Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mężczyzna Roku Drukuj
Krzysztof Tomasik   
12.05.2009

Zauważanie dyskryminacji kobiet w przestrzeni publicznej nie jest zajęciem szczególnie przyjemnym, także ze względu na swoją przewidywalność i powtarzalność: wystarczy włączyć telewizor albo wziąć do ręki dowolną gazetę, zadać pytanie “a kobiety?” i przykłady będą się sypały jak z rękawa.

Rzucam więc okiem na sobotnio-niedzielne wydanie “Gazety Wyborczej”: na pierwszej stronie informacja, że “Człowiekiem Roku” został wybrany Tadeusz Mazowiecki. Czy rzeczywiście jednak chodzi o „Człowieka”, czy może raczej „Mężczyznę Roku”? Nagroda przyznawana jest od 10 lat, więc sięgam po zestaw laureatów z lat poprzednich. Pierwszym wyróżnionym był Vaclav Havel, następnie zostali uhonorowani: George Soros, Siergiej Kowaliow, Joschka Fischer, Günter Verheugen, Bronisław Geremek, Javier Solana, Zbigniew Brzeziński, Józef Życiński i Andrzej Wajda.

Jak widać, mamy tu do czynienia z mało zróżnicowanym gremium starych mężczyzn, w którym rej wodzą politycy. Różnorodność też się przyda, ale wszystko w swoim czasie. Najpierw wyrównywano przede wszystkim proporcje między Polakami i obcokrajowcami, z czasem znalazło się miejsce dla księdza, a potem nawet artysty. Dla kobiety ciągle jeszcze nie.

Taki stan rzeczy oczywiście nikogo nie dziwi, wszyscy są do niego przyzwyczajeni. Nie warto więc nawet zadawać pytania, jak to możliwe, że przez dziesięć lat nie było żadnej wartej wyróżnienia kobiety. Po prostu trzeba jeszcze zaczekać, a być może już za rok lub dwa “Gazeta Wyborcza” odznaczy Barbarę Skargę albo inną miłą swemu sercu panią, którą uzna się za spełniającą warunki zostania “Człowiekiem Roku”. Ale najpierw panowie!

O tym, że nie jest to sytuacja wyjątkowa czy niespotykana, świadczy historia innych wyróżnień. Choćby Nagrody Literackiej Nike. Zanim statuetka i czek powędrowała do Joanny Olczak-Ronikier, nagrodzono Myśliwskiego, Miłosza, Barańczaka, Różewicza i Pilcha. Po prostu najpierw trzeba obsłużyć kilku ważnych panów, dopiero potem doceni się kobietę, a wreszcie może nawet dla jakiegoś miłego geja znajdzie się miejsce. Po kolei.

Tymczasem nazywajmy jednak rzeczy po imieniu. Na razie nagroda “Wyborczej” to ciągle “Mężczyzna Roku”.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Sopor   |12.05.2009 06:23:36
Ja mimo wszystko wolę by ludzie oceniani byli z powodu swoich dokonań, a nie
płci, wyznania, rasy, upodobań seksualnych. Proponuje pan panie Tomczak by jury
kierowało się jakimiś parytetami? Jak pan sobie to wyobraża? - Ta ksiązka jest
świetna, ale nie możemy dać jej pierwszej nagrody, bo jej autor nie jest
kobietą.

Tak ma wyglądac ten nowy wspaniały świat? Gdzie tu sprawiedliwość,
równość, sens i logika?
blaise   |12.05.2009 14:43:14
"Ta ksiązka jest świetna, ale nie możemy dać jej pierwszej nagrody, bo jej
autor nie jest kobietą."
Taka sytuacja w praktyce raczej nie występuje.
Dlatego, że, oczywiście, nie istnieją jakieś obiektywne, naukowe kryteria, które
pozwoliłyby stwierdzić, która książka jest świetna, która mniej świetna itd. I
zawsze na przyznanie głównej nagrody mają wpływ jakieś względy pozaliterackie.
Jeden krytyk ucieszy się z powrotu do powieściowego realizmu, inny uzna, że
należy poszukiwać nowego języka i zaproponuje jakiegoś awangardzistę, bo każdy z
nich ma inne założenia ideologiczne czy światopoglądowe (z wyjątkiem M.
Miecznickiej!) Są też tacy, którzy uważają, że kobiety tworzą zupełnie odrębną
odmianę literatury, bo płeć nie może pozostawać bez wpływu na twórczość. Jeśli
jednak co roku wygrywa mężczyzna to jest to bardzo dziwne.
EwKa   |13.05.2009 05:19:50
a może właśnie niektórzy ci panowie zostali nagrodzeni ze względu na swoją płeć,
a nie tylko dokonania? może gdyby to samo napisała kobieta, zostałoby to
potraktowane nieco inaczej?
Sopor   |13.05.2009 08:38:35
Mam więc wierzyć w jakiś męski spisek? Chodzi o to, że faceci niczym Żydzi czy
masoni popierają swoich? Bądźmy poważni. Zaletą podobnych teorii jest ich
prostota w tłumaczeniu zjawisk, ale niekoniecznie ich prawdziwość. Poczytuję
sobie za zaletę to, iż nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Dopiero pan Tomasik
otwiera mi oczy pisząc - sami mężczyźni!- Czy bawi mnie tak samo jakby napisał
"sami lewacy" czy "sami masoni".

Którą w takim razie z
pośród pań widziałby pan Tomasik jako osobę, którą należałoby nagrodzić? Proszę
o propozycję i wtedy będziemy mieć pole do dyskusji na zasługami i
osiągnięciami. Inaczej pozostają nam gdybania typu - Czy gdyby kobieta nakręciła
"Katyń" i dostała Oskara za całokształt twórczości to zostałaby
człowiekiem roku?

Natomiast co do kryteriów oceniania, to zacząć trzeba od
tego, że różnimy się od siebie. Twórczość kobiet różni się od twórczości
mężczyzn, podobnie jak zróżnicowany jest jej odbiór u obu płci. Pracuję w
bibliotece, więc mogę coś powiedzieć na temat tego, co czytają mężczyźni i
kobiety. Istnieją wyjątki takie jak autorka książki o żołnierzach armii
czerwonej lub Sparks piszący łzawe romanse, ale regułą jest, że płcie piszą dla
siebie. Nie ma w tym nic złego i liczy się to, że każdy jest zadowolony.
Ostatecznie decydującym kryterium popularności jest ilość sprzedanych książek, a
tu trudno o seksizm.
Sopor   |13.05.2009 08:39:07
Mam więc wierzyć w jakiś męski spisek? Chodzi o to, że faceci niczym Żydzi czy
masoni popierają swoich? Bądźmy poważni. Zaletą podobnych teorii jest ich
prostota w tłumaczeniu zjawisk, ale niekoniecznie ich prawdziwość. Poczytuję
sobie za zaletę to, iż nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Dopiero pan Tomasik
otwiera mi oczy pisząc - sami mężczyźni!- Czy bawi mnie tak samo jakby napisał
"sami lewacy" czy "sami masoni".

Którą w takim razie z
pośród pań widziałby pan Tomasik jako osobę, którą należałoby nagrodzić? Proszę
o propozycję i wtedy będziemy mieć pole do dyskusji na zasługami i
osiągnięciami. Inaczej pozostają nam gdybania typu - Czy gdyby kobieta nakręciła
"Katyń" i dostała Oskara za całokształt twórczości to zostałaby
człowiekiem roku?

