Czekałem, czekałem i się nie doczekałem. Stara zasada mówi jednak, że jak chce się o czymś przeczytać, trzeba samemu to napisać. Nie pozostaje więc nic innego, jak ogłosić (przypomnieć?), że 10 lat skończyła „Zadra”, jedyne pismo feministyczne na polskim rynku.
Dokładnie w październiku 1999 roku pojawił się pierwszy numer kwartalnika, redakcja od początku mieściła się w Krakowie, wydawczynią była Fundacja Kobieca eFKa, a redaktorką naczelną - Beata Kozak. W numerze pierwszym Kinga Dunin pisała o pornografii, a Sławomira Walczewska zamieściła polemikę, odrzuconą przez „Gazetę Wyborczą”, wokół dyskusji zapoczątkowanej głośnym tekstem Agnieszki Graff Patriarchat po seksmisji. Potem mniej lub bardziej regularnie pojawiały się kolejne numery, w sumie 30. Nie ma sensu ich streszczać, powiem tylko, bo ta kwestia zawsze wywołuje dużo emocji, że pismo nigdy nie było zamknięte dla mężczyzn, publikowali właściwie od początku, a jeden trafił kiedyś nawet na okładkę.
Nie wiem ile feministek i feministów wychowało się na „Zadrze”, ale wiem, że swego czasu znalazłem tam perspektywę, której nie było nigdzie indziej. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie tekst Olgi Tokarczuk Czego nauczyła mnie Ruta, gdzie pisarka zauważała: „Po stronie zwierząt nie stoi ani chrześcijańska tradycja, ani Kościół. Papieskie homilie poruszały wszystkie już chyba tematy, ale ani razu nie słyszałam, żeby Kościół opowiedział się za zwierzętami”. Podobnie odebrałem Z pamiętnika egzaminatorki Agaty Żylińskiej o dylematach osoby uczestniczącej w rekrutacji na studia i stawiające pytania o etyczne wyjście z takiej sytuacji: „Widzę siebie wmanipulowaną w system reprodukujący biedę i ciemnotę, reprodukujący upośledzenie intelektualne i społeczne kobiet, upośledzenie intelektualne i społeczne prowincji. Jak z tego wybrnąć?”. Tutaj Bożena Umińska radziła jak postępować Kiedy jesteś w telewizji, a Kinga Dunin powitała nową „siostrę” - Agatę Bielik-Robson. Na łamach „Zadry” ukazały się teksty Agnieszki Graff i Kazi Szczuki, które znalazły się potem w Świecie bez kobiet i Milczeniu owieczek.
W wielu kwestiach „Zadra” wyprzedzała o kilka długości ówczesny dyskurs medialny. Nie chodzi nawet o parytet, ale także choćby rodzicielstwo gejów i lesbijek, o czym już w 2000 roku pisała Renata Lis w artykule Ostatnie tabu. Zupełnym ewenementem był opublikowany rok później tekst Bożeny Zdaniuk Trudniej, ale ciekawiej, pierwsze w polskiej prasie wspomnienie osoby homoseksualnej, która opowiedziała o doświadczeniu wchodzenia w związek z kobietą, a jednocześnie wychowywania córki.
Kolejne numery „Zadry” to zapis ważnych wydarzeń, często zapomnianych wypowiedzi osób publicznych (prymas Glemp: Feminizm poniża kobiety), a przede wszystkim takich imprez jak Manify. Czy ktoś pamięta np. wodewil parlamentarny w składzie lewica, prawica, socjobiolog i ksiądz odegrany w 2001 roku pod Kolumną Zygmunta przez Kazimierę Szczukę, Agatę Araszkiewicz, Katarzynę Bratkowską i Barbarę Godlewską? Upamiętniające to zdjęcia Bernarda Ossera można znaleźć w numerze 6.
Przez te dziesięć lat „Zadra” wielokrotnie się zmieniała, zresztą zmienia się nadal. Obecne problemy finansowe sprawiły, że pismo ukazuje się dwa razy w roku. Dziś jest to miejsce przede wszystkim dla początkujących feministek i feministów, w „Zadrze” często debiutują i dzielą się swoimi przemyśleniami z sytuacji w Polsce, dylematami, wrażeniami z lektur.
Tak się szczęśliwie złożyło, że właśnie ukazała się praca poświęcona polskim pismom feministycznym - Głosy kobiet Bernadetty Darskiej. „Zadra” jest jedną z bohaterek tej książki, kto chętny może zajrzeć i prześledzić tematy podejmowane tam przez dziesięć lat.
A tymczasem nie pozostaje nic innego, jak samemu pismu i jego Naczelnej życzyć kolejnych 10 lat. Co najmniej!