Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Lepsza żałoba Drukuj
Krzysztof Tomasik   
20.07.2009
Minął prawie miesiąc od śmierci Michaela Jacksona, ale wciąż pojawiają się kolejne teksty poświęcone artyście i jego fenomenowi. Trudno się dziwić, dla tutejszych „mędrców” to świetna okazja, żeby wykorzystując zmarłego, trochę ponarzekać na niszczycielskie i bezlitosne media (Tomasz Lis) albo wręcz zdiagnozować zdziecinnienie całej kultury Zachodu (Jacek Santorski). W temacie postanowił wypowiedzieć się też Ludwik Stomma. W felietonie „Co po kim zostanie” z ostatniej „Polityki” (18 lipca 2009) postawił zasadnicze pytanie: „Kim był jednak ów Michael Jackson? Tancerzem na pewno zabawnym. Piosenkarzem – kwestia gustu, ale skoro sprzedał 700 mln płyt, to na pewno wielu gustom odpowiadającym. Jednocześnie jednak uosobieniem wszystkiego, co najobrzydliwsze w populistycznym surogacie amerykańskiej kultury”. Stąd już tylko krok do wniosku, że „nie będzie w historii Michaela Jacksona. Zostanie «jacksonizm». Billboard i szmira”.

Nie wiem, skąd u Stommy to przekonanie, nie zamierzam jednak nikogo przekonywać, że Jackson miejsce w historii ma zapewnione. Bardziej zainteresował mnie bowiem inny fragment felietonu: „Świat ogarnęła bezlitośnie sterowana przez media uniwersalna histeria. Kiedy odszedł papież Jan Paweł II, można się było jeszcze nie dać zwariować i przełączyć na inny kanał telewizji. Tym razem nic z tego. Jackson i tu, i tam, i ówdzie, i wszędzie”. Zaraz, zaraz, chyba zaszła tu jakaś pomyłka, ustalmy więc najpierw fakty.

Hagiograficznej histerii w mediach, z którą mieliśmy do czynienia w związku ze śmiercią papieża, nie da się porównać z niczym, a już na pewno nie ze wspominaniem Jacksona, typowym w takich wypadkach, a przede wszystkim kończącym się po (najwyżej!) paru minutach. Stomma zapomniał dodać, że pisze to wszystko zapewne z perspektywy osoby mieszkającej we Francji. Pragnę go więc poinformować - bo najwyraźniej stracił kontakt z krajem - że w Polsce o żadnym wyborze i możliwości przełączenia na inny kanał nie było mowy. I to nie tylko po śmierci papieża, ale nawet kilka dni przed. Zresztą moje zapewnienia nie są tu potrzebne, wystarczy, żeby Stomma sięgnął po numery „Polityki” z kwietnia 2005 i zobaczył, ile miejsca zajmowały pozbawione jakiegokolwiek krytycyzmu teksty o Janie Pawle II. Do tego trzeba dodać, że w gazetach codziennych było dużo gorzej, a wszystkich i tak przebijała telewizja.

