> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczęśniak: Po co w ogóle rodzić dzieci? Drukuj
Agata Szczęśniak   
05.11.2011

Polski teatr zaangażowany może ogłosić kolejne zwycięstwo. Po tym, jak został doceniony przez sporą część krytyki, publiczność w Wałbrzychu, Wrocławiu czy Bydgoszczy, po tym, jak spektakle stały się argumentami w debatach o naszej wspólnotowej historii, pamięci, relacjach z sąsiadami – ostatnio przedstawienie teatralne okazało się również pełnoprawnym głosem w kwestiach społeczno-ekonomicznych. W tekście Najlepiej nie rodzić wcale („Gazeta Wyborcza” z 29-30 października 2011) Piotr Pacewicz nie tyle recenzuje spektakl Położnice szpitala św. Zofii Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, ile traktuje go jako recenzję swoich własnych działań – wielkiej akcji społecznej „Rodzić po ludzku”. Pacewicz nie traktuje artystów jak wioskowych głupków, genialnych idiotów, którzy mają prawo tylko do swoich prywatnych uczuć i odczuć, ale zupełnie serio z nimi polemizuje.

szpital.jpgAkcja musicalu Strzępki i Demirskiego, wystawionego w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, toczy się w ciągu jednej nocy na oddziale położniczym tytułowego szpitala św. Zofii, który właśnie ma zostać sprywatyzowany. Cztery pary, z różnych klas i o różnych poglądach, przygotowują się do porodu. Dzieci się rodzą, ale wszystkie dzieci z jakimś felerem – a to są niepełnosprawne, a to są gejami, a to czarnymi (z polskiej, białej matki). Święta Zofia to zwycięzca pierwszego rankingu akcji „Rodzić po ludzku”. W spektaklu Strzępki i Demirskiego staje się symbolem zła wszelkiego, wizualizacją lęków milionów kobiet, istnym pandemonium: chaos, wrzask, korupcja, błędy lekarzy, znieczulica pielęgniarek, a do tego strajk, nagła prywatyzacja, mężczyźni, którzy rodzą dzieci i dzieci, które nie chcą zostać urodzone.

Wbrew temu, co sugeruje tekst Piotra Pacewicza, Położnice nie dotyczą tylko akcji „Rodzić po ludzku” – mają też wymiar systemowy (polityczny) i metafizyczny. W tekście Pacewicza są one jednak słabo obecne.

Akcja „Rodzić po ludzku” zwiększyła świadomość swoich praw wśród tysięcy kobiet, a w setkach szpitali poprawiła jakość usług. Ale jej hasło było też wielokrotnie cytowane w sparafrazowanej formie: „Kto ma prawo rodzić po ludzku?” Jak to kto? Ta, która ma pieniądze. Jeśli cię nie stać, to nie masz osobnej sali, prawa do obecności męża i znieczulenia. Masz za to świadomość, że ci się należy. Bezpłatną, ale bolesną.

Pacewicz nie wyciąga do końca wniosków ani z tego, co sam pisze, ani z tego, co zrobili Strzępka z Demirskim. Przecież jeśli akcja „Rodzić po ludzku” nie zakończyła się dotąd całkowitym sukcesem, to właśnie dlatego, że była i jest „akcją”. Była chwalebnym, ale jednak tylko plastrem na źle działającym systemie. Pacewicz rozkłada ręce – „na razie się nie udało”. Dlaczego? „Zmieniając świadomość, tworzyliśmy rynek usług”. W tym samym czasie, kiedy prowadzona była akcja „Rodzić po ludzku”, w służbie zdrowia trwały procesy, które doprowadziły do ogromnego rozwarstwienia płacowego wśród pracowników i niepewności pacjentów. Jedna trzecia Polaków rezygnuje z wizyt u lekarza, bo ich na nie nie stać. Do dziś całkiem serio traktowane są tak absurdalne pomysły, jak przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego, czyli w instytucje działające dla zysku. W jaki sposób wprowadzić powszechną, obowiązującą zmianę, jeśli każdy szpital będzie zarządzany po swojemu, czyli po prywatnemu?

Przeciwko temu jest skierowany krzyk pacjentek w Położnicach – zostawicie nas same sobie, kurwa! Co z tego, że coś tam uda się wywalczyć w jednym szpitalu w Warszawie – tu jesteśmy same, zdane na łaskę i niełaskę położnej, humor lekarza, widzimisię salowej. Tylko że humor, łaska i widzimisię też mają swoją przyczynę.

„Do 2020 r. w całym kraju ma brakować nawet 60 tys. pielęgniarek i blisko 5 tys. położnych” – donosi branżowy portal „Rynek zdrowia”. Konsekwencje są oczywiste i już widoczne: coraz mniejsza liczba pielęgniarek musi zajmować się coraz większą liczbą chorych. Podawać leki, wykonywać zabiegi. W międzyczasie wypełniać (często ręcznie) stosy formularzy. I uśmiechać się. Po ludzku.

Kierowcy autokarów po czterech godzinach jazdy muszą robić 45 minut przerwy. A pielęgniarki? - pytała poprzednia przewodnicząca OZZPiP Dorota Gardias, przewidując skutki wprowadzania kontraktów dla pielęgniarek i położnych. W spektaklu jedna z położnych w pewnym momencie odmawia dalszego udziału – ma depresję, siada, płacze. Może i dobrze – przemęczonej położnej przyda się przerwa. W Położnicach jest obecny nie tylko krzyk rodzących matek, ale też krzyk źle opłacanych (i źle traktowanych) strajkujących pielęgniarek. Ich zły humor też nie jest prywatną przypadłością, ale symptomem źle działającego systemu.

Bohaterki spektaklu Strzępki i Demirskiego śpiewają:

My, co żyjemy byle jak, my, którym się nie szczęści,
z radością powitamy znak, znak zaciśniętej pięści.
I dalej:
nie widziałam cię dawno
ni w warszawie ni w gdańsku
nie widziałam cię dawno
choć już tęsknię mój strajku.

Strajk dla strajku, jak sztuka dla sztuki? Nie, przez ostatnie 20 lat wszystkie znaczące podwyżki pielęgniarki i położne wywalczyły właśnie za pomocą strajków.

„Boją się komplikacji poporodowych i zeszpecenia pochwy” - pisze Pacewicz. Niektóre kobiety nie chcą rodzić, bo to boli. A jak boleć przestanie, to znów rodzić zechcą. Więc będziemy dalej prowadzić akcję „Rodzić po ludzku”, żeby nie bolało i żeby rodziły – wynika z tekstu. A Strzępka i Demirski stawiają pytanie bardziej podstawowe: po co w ogóle rodzić dzieci? Nawet gdyby nie bolało. Przecież przygoda pod tytułem „dziecko” nie kończy się na sali porodowej. Po co zapełniać świat kolejnymi niepełnosprawnymi? Albo nawet pełnosprawnymi fizycznie czy umysłowo, ale niepełnosprawnymi społecznie? Po co rodzić kolejnych Piotrusiów Panów? Albo samców alfa? Albo kolejnych gejów, Romów, muzułmanów, których świat nie zaakceptuje? Po co rodzić kolejne pokolenia dzieci, które będą musiały chodzić na terapię, leczyć depresję? I zupełnie serio: po co rodzić kolejne dzieci, skoro na świecie (całym, a nie tylko w naszej Europie) jest za dużo ludzi? I czy tu, w naszym zachodnim świecie naprawdę jesteśmy tak postępowi, skoro nie umiemy przyjąć, że ktoś po prostu nie chce mieć dzieci. I będzie z tym szczęśliwy?

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu dla wielu kobiet urodzenie i wychowanie dziecka było jedyną możliwością twórczego zaistnienia w świecie, dziś jest tych możliwości dużo więcej. Macierzyństwo staje się naprawdę wyborem. Dlaczego mielibyśmy się na nie w ogóle zdecydować? Czy posiadanie dzieci nie jest tylko kolejnym aktem egoizmu rodziców, nawet jeśli jest on okupiony traumą sali porodowej? Może czas na świat, który zacznie celebrować starość zamiast zachłystywać się młodością i dzieciństwem? Może czas naprawdę zacząć panować nad swoimi instynktami – również macierzyńskim?

Strzępka i Demirski wprost przyznają się do swoich lewicowych poglądów, wydawałoby się więc, że powinna im być bliska raczej wiara w to, że inny świat jest możliwy niż eskapistyczne wezwania do zaprzestania zapełniania go nowymi dziećmi. Ale w tym bardzo prostym i podstawowym, stawianym serio pytaniu: na jaki właściwie świat chcemy sprowadzić nasze dzieci, kryje się ogromna odwaga.

  

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 5-6 listopada.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Dagny   |05.11.2011 15:44:38
Po co mieć dzieci, po co wiązać się z kimś, po co w ogóle żyć, po co…? Takie
pytania nasuwają mi się po przeczytaniu Pani artykułu. Tutaj mogłybyśmy przejść
do orgii poglądów sięgając po wykładnie filozoficzne, socjologiczne itp itd i
zapewne byłoby nam obydwu przyjemnie - zabrzmiało dwuznacznie, proszę wybaczyć,
po prostu zakładam, że lubi Pani polemizować.

Dla mnie oczywiste jest, że
akcja "Rodzić po ludzku" ma sens z tego samego powodu, co sens ma akcja
"Tak dla kobiet" i wiele innych społecznych działań - które wyrażają
niezgodę części społeczeństwa na to, z czym ma do czynienia. Jeśli się nie mylę
w latach 50-tych jeszcze lekarze przeprowadzali operacje noworodków bez
znieczulenia uznając, że taki mały człowiek nie ma na tyle wykształconych
receptorów by czuć ból. Jeszcze w latach 70-tych dzieci nie wolno było odwiedzać
w szpitalach - zakładano bowiem, że relacje z rodzicami nie są pomocne w
procesie zdrowienia. I tu znów można by wyliczać co kiedy, co teraz i co w
związku z tym - zupełnie przypadkowo skupiłam się na dzieciach. Zmierzam do
tego, że skoro zakładamy prawo jednostki do samostanowienia w takich dziedzinach
jak ciąża i poród czy kolonoskopia, to trzeba też brać pod uwagę ciąg dalszy. A
z drugiej strony jeśli część społeczeństwa ma przestać się rozmnażać i poddać
presji wymienionych przez Panią argumentów, to aborcja i in vitro powinny zostać
zakazane - niechże ludzie panują nad swoimi instynktami. Jak już taka zaszła w
ciąże i dziecko jest chore, to nie urodzi, niech następnym razem zapanuje nad
swoim instynktem. Oczywiście jest dla mnie jasne, że te dwa zjawiska obok siebie
zgrzytają, ale sięgam głębiej, stąd to zestawienie. Kara. Karą za instynkt
macierzyński ma być poród w upokarzających warunkach? Szokujące, ale Pani wywód
do tego się skłania. Jesteśmy społeczeństwem, zakładamy, że żyjemy tak czy siak,
mamy kodeksy, przepisy etc. i zakładamy, że w danej dziedzinie życia mamy
swobodny wybór i przy spełnieniu określonych warunków mamy też dostęp do środków
nam to umożliwiających. To kwestia społecznej umowy.
druknepf   |06.11.2011 01:10:00
Tekst z zeszłotygodniowej GW przeczytałem i jeśli miałbym być kobietą, na poród
dziecka zdecydowałbym bym się tylko raz. Jak widać z praktyki, młode kobiety
podejmują właśnie taką decyzję, bo po pierwsze upodlić można się dać tylko raz,
a po drugie nie widzą powodu do dublowania braku przyszłości dla następnego
dziecka. Traumę porodu w polskim szpitalu można by jeszcze jakoś przeboleć i
zapomnieć, ale jak pominąć w takich rozważaniach kwestię możliwości urodzenia
dziecka, które nigdy nie będzie samodzielne. Jeśli jednak szczęśliwie się okaże,
że dziecko jest zdrowe, rodzice (głównie matka) zderzają się z rzeczywistością,
która ich dyskryminuje finansowo. Ba, przeważnie po urodzeniu dziecka, młoda
kobieta wraca na poprzednie stanowisko pracy, ale nie trwa to za długo, wkrótce
pracodawca znajduje pretekst, żeby ją zwolnić. Po co więc rodzić dzieci?
System
rodzenia i wychowywani dzieci jest bezduszny w całości, rozpoczyna się w
porodówce, a kończy na odchowaniu dziecka.
Osobiście jestem przekonany, że żadne
podwyżki płac dla pielęgniarek nie poprawią sytuacji. Lekarze przestali
szantażować nas emigracją zarobkową (zarabiają już po europejsku), ale ich
podejście do pacjenta nie zmieniło się nawet na jotę (wiem coś o tym).

