu, że sprawa kultury polskiej leży im na sercu. Jest tylko jeden sposób zapewnienia, itd. … podtrzymanie najpoważniejszej placówki … Wiemy, że nazwisko Pani… nie potrzebuje pomnika … ale numer »Kultury« opatrzony jej nazwiskiem … etc. … Jedną jeszcze prośbę, aby w takim numerze móc drukować jeden rozdział z Pani książki, której ukazania się każdy Polak oczekuje z niecierpliwością. Sława jej nazwiska z imieniem Polski związanego etc…”. Dodał jeszcze: “Nie mogę naprawdę kontynuować, ale Pan rozumie czym grać, a czym straszyć”.

Można powątpiewać czy Giedroyc, który zawsze pisał oschłe listy, był w stanie zastosować się do rady Janty, tym bardziej, że 16 maja donosił: “Drogi Panie. Załączam list do Poli Negri, który jest b[ardzo] słaby, bo nie umiem takich rzeczy pisać, ale liczę, że Pan swoim wdziękiem babę uwiedzie”. Wobec braku odzewu w temacie dziewięć dni później Giedroyc pytał: “Co z Polą Negri?”, a potem jeszcze raz “Co z Polą Negri?”. 31 maja Janta uspokajał redaktora: “Za parę dni zobaczę Polę Negri”, a 4 czerwca oznajmił: “Jutro wysyłam list do Poli”.

Jak aktorka zareagowała na omawiany list? Przyjęła go z sentymentem jak wszystko co było związane z krajem czy znużeniem, które wywoływała każda prośba o finansową pomoc? Znała “Kulturę” czy też czytała raczej filmowe pisma śledząc swoje następczynie na hollywoodzkim tronie? Wszystko to pozostanie w sferze domysłów, w korespondencji Janty z redaktorem nie ma więcej informacji związanych z próbą pozyskania pieniędzy, gwiazda kina niemego nie sfinansowała żadnego z numerów “Kultury”. Z trzech nazwisk, które obstawiano, wypaliło jedno: w październiku Witold Małcużyński dał dwa koncerty na rzecz Instytutu. Po pierwszym Giedroyc donosił z Francji: “koncert Małcużyńskiego był kolosalnym sukcesem propagandowym i reklamowym dla niego i Instytutu. Owacje publiczności były takie, jakich tu nie pamiętają. Prasa była pełna recenzji i artykulików o nim i o nas” (21 października 1949). Kontakty Poli Negri z krajem, jak i emigracją, były coraz słabsze, jedynie Loda Halama wspominała jej dom jako przystań dla artystów bez pieniędzy. Nie udzielała się także charytatywnie, wyjątek robiąc na początku lat 50., gdy włączyła się w działalność na rzecz budowy kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Do Polski już nie przyjechała, zmarła w wieku 90 lat w 1987 roku. W tym akurat aspekcie podobnie potoczyły się losy Giedroycia. On też dożył sędziwego wieku 94 lat, ale po wojnie nie odwiedził kraju. Zmarł w 2000 roku do końca swych dni żyjąc sprawami kraju. Ostatni numer “Kultury” ukazał się po jego śmierci.
Komentarze
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache