Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Na plotach SB Drukuj
Krzysztof Tomasik   
02.02.2009
Mijają dwa miesiące od premiery nowej książki Joanny Siedleckiej napisanej na bazie dokumentów z IPN-u, ale zawarte tam informacje jak dotąd nikogo specjalnie nie poruszyły. Temat kręci już chyba tylko “Gazetę Polską”, bo nawet “Rzeczpospolita” czy TVN nie przygotowały newsa w rodzaju “Aleksander Minkowski był TW”. Czyżby teczki stały się passé? A może po prostu wyczerpał się katalog medialnych nazwisk i zostali już sami donosiciele skazani na zapomnienie, bo ich agenturalna działalność budzi emocje najwyżej w niewielkim kręgu najbliższej rodziny i znajomych?

Książkę Siedleckiej zapowiadano od dawna jako opowieść o “mrocznym, nadal skrywanym rozdziale naszej literatury” czyli pisarzach, którzy w PRL-u byli tajnymi współpracownikami SB i donosili na swoich kolegów. Lecz choć w “Kryptonimie ‘Liryka’” pełno reprodukcji donosów, okazało się, że pisarze-agenci są bohaterami tylko trzeciej części książki, bo w pierwszej Siedlecka opisuje osoby rozpracowywane, a w drugiej kandydatów na TW, których nie udało się zwerbować. Od razu musi zdziwić taki podział, bo przecież o “pisarzach represjonowanych” traktowała w całości poprzednia książka Siedleckiej - “Obława”. W trakcie lektury szybko okazuje się jednak dlaczego autorka rezygnowała ze skupienia się na TW wśród pisarzy.

O ile pierwszą część czyta się z zainteresowaniem, a drugą należy uznać za słabszą, to trzecia jest do przebrnięcia chyba tylko dla najbardziej wytrwałych. I nie chodzi tylko o nazwiska, choć opowieści o Osieckiej lub Dygacie niejako z założenia są ciekawsze niż donosy Eugeniusza Kabatca czy Władysława Huzika. Dochodzimy tu do pierwszego problemu tej książki: opisywani agenci to osoby nie wywołujące już dziś specjalnych emocji (Kuśniewicz, Odojewski), częściowo zapomniani (Koźniewski, Sadkowski, Gisges). Dodatkowy problem stanowią donosy – nudne, zazwyczaj ogólne, wałkujące w kółko te same informacje. Do tego największa bzdura okraszona jest komentarzem Siedleckiej, która przekonuje, że pozornie nieistotne fakty były w rzeczywistości bardzo przydatne dla władzy. Trzeba zresztą przyznać, że sposób obrony byłych donosicieli też jest sztampowy, wszyscy najpierw zaprzeczają, a potem minimalizują swoją rolę i zapewniają o dobrej woli i braku wyjścia.  

Najciekawszy z tej galerii postaci jest chyba Odojewski, który będąc TW wykorzystywał bezpiekę do gnębienia konkurencji i umacniania swojej pozycji na literackim rynku. Bardzo ludzkie, w tej czy innej formie zdarza się wszędzie. Po latach można byłoby normalnie o tym opowiedzieć gdyby nie szaty moralisty i wielkiego prześladowanego, które się wcześniej przybrało. Przypomnę, że swego czasu w polemice z Kingą Dunin Odojewski nazwał ją niszczycielką kultury polskiej działającą na komunistyczne zlecenie. Znaczący epitet w świetle ustaleń Siedleckiej.

Druga kwestia związana z agentami dotyczy doboru bohaterów. Dlaczego nie znalazły się tu postacie mniej jednoznaczne, choćby Stanisław Cat-Mackiewicz o którego donosach pisała swego czasu Siedlecka w “Rzeczpospolitej”? Wówczas byłaby szansa na chociaż jedną sylwetkę wymykającą się prostym, czarno-białym podziałom.  

W efekcie najciekawszy u Siedleckiej jest drugi czy nawet trzeci plan: zapisy rozmów Dygata i Konwickiego w których oceniają książki kolegów, wypowiedzi Kaliny Jędrusik o polskim chamstwie, przyjaźń Osieckiej i Giedroycia, dowcipy Słonimskiego. A co najbardziej zawodzi? Przewidywalność i zupełny brak wyczucia genderowego. To zdumiewające, że w “Kryptonimie..” wśród opisywanych agentów właściwie nie ma kobiet, ale nigdzie nie zostaje to sproblematyzowane. Czyżby kobiety nie donosiły? Pisarek było mniej? A może bezpieka z zasady wolała werbować mężczyzn?

Najwyższy już czas, żeby przy okazji zastanawiania się dlaczego ludzie zostawali agentami wyjść poza banalne wyjaśnienia o przekupywaniu i łamaniu charakterów. Skoro decydowali się brać tę fuchę przede wszystkim mężczyźni to może ma to jakiś związek z kulturowymi modelami męskości? Może dla mężczyzn to był jedyny sposób by bezkarnie poplotkować? Spotkać się z kolegą i po prostu nadawać na znajomych nie wypada, to takie niemęskie. Co innego gdy się zostanie agentem, wtedy mamy do czynienia z poważną i groźną działalnością.  


kryptonim_liryka.jpegJoanna Siedlecka, Kryptonim “Liryka”. Bezpieka wobec literatów, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.


Czytaj też: Za garść rodzynek - felieton Piotra Mareckiego 
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.70796 Seconds