Pielęgniarek jest podobno mało (nie kwestionuję), więc z tego powodu
postanowiły się nie przemęczać, wystarczy zajrzeć do ich dyżurek (fotele,
kanapy, stoliczki zastawione słodyczami i kawą). Zdarzają się wyjątki klinik,
gdzie w takich pokojach nie ma nawet krzeseł, ale to tylko wyjątki ( też tego
doświadczyłem).
viking   |06.11.2011 01:30:30
Pacewicz znów zgrzeszył. Najpierw dostrzegł w rzucaniu kamieniami w gejów,
jedynie faszyzm a nie godne empatii błaganie o płacę minimalną lub lepsze
zasiłki.
Teraz angażuje się w akcję "Rodzic po ludzku" i popełnia przy
tym błąd za błędem. Zapomina o pielęgniarkach, zapomina też, że niektóre kobiety
nie chcą mieć dzieci, nie mówiąc już o tym, że nie udaje mu się gruntownie
przebudować służby zdrowia.
Znając feministyczną skłonność do dialektyki oraz do
absurdu, wcale bym się nie zdziwił, gdybym przeczytał jeszcze, iż troska
Pacewicza o rodzące kobiety, jest w gruncie rzeczy czystym wcieleniem męskiej
dominacji, seksizmu i mizoginii.

Pani Szczęśniak twierdzi, iż ktoś, kto chce,
żeby kobiety rodziły w godnych warunkach, de facto chce przede wszystkim,
zachęcać je do ciąży. Nawet jeśli, to co z tego???
Myślę, że jedynym konkretnym
rozwiązaniem, jakie da się wyprowadzić z dyskursu feministycznego, jest
zamknięcie wszystkich kobiet w przezroczystych kloszach lub szczelnych
kombinezonach, które przepuszczałyby jedynie te wypowiedzi, miny i gesty
otoczenia, na które siedząca wewnątrz pani miałaby danego dnia ochotę.
No bo,
jeśli wierzyć feministkom, świat zewnętrzny jest źródłem ich nieustannej
opresji.
Ktoś może myśleć, że chcą dziecka, gdy tak naprawdę nie chcą. Ktoś
może powiedzieć komplement. Jakiś mężczyzna może spojrzeć i, nie daj Boże, mieć
przy tym w głowie jakąś erotyczną myśl.
A w Szwecji wyszła właśnie książka o
tym, jak strasznie cierpią kobiety z powodu "stereotypu" mówiącego, że
dzieci cierpią, gdy rodzice się rozwodzą.
Może więc przydałby się kombinezon
oddzielający nie tylko od otoczenia, ale od własnych wątpliwości? Żeby można
było na przekór patriarchatowi i Pacewiczowi kroczyć do przodu, bez żadnych
błędnych decyzji, refleksji, potrzeb i instynktów?

