Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Niewiele wart koń trojański |
|
|
Krzysztof Tomasik
|
|
11.01.2009 |
Na fali zainteresowania PRL-em dostaliśmy właśnie komedię romantyczną dziejącą się w tamtym czasie. Główną bohaterką najnowszego filmu Juliusza Machulskiego Ile waży koń trojański? jest Zosia (Ilona Ostrowska), szczęśliwa matka Florki (Sylwia Dziorek) i żona Kuby (Maciej Marczewski), która w swoje 40. urodziny, 1 stycznia 2000 roku, zostaje przeniesiona w czasie do maja 1987 roku, gdy jej mężem był ojciec Florki - Darek (Robert Więckiewicz), a ukochana babcia (Danuta Szaflarska) jeszcze żyła. Co w takiej sytuacji robi Zosia? Ratuje babcię przed wypadkiem, ale przede wszystkim postanawia mieć dziecko z mężczyzną swego życia i rozpoczyna poszukiwania Kuby, wówczas męża wiecznie niezadowolonej Lidki (Maja Ostaszewska).
Brzmi zachęcająco? Nie za bardzo, ale można uznać, że fabuła nie jest tu najważniejsza, to właściwie tylko pretekst by przypomnieć sobie (lub poznać) schyłkowy PRL, zobaczyć, na ile sentyment do tamtych czasów jest wynikiem amnezji, a określanie systemu w Polsce mianem reżimu przesadą. Motyw podróży w czasie to właściwie samograj, trzeba więc przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Ile waży koń trojański? się Machulskiemu nie udał. Bo że się nie udał, nie ma wątpliwości.
Główny problem filmu to jego przekaz, pojęciowy miszmasz znany z TVN-u, „Gazety Wyborczej”, „Dziennika”, który najlepiej utożsamia Platforma Obywatelska. Bo przecież żony nie należy bić, papieża się kocha, od 1989 roku mamy wolność. To wszystko, a nawet więcej bez problemu odnajdziemy w komedii Machulskiego.
Jak więc bohaterka ostatecznie przekonuje babcię, że przybyła z przyszłości? Dopowiada homilię Jana Pawła II transmitowaną właśnie przez telewizję.
A z której informacji o przyszłości babcia cieszy się najbardziej? Oczywiście z tego, że Polska będzie w NATO.
Jakiego polityka narzekającego na swoją sytuację i myślącego o emigracji spotka Zosia w pociągu i zapewni, że będzie dobrze? Donalda Tuska.
No właśnie, to „będzie dobrze” jest kluczowe, odnosi się bowiem do sytuacji samej bohaterki, a dalej już jej percepcja nie sięga. Podobnie jest z Machulskim. Dlatego jedyne mądrości, jakie płyną z ekranu jako komentarz do zderzenia z rzeczywistością PRL-u to sekwencje w rodzaju: „Za 13 lat będziemy mieli wolność i nikt nie będzie jej zauważał”.
Jeszcze jedna kwestia wymaga wyjaśnienia, mówi się, że „Ile waży koń trojański?” to film feministyczny. Cieszy oczywiście, gdy Machulski deklaruje się jako feminista, ale z samym filmem ma to niewiele wspólnego. Wręcz przeciwnie, to przykład stereotypowego myślenia o rolach płciowych typowy dla polskiego kina, gdzie szczęście kobiety zależy od jej sytuacji rodzinnej, a przede wszystkim mężczyzny. Bardzo znaczące, że tak niewiele uwagi poświęca się karierze zawodowej Zosi (w tej dziedzinie czekają ją oczywiście ogromne sukcesy - najmodniejszy gabinet psychoterapii w Warszawie), nie ma też potrzeby o tę sferę życia zabiegać, wszystko przyjdzie samo, a cała para idzie w relacje damsko-męskie.