Natomiast co do kryteriów oceniania, to zacząć trzeba od
tego, że różnimy się od siebie. Twórczość kobiet różni się od twórczości
mężczyzn, podobnie jak zróżnicowany jest jej odbiór u obu płci. Pracuję w
bibliotece, więc mogę coś powiedzieć na temat tego, co czytają mężczyźni i
kobiety. Istnieją wyjątki takie jak autorka książki o żołnierzach armii
czerwonej lub Sparks piszący łzawe romanse, ale regułą jest, że płcie piszą dla
siebie. Nie ma w tym nic złego i liczy się to, że każdy jest zadowolony.
Ostatecznie decydującym kryterium popularności jest ilość sprzedanych książek, a
tu trudno o seksizm.
wojt.   |14.05.2009 08:18:26
polecam przejrzec rubryke "ludzie kp" na stronie krytyki politycznej.
wynika z niej, ze w zalodze krytyki jest prawie dwukrotnie wiecej mezczyzn niz
kobiet. nie wiem co o tym mysla panie z kp, ale ja na ich miejscu czulbym sie
chociaz odrobine oszukiwany, szczegolnie w kontekscie artykulu p. tomasika.
Sopor   |14.05.2009 11:42:27
Dobra uwaga. Przypominam sobie, że na spotkaniach w REDakcji jakaś miła pani
podaje ludziom z widowni mikrofonem, podczas gdy panowie dyskutują o
dyskryminacji i wykluczeniu.
blaise   |14.05.2009 15:14:35
sopor: "Pracuję w bibliotece,"
Myślałem, że zwolennicy wolnego rynku
bojkotują państwowe miejsca pracy.
Sopor   |15.05.2009 11:51:49
Rozumiem, że kolega uważa, iż jedynymi osobami nie popierającymi socjalizmu są
fabrykanci i bankierzy, czyli osoby widzące w kapitalizmie osobiste korzyści? Do
pracy poszedłem zaraz po skończeniu liceum i jeśli miałbym wymienić powód swojej
niewiary w inną niż prywatna formę własności, to byłaby to właśnie praca w
takiej instytucji.

Pomijam nepotyzm i przerost zatrudnieni, bo to typowe w
państwowych zakładach pracy. Najbardziej wkurza mnie jednak podejście do
klienta, szczególnie w porównaniu z wypożyczalniami DVD, które są oczywiście
prywatne. Z jednej strony mamy instytucję kultury, jak panie bibliotekarki lubią
określać swoje miejsce pracy, mającą do spełnienia ważną misję społeczną. Z
drugiej nastawione na zysk wypożyczalnie. Te pierwsze czynne są tylko od
poniedziałku do piątku czasami tylko do 16.00 ;) Wypożyczalni natomiast&
właściwie to nie wiem w jakie dni i w jakich godzinach czynne są wypożyczalnie
DVD, do jakich jestem zapisany, ponieważ nigdy nie zdarzyło mi się, że były
zamknięte, a przychodziłem tam w święta, długie weekendy i o bardzo późnych
godzinach. Kto w takim razie działa bardziej pod klienta? Ważna instytucja
kultury z misją, czy prywatna firma?

Dlaczego biblioteki działają tak jak
działają? Dlatego, że nie rządzi tam zły kapitalista, ale pracownicy. Za każdym
razem gdy podnoszona jest kwestia godzin otwarcia, pracownicy stają okoniem.
Ktoś ma chorą mamę, do której musi jeździć, komuś urodziło się małe dziecko, a
kto inny boi się wracać po ciemku do domu. I nikogo nie obchodzi, że gdy
normalny człowiek kończy pracę o 17.00 to nie ma szans skorzystać z biblioteki,
na którą płaci podatki. Tak funkcjonuje zakład pracy gdzie nie ma
zainteresowanego zyskiem właściciela. Tak działa zakład pracy, gdzie pracownicy
mają wpływ na jego działanie.
Gdy kilka lat temu powołano nową dyrektorkę,
która chciała przeprowadzić pewne usprawnienia, na przykład sprawdzać czy panie
nie robią zakupów podczas godzin pracy i zweryfikować kompetencje kilku pupilków
poprzedniej dyrekcji, zagrożone osoby z pomocą działającego w bibliotece związku
zawodowego postanowiły usunąć ją ze stanowiska. Związkowcy stosowali przy tym
obrzydliwe metody w postaci anonimów wysyłanych do gminy i pomówień.

