|
Paweł Smoleński, „Gazeta Wyborcza”: Film „Solidarni 2010”, jak i jego autorzy dostali baty, moim zdaniem zasłużone, za to, że popełnili propagitkę w najgorszym, zdawałoby się, że zapomnianym dawno stylu. Ty napisałeś, że ten film broni się, bo jest autentyczny.
Artur Żmijewski, Krytyka Polityczna: Napisałem, że film się broni, bo jest mocną deklaracją, jest ideologicznie zdefiniowany i wyraźnie reprezentuje poglądy jego autorów. Jednak Pospieszalskiemu i Stankiewicz odmówiono prawa do politycznej deklaracji, a to mi się nie podoba. Być może szok wziął się stąd, że deklarację zawarto właśnie w filmie, w medium kojarzącym się z działaniem artystycznym. Potocznie uznawanym za medium niepolityczne, neutralne.
Moim zdaniem szok wziął się stąd, że dano głos jednej stronie. W tym filmie nie było żadnego znaku zapytania.
Jak mówisz za siebie, to jest to uczciwsze niż próba mówienia za wszystkich naraz, niż reprezentowanie całego spektrum różniących się stanowisk. Np. gazety są zwykle wyraźnie sprofilowane światopoglądowo i nie czyni im się z tego powodu zarzutów. To oczywiste, że „Nasz Dziennik” reprezentuje konserwatywnych katolików i ludzi myślących o sobie w kategoriach narodu. Ale jak pojawia się równie wyraźnie ideologicznie sprofilowany film, to wybucha problem. W takich filmach jak Katyń, Popiełuszko, Prymas głos dostaje również tylko jedna strona, zresztą ta sama co w Solidarnych 2010 - i nie ma w nich żadnych znaków zapytania - są propagitkami, jak to ładnie nazywasz. Dlaczego więc są tak miękko przyjmowane?
[…]
Czy ta władza ma dla Ciebie jakąś barwę, jakąś nazwę?
PO i PiS. Alternatywa została sformułowana przede wszystkim przez lewicę pozaparlamentarną: parytet, finansowanie in vitro, podpisanie Karty Praw Podstawowych, usunięcie religii ze szkół - to sztandarowe postulaty. Samo spisanie postulatów jest krytyką obecnej władzy. Samo spisanie postulatów jest krytyką obecnej władzy.
Tyle że takie postulaty ludziom z Krakowskiego Przedmieścia nie przychodzą do głowy.
Nikt ich o to nie pytał.
Gdyż ci, którzy ich zawłaszczyli, w ogóle nie chcą stawiać takich pytań. Wiemy, co Pospieszalski myśli o in vitro albo o związkach partnerskich. Zaręczam Ci, że inaczej niż Ty.
Solidarni 2010 nie jest filmem o in vitro, lecz o katastrofie lotniczej w Smoleńsku i o tym, co ludzie sądzą o jej skutkach.
Boisz się tych ludzi?
Nie. To, czego naprawdę się boję, to opieranie polityki na strachu, i na uprzedzeniach. I wmawianie mi, że powinienem się jakichś ludzi bać. Głównie terrorystów, Hamasowców, kobiet w burkach, ateistów, feministek, gejów, marksistów. Wszędzie groza. Kontrola własnej płodności - groza. Związki partnerskie - groza. Adopcja dzieci przez pary homoseksualne - największa groza. A przecież ci ludzie mają mniej szans na dzieci, niż pary heteroseksualne - i może bardziej odczuwają ich brak. Więc przepisy adopcyjne powinny im być szczególnie życzliwe, usłużne wręcz. Mam za to bezkrytycznie ufać wolnemu rynkowi. Taki film jak Solidarni nie generuje we mnie lęku, lecz ciekawość. Ciekawi mnie, jak mogłaby wyglądać dyskusja z tymi, którzy się w nim wypowiadają? Może to byłoby ciekawsze, niż występowanie z pozycji elity, która się boi, że to właśnie oni urządzą nam życie.
Podoba mi się Twój postulat rozmowy. Bo ci ludzie są ciekawi. I, podobnie jak Ty, nie boję się ich. Lecz mam wrażenie, że mimo iż nikt ich nie pytał np. o in vitro, wiem, co by odpowiedzieli. Byłaby to odpowiedź Polski zamkniętej i ciasnej.
To zbyt wygodne - opierać się na domniemaniu. Wg. badań większość Polaków jest za dopuszczalnością in vitro i za refundowaniem kosztów zabiegu. Ja sądzę, że to raczej Polska, którą nauczono mówić tym językiem i schlebiano jej lękom - sformatowano jej słownik i nastawienie. Nie mówię, że należy taką Polskę usprawiedliwiać i tłumaczyć np. z języka nienawiści. Trzeba też od niej wymagać świadomości i krytycyzmu wobec własnych słów.
A jaka jest twoja intuicja odnośnie do tej Polski?
Że jest wśród tych ludzi więcej pragnienia przeżywania wolności, więcej inteligencji, pragnienia swobód niż można by się spodziewać. Krytyka tych ludzi to głos obrażonych elit i pogniewanych, zniesmaczonych mediów. Co ja z tym mogę zrobić?
Nie wiem.
No i nie przeraża mnie, że może wygrać Kaczyński. Przecież to sytuacja znana, nie skonfrontujemy się z niczym nowym. Te słynne słowa Lecha Kaczyńskiego po jego elekcji: „Panie Prezesie melduję wykonanie zadania”, ujawniły prawdziwą hierarchię władzy.
Ale miłe to nie było.
To by było pewnie bardziej spektakularne politycznie - spór byłby na wierzchu, doskonale widoczny. Wolisz Komorowskiego?
Będzie bardziej cywilizowanie i sympatycznie. Nie będzie zażenowania.
Nie odczuwam zażenowania, widząc tysiące na beatyfikacji Jerzego Popiełuszki. Choć wiem, że był to o wiele lepszy i efektywniejszy spot wyborczy Kaczyńskiego, niż Solidarni 2010.
Cała rozmowa w „Gazecie Wyborczej” z 26-27 czerwca 2010.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...