To wszystko sprawia, że większą uwagę przyciągają bohaterowie drugoplanowi czy wręcz epizodyczni. Winę za ten stan rzeczy ponoszą także aktorzy, Ilona Ostrowska i Maciej Marczewski. Ona jest sympatyczna, ale to za mało, żeby unieść cały film. On jest mało przekonujący zarówno jako postarzony, przyzwoity mąż, jak i odmłodzony, niedoszły kochanek. Możliwe zresztą, że nawet najwybitniejszy aktor nie byłby w stanie ożywić tak drewnianej postaci. Można pojąć, dlaczego kobieta związuje się z takim facetem i postanawia z nim wychowywać dziecko, ale po co szuka go wcześniej - nie sposób zrozumieć. Tym bardziej, że w początkowych scenach pokazujących sielskość ich życia wyglądają jak para weteranów odznaczona za wieloletnie pożycie. Typowe, że scena udowadniająca, jak bardzo Zosia i Kuba się kochają, pokazuje ich w sytuacji, gdy on daje jej prezent – klucze do mieszkania. No, ale jak w kapitalizmie można inaczej pokazać uczucie?
W efekcie film głównym wykonawcom kradną inni. Wyborny w roli odrażającego męża, drobnego cwaniaczka – Robert Więckiewicz, a także Danuta Szaflarska, Katarzyna Kwiatkowska, Maja Ostaszewska. Nawet występująca w epizodzie Dorota Kolak jako kierowniczka Domu Pracy Twórczej pokazuje aktorski pazur. To efekt większego przyłożenia się Machulskiego do wiarygodnego odtworzenia na ekranie późnego PRL-u niż napisania scenariusza i dialogów. Brawa należą się także scenografce i kostiumolożce, praca ich obu to największa wartość filmu. Z prawdziwą przyjemnością ogląda się te wszystkie tureckie swetry, marynarki z poduszkami, włosy po gofrownicy, krzykliwe makijaże, okulary z siermiężnymi oprawkami. Podobnie jak kawiarnie, gdzie podaje się kawę parzoną w szklance czy odtworzone kino Moskwa. Prawdziwy smaczek to wiszący tam plakat z filmu Kingsajz, jednego z największych przebojów w dorobku Machulskiego. Problem w tym, że Kingsajz na ekrany kin wszedł w maju 1988, nie mógł być więc pokazywany w Moskwie rok wcześniej. Drobiazg? Oczywiście. Podobnie jak ścieżka dźwiękowa (For Dee, Maanam, Nosowska) pochodząca z lat 90. i późniejszych. Takie niedociągnięcia nie miałaby żadnego znaczenia, gdyby opowiedziana historia była przekonująca. Ale nie jest.
„Ile waży koń trojański?”, scen. i reż. Juliusz Machulski, zdjęcia: Witold Adamek, scenografia: Joanna Macha, kostiumy: Ewa Machulska, muzyka: Jacek Królik. Dystrybucja: Monolith. Premiera: 26 grudnia 2008.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.01.2009 )
|
|
Felietony Krzysztofa Tomasika
-
Putrament ' 83 czyli dyskusje literatów
-
Tatarkiewicz '75, czyli święty samochód
-
Kijowski '73 czyli Kościół jak monarchia
-
Osiecka '93, czyli Niebieski
-
Pasek '91, czyli kłótnia o Mazowieckiego
-
Ania '73, czyli w szkole
-
Giedroyc '94, czyli zachłanny i bezwzględny
-
Szczęsna i Bikont '06, czyli śmierć wodza
-
Filler '91, czyli Villas w aptece
-
Głowiński '92, czyli obowiązująca nowomowa
-
Antkowiak '93, czyli Rejtanem przed Gronkiewicz-Waltz
-
Kijowski '72 czyli popierany przez Herberta
-
Stanek '94, czyli odebrane święto
-
Putrament '78, czyli Cyrankiewicz we Włoszech
-
Stokrotka '84, czyli list nadzieja na szczęśliwe życie
-
Andrycz '04, czyli przystojna Dunin
-
Janion '94, czyli piętno inteligencji
-
Kijowski '76 czyli na kościelnej ławie
-
Strzelecki '07, czyli wyborcze hasło to podstawa
-
Nasierowski '02, czyli głosowanie
-
Kobiety z Bochni '90, czyli niemoralny Dekalog
-
Ziemkiewicz '87, czyli inni mają lepiej
-
Kijowski '75, czyli spacer z pogodynkiem
-
Świetlicki '94, czyli za stary na bunt
-
Toeplitz '87, czyli Gombrowicz jak Mickiewicz
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...