Więc
tak, pracuję w instytucji państwowej i jestem zwolennikiem wolnego rynku oraz
prywatnej własności.
blaise   |15.05.2009 15:27:42
Więc mała rada:skoro znasz już socjalizm z autopsji, pora poznać drugą stronę
medalu. Zatrudnij się więc w firmie prywatnej, najlepiej w zagranicznej
korporacji, ja właśnie w takiej pracuję. Właścicielem są akcjonariusze, a
zarządzają różni menedżerkowie, którzy też mają swoich pupili i też o awansach
nie decydują kompetencje. Nikt tam nie rozpisuje konkursów na poszczególne
stanowiska, kumoterstwo jest w sumie na porządku dziennym, jak przychodzi nowy
dyrektor to przesuwa dotychczasowych pracowników by zrobić miejsce dla swoich
ziomów. Ja na szczęście potrafię dobrze udawać, że kogoś lubię i dlatego trzymam
się całkiem nieźle. Ale z tego co widzę masz zbyt wyidealizowany obraz prywatnej
firmy. Może dlatego, że nigdy tam nie pracowałeś. Biblioteki są socjalistyczne
jakby z definicji, chyba raczej nie wypracowują zysku, ja z nich korzystam, ale
większość moich znajomych nie. Nie da się ich sprywatyzować i dlatego są
zamykane.
Teraz rozważ taki przykład Rafał Ziemkiewicz jest zwolennikiem
prywatyzacji wszystkiego co się rusza, a pracuje w publicznej tv, chce
likwidacji KRUSU ale sam jest jego beneficjentem i to baardzo małorolnym. Jeśli
to nie jest hipokryzja to co nią jest?
Sopor   |16.05.2009 06:40:49
Wiesz nigdy tego nie liczyłem, ale wydaje mi się, że odkąd pracuję, zarobiłem
więcej prywatnie niż na państwowym. Poza jednym wyjątkiem były to prace na
czarno z czego bardzo się cieszę, gdyż n ie musiałem dzielić się zarobionymi
pieniędzmi ze skarbem państwa. Wykonywałem prace, które zwolennicy lewicy uznają
pewnie za uwłaczające ludzkiej godności, ale nikt mnie do tego nie zmuszał, więc
nie mam o nic pretensji.

Znam obie strony medalu. Różnica między nimi jest
taka, że na państwowym bardzo wygodnie jest pracownikowi, za to nie koniecznie
klientom. Już mieliśmy w tym kraju ustrój, gdzie pracownik był panem i władcą,
za to po wyjściu z pracy każdy jako klient był gnojony przez innych pracowników
(ekspedientkę w mięsnym, pijanego hydraulika, chamską urzędniczkę). Gdy pytam
się w bibliotece swoich współpracowników - Jak minął poprzedni dzień - to słyszę
- Było strasznie! O 17.00 zwaliło się pełno ludzi.- Natomiast gdy pracowałem w
wakacje w barze nad jeziorem, to zły dzień był wtedy, gdy padał deszcz i nikt
się nie pojawiał. Natomiast w dzień słoneczny, gdy długie kolejki ustawiały się
do baru i na zjeżdżalnię, mówiło się - Ale super dzień! Mamy niezły utarg.


Nie dziw się więc, że wolę, by cały kraj funkcjonował jak nastawiona na
klienta prywatna inicjatywa, niż gnuśna placówka publiczna.

Jeśli chodzi
natomiast o nepotyzm i wszelki inne wady jakie wymieniłem w państwowej firmie,
to nie musisz mi mówić, że w prywatnych też się zdarzają. Nie raz pracowałem pod
przygłupim synem właściciela. Jest jednak pewna istotna różnica. W prywatnej
firmie konsekwencje zatrudnienia krewnego czy znajomka ponosi właściciel. Nie
mam więc nic przeciwko temu. Jego pieniądze jego sprawa. Najwyżej zbankrutuje.
Kto natomiast ponosi koszty zatrudnienia kuzyna księgowej w państwowej
instytucji?

Mógłbyś mieć do mnie pretensje gdybym wyznawał poglądy zbieżne z
moimi interesami. Ja natomiast popieram zmiany, które wpłynęłyby niekorzystnie
na moją sytuację, ale wiem, że śą one potrzebne. Często zdarza się, że tuż przed
zamknięciem biblioteki wpada jakaś zdyszana osoba i przepraszając, że żyje pyta
się czy pozwolimy jej szybko coś sobie wybrać, bo właśnie wraca z pracy i nie
może przyjść wcześniej. To ja jestem tą osobą, która ku przerażeniu
współpracowników mówi takim ludziom, by zgłosili się do gminy i zażądali
wydłużenia godzin otwarcia placówek, które utrzymywane są z ich pieniędzy.
Słyszę wtedy od pań bibliotekarek - No co pan! Chciałby pan pracować dłużej?
Odpowiadam wtedy - Nie chodzi o to co ja bym chciał. Jak dla mnie to mogę
przychodzić do pracy jeden dzień w roku na pół godziny. Chodzi o to jak powinno
być.