Dlatego pusty śmiech ogarnia, kiedy czyta się wynurzenia Tomasza Lisa, który stwierdza, że reakcja mediów na śmierć Jacksona to „całkowicie dobrowolne samobójstwo”: „Żal było patrzeć, jak 10 dni po śmierci wielkiego artysty media codziennie raczyły nas newsem, że Jacksona nie ma wśród żywych” („Gazeta Wyborcza”, 9 lipca 2009). Jeśli jednak taką sytuację nazwać samobójstwem, to jak określić inny przypadek, gdy newsów w ogóle nie ma? Bo widzów raczy się jedną informacją, 24 godziny na dobę. Jednym z twórców takiej sytuacji był właśnie Lis, wówczas pierwsza twarz Polsatu. Jako specjalny wysłannik prosto z Rzymu ze zbolałą miną odmieniał przez wszystkie przypadki słowo „wszyscy”. Dowiedziałem się wówczas, że wszyscy płaczą, wszyscy rozpaczają, wszyscy się modlą… Jednym słowem dowiedziałem się, że mnie nie ma. Po śmierci Jacksona nikt się chyba tak nie poczuł. Kolejny przykład, że mimo wszystko  mamy do czynienia z lepszym rodzajem żałoby.
Komentarze
Dodaj nowy
olgierd  - lepsza pop-żałoba?   |21.07.2009 04:59:35
Nie jestem w stanie zgodzić się ze stwierdzeniem "lepszy rodzaj żałoby".
Nawet rozumiejąc to, jako "lepszy rodzaj zamieszania medialnego wokół
żałoby" - bo przypuszczam, że o to chodzi autorowi. Po pierwsze żałoba nie
jest czymś, co można w jakikolwiek sposób arbitralnie stopniować, czy oceniać.
Każdy inaczej przeżywa odejście osób, które były dla niego ważne.
Jeśli chodzi
o skalę natężenia owej "żałoby" to ona jak najbardziej może ocenie
podlegać - rzecz w tym, że niesłychanie ważny jest punkt odniesienia. Jan Paweł
II był postacią powszechnie cenioną, szanowaną, nie mówiąc o setkach milionów
osób, które go szczerze kochały. Niezależnie od poglądów politycznych,
religijnych, czy kultury. To, co działo się w mediach w dniach, kiedy odchodził
być może było przesadne, może zbyt mało analityczne i bezrefleksyjne. Ale
zważmy, dlaczego! To była spontaniczna reakcja ogromnej większości, ponad
podziałami (nieważne, że nietrwała, często sztuczna, niekiedy demonstracyjna).
Ludzie naprawdę się modlili, wychodzili na ulice, palili świece, organizowali
się we wspólnotach. Można postawić pytanie, czy to media nakręciły tłum, czy też
tłum, głodny informacji, wspomnień wymagał od mediów, aby ten temat był w tych
dniach wszechobecny. Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się oczywista - ludzie
potrzebowali tej wiedzy, tego poczucia wspólnoty, a często dowiedzenia się
wreszcie czegoś o człowieku, którego do tej pory nie słuchano, a który mówił do
nas tak długo, że aż wydawał się być wieczny. Dla wielu to była dobra nauka. Na
krytykę także nadszedł czas.
"Żałoba" po Jacksonie to zupełnie inne
zjawisko. To śmierć wielkiego artysty, ale w świadomości większości ludzi po
prostu ikony popkultury. Prowokatora, ekscentryka, który za życia miał chyba
jednak więcej wrogów niż prawdziwych fanów. W rzeczywistości niewielu w Polsce
słuchało jego muzyki poza kilkoma wielkimi przebojami. Niewielu wiedziało o nim
coś więcej, niż to, że zmienił kolor skóry i był oskarżony o pedofilię.
Polska
"żałoba" po Jacksonie nie jest w ogóle porównywalna z tym, co stało się
po śmierci Jana Pawła II. Inny format człowieka, inna grupa "wyznawców".
I w dodatku, o czym autor sam zapomniał krytykując Ludwika Stommę - zupełnie
inny punkt odniesienia. Żałoba po Janie Pawle II w Polsce, była żałobą po
wielkim Polaku. Jackson był Amerykaninem i to tam było po jego śmierci
najgłośniej. W Stanach na pewno w mediach było więcej Jacksona, niż Jana Pawła
II, co zresztą zrozumiałe.
Jeśli autorowi chodziło o krytykę kościoła,
polskiego zaścianka i klerykalizmu - co wyraźnie w tekście widać i co uważam za
słuszne - to jednak razi w oczy źle dobrane tło i kontekst tychże rozważań.
Krytyka mediów - TAK. Krytyka "kościoła", jego zacofania i propagandy -
TAK. Krytyka mediów i kościoła w ramach porównania żałoby po Janie Pawle II i
Michaelu Jacksonie - NIE. Nie-merytorycznie, Nie- obiektywnie,
Nie-na-miejscu!
PS: Mnie osobiście bardziej boli, że polskiej żałoby po
Zbigniewie Zapasiewiczu i Leszku Kołakowskim nie sposób nawet ułamkiem porównać
do polskiej żałoby po amerykańskiej gwieździe popu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.69147 Seconds