Odpowiadam sobie sam: Nie,
kombinezon nie będzie potrzebny, ponieważ zdecydowana większość kobiet wie,
czym jest dorosłe życie. I wie, że po pierwsze odbywa się ono w pewnej
przestrzeni społecznej a po drugie wymaga od nas różnych decyzji,które nie tylko
nie zawsze będą się podobać otoczeniu, ale także nam samym i, które co więcej
będą miały pewne konsekwencje.
Pod koniec życia możemy żałować, że nie
zrobiliśmy kariery albo, że nie mieliśmy dzieci, ale tego ryzyka nikt z nas nie
zdejmie. Ani feminizm, ani świetne państwo.
Skoro mówimy o naszych decyzjach i
ich konsekwencjach:
jak się ktoś decyduje, że chce zostać pielęgniarką, to
niestety musi ponosić konsekwencję tej decyzji i szanować godność pacjentów i
ich problemy, niezależnie od tego, czy ma odpowiednią płacę oraz czy ma w danym
momencie dobry dzień. Ludzki stosunek do pacjenta jest zakichanym obowiązkiem
pielęgniarek, tak jak odwaga jest warunkiem koniecznym pracy w policji. Nie
można nie wyjechać na akcję z powodu strachu i nie można traktować źle pacjentów
z powodu złego humoru.
Berkano  - koszmar porodu   |06.11.2011 09:50:41
nie jestem lekarką, nie znam się na znieczuleniach, ale nie wierzę również, że w
naszych czasach nie ma takich znieczuleń, kóre prosto i łatwo może podać
rodzącej położna, albo kobieta sama weźmie.Dawniej zielarki(wymordowane przez
Inkwizycję) pomagały kobietom ziołami. Zióła mają działanie i ochronne i poronne
i antykoncepcyjne i przeciwbólowe. Komu na tym zależy, żeby kobiety traktować
jak bydło w rzeźniach? Głupie wyrwanie zęba(dla faceta trauma)nie może być
zrobione bez znieczulenia, a trwa chwilę w porównaniu z godzinami tortur bólów
porodowych. Ta która to przeżyła, ta wie. Niewiele jest kobiet rodzących szybko
i w miarę bezboleśnie. Mam nieodparte wrażenie, że cierpienia kobiet dają
satysfakcję sadystom, którzy mają władzę decyzyjną.
Twórzmy idee, nie CO2   |07.11.2011 00:35:29
Czytam tekst po drugi raz, bo jedna rzecz, może poboczna, ale jednak ciut
charakterystyczna, przewija się tu jako leitmotiv. Powiem od razu, że tekst jest
ze wszech miar zasadny w sferze ideologicznej.
Otóż w swym ostatnim tekście
Piątek pisze, ile to oczywistej i praktycznej politycznie roboty wykonała KP:
tysiące artykułów, dziesiątki książek i klubów… - dowodzi - i to jest nic dla
kogoś takiego jak Makowski?
I dalej ta ciągła niemożność w przełknięciu krytyki
a z drugiej strony sukcesu tej nowej ości w gardle, jaką jest choćby Palikot.


W powyższym zaś tekście po raz kolejny jakaś pretensja do Pacewicza (którego
jakoś szczególnie nie cenię): że wymiary (różne) "Położnic" są u niego
"jednak słabo widoczne" oraz że Pacewicz nie "wyciąga wniosków"
z tego, co zrobili "Strzępka z Demirskim"… Może nie do końca rozumiem
w czym rzecz, ale jak to rozumieć inaczej? Że niby teatr (jeden spektakl)
odgrywa w początku XXI wieku tak ważką rolę w oddziaływaniu na rzeczywistość, że
każdy powinien się do niego odwoływać? Hm, ciekawe. Bo przecież nikt tego nie
robi w ogóle. Do teatru dziś odwołują się teatrolodzy, którzy mówią z emfazą o
Dejmku i jego "Dziadach".
No fakt, Pacewicz nie wyciąga wniosków. Z
kolei działa - że tak się wyrażę - na własną rękę. Czy to źle, że raz za razem
nie mówi o wszystkim, i co każdorazowo doceniałoby należnie działaczy KP?
Należnie czyli jak? Czyli tak, że na przykład powie, że "wielki oddźwięk
wzbudziło w nim przedstawienie Strzępki i Demirskiego, na równi z Hamletem albo
bardziej, bo jest słuszne ideologicznie". Ale kto z kolei wnioski wyciągnie?
Wnioski rzecz jasna z tego, co zrobili "Strzępka z Demirskim"?


Dostrzegam dziwną pretensję, która coraz częściej przewija się w tekstach
głównych felietonistów KP. Że inni nie odwołują się do tekstów, działań oraz
dyskursu w taki sposób, jak widzieliby to działacze KP. No cóż, albo działanie
(choćby najtęższych intelektualistów) odnosi się do życia takiego, jakie jest, i
działa się z miejsca, w jakim się stoi albo życie nagina się samo do ideologii
(tu rzadziej, bo trzeba być naprawdę tęgą głową, żeby to się ziściło), i wówczas
buduje się czasem pomniki dla głównych ideologów.
Przypomnę, że nawet tak tęga
głowa jak Żiżek, w wyborach prezydenckich przegrał. A przecież powinien był
wygrać, miał za sobą TAKĄ teorię… Dał sobie więc w efekcie spokój z
realpolitik i zaczął działać jako "polityczny wegetarianin". Może czas
wyruszyć już na miasto nie zważając na fakt, że nowe Levisy się ubłocą gdy siąpi
nazbyt mocno albo, jeśli nie, dać sobie spokój z mrzonkami, że nagle lud
powstanie i zdejmując czapkę skłoni się stojąc u płota i wykona robotę za
Was?
Pora dorosnąć i robić swoją robotę już bez romantycznych złudzeń.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.62395 Seconds