|
Krzysztof Tomasik
|
|
20.04.2009 |
No i mamy za sobą kolejną żałobę narodową. Którą to już? W ciągu ostatnich 20 lat jedenastą. W ciągu ostatnich 5 lat – dziewiątą. Każda epoka ma w tej kwestii swoją specyfikę. W dwudziestoleciu międzywojennym i PRL-u powodem mogło być tylko odejście wyjątkowej jednostki (np. Bieruta lub Wyszyńskiego). W III RP jedynym człowiekiem, którego śmierć zasłużyła na ogłoszenie żałoby narodowej był Jan Paweł II, poza tym obstawia się katastrofy lub zamachy. To chyba słuszny kierunek, choć jednocześnie nietrudno zauważyć, że wyjątkowa z założenia sytuacja wyraźnie się zdewaluowała.
Coraz częściej nie mamy do czynienia z żałobą narodową, tylko jej parodią. Pamiętam, jak po zamachu w Madrycie (marzec 2004) przedstawienia odwołała jedynie Opera Narodowa, a cały rozrywkowy chłam kinowy i teatralny szedł w najlepsze. Po katastrofie polskiego autokaru we Francji (lipiec 2007) nasuwało się pytanie, dlaczego akurat ten wypadek jest szczególnie wyróżniany, skoro codziennie na drogach ginie więcej osób. Czyżby chodziło o to, że zginęli w jednym miejscu? Poza granicami Polski? A może decydujące okazało się, że wypadek zdarzył się pielgrzymom?
Najwyższa pora przemyśleć, czym żałoba narodowa ma być i jak się objawiać. Jak tak dalej pójdzie, prezydent co kilka miesięcy po presją mediów będzie namaszczał każdą większą tragedię. I dekretował coś czego nie ma.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.04.2009 )
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...