Dziwne, że na lewicowym portalu, gdzie tak promuje się zachowania pro
społeczne i gani działanie dla zysku i osobistych korzyści, tak trudno przyjąć
wszystkim do wiadomości, że czasami warto poświęcić wygodę własną na rzecz dobra
wspólnego.

Przypomina mi to spotkanie w KP na temat prywatyzacji służby
zdrowia. Zadałem panu Balickiemu pytanie - Dlaczego nazywa się bezpłatną służbą
zdrowia coś na co przez kilka lat swojej pracy zapłaciłem ponad 10 000 złych, a
gdy raz z wysoką gorączką poszedłem do rejonowej przychodni dowiedziałem się, że
powinienem przyjść następnego dnia od 6.00 po numerek i od tamtej pory korzystam
tylko prywatnie.

Ku mojemu zdziwieniu zarówno pan Balicki jaki i pan Gdula
oraz kilka osób z widowni, nie mówili, że za moje pieniądze wyleczone zostały
osoby biedne. Nie przemawiali do mojego poczucia solidarności społecznej. Jedyne
co usłyszałem w REDakcji to - Jest pan młody i zdrowy, ale jeszcze pan się
zestarzeje i gwarantujemy panu, że koszty pana leczenia będą większe niż
pieniące, jakie pan wpłaci. Nabrałem wówczas podejrzeń, że te wszystkie osoby
popierające państwową służbę zdrowia robią to nie z powodu wrodzonego altruizmu,
ale dlatego że wydaje im się, iż mniej wpłacą do wspólnego worka niż z niego
wyciągną. Gdzie tu więc solidarność społeczna i współczucie dla biednych? Toż to
zwykłe cwaniactwo i patrzenia na prywatny zysk! Jeśli jednak każdy myśli, że
wyciągnie więcej niż włoży, to kto w takim razie do tego systemu dopłaci?
Dlatego bardziej daję wiarę tym, którzy twierdzą, że prawdziwymi beneficjentami
tego systemu, są ci, którzy na państwowym sprzęcie przeprowadzają prywatne
zabiegi i wymuszają łapówki od zdesperowanych pacjentów.

Widzę, że wiele
osób powinno zadać sobie pytanie - Czy w tej całej złości na kapitalizm nie
chodzi tylko o to by móc poobijać się w pracy i dostać coś za darmo?
blaise   |16.05.2009 20:28:56
"Dziwne, że na lewicowym portalu, gdzie tak promuje się zachowania pro
społeczne i gani działanie dla zysku i osobistych korzyści, tak trudno przyjąć
wszystkim do wiadomości, że czasami warto poświęcić wygodę własną na rzecz dobra
wspólnego."

Czy chcesz powiedzieć że państwowa instytucja jaką jest
biblioteka działa dla "dobra wspólnego"? To świetnie, o to właśnie
chodzi.
"Już mieliśmy w tym kraju ustrój, gdzie pracownik był panem i
władcą,"
Kiedy?
"Ja natomiast popieram zmiany, które wpłynęłyby
niekorzystnie na moją sytuację, ale wiem, że śą one potrzebne."
Zamiast
"popierać zmiany" zatrudnij się w sektorze prywatnym.
"Wiesz nigdy
tego nie liczyłem, ale wydaje mi się, że odkąd pracuję, zarobiłem więcej
prywatnie niż na państwowym."
Zatrudnij się więc w sektorze prywatnym -
ponownie zachęcam. Pozostaje kwestia, czy ktoś zechce Cię zatrudnić.
sweterek w jelonki   |02.08.2010 06:02:00
w takich sytuacjach zawsze przypomina mi się "Kobieta Roku" a
"Człowiek Roku". Dziwnym trafem- człowiekiem przeważnie jest mężczyzna,
prawie jak w ulicy sezamkowej…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.05.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77023 Seconds