|
Joanna Miziołek: Obawialiście się reakcji prawicy po 11 listopada?
Sławomir Sierakowski: Nie tego, że naprawdę stanie nam się jakaś krzywda, bo twardo stoimy na nogach, wiemy, co robimy i nie pozwolilibyśmy sobie na nic, co nam zarzucano. W tym także na uzależnienie się od dotacji publicznych, miejskich lokali lub jakiejkolwiek innej instytucji. Rozczarowywało nas bardziej to, że ktoś w ogóle sądził, że nas wciągnie w takie zawody. Najsmutniejsze, że tak wiele osób nie wierzy w ogóle, że warto działać uczciwie i ambitnie i nie wstydzić się tego. Że nie za wszelką cenę warto dążyć do kariery politycznej albo medialnej, jeśli traci się przy tym charakter lub rezygnuje z rzeczywistych efektów. Myślę na przykład o tych, którzy nie mogąc się nadziwić, że odrzuciliśmy wszystkie możliwości wejścia do partyjnej polityki, szukają na to cynicznych wyjaśnień. Przecież od kiedy media stały się zakładnikiem wyniku ekonomicznego, a polityka – marketingu, przestają być tak oczywistym miejscem, gdzie można coś naprawdę w tym świecie zmienić. Zawsze istnieje i istnieć będzie jakaś reprezentacja polityczna, ale jeśli chcesz zmienić status quo, to pytasz, czy to ona będzie wytyczać kierunki rozwoju, czy jedynie się do nich adaptować. Czasy przełomu w 1989 roku były w Polsce takim okresem, w którym właściwie nie było miejsca dla konformistów w polityce. Nawet strona postkomunistyczna stawiała wtedy na najlepszych, a nie najbardziej oportunistycznych. (…)
Z jakich instytucji składa się Krytyka Polityczna?
Zaczęliśmy od pisma, wokół którego zaczęła się gromadzić grupa publicystów, działaczy społecznych i ludzi kultury. Unikaliśmy prostego podporządkowania się mainstreamowi, ale także przewidywalnej walki z mainstreamem. W 2005 roku przyjęliśmy formę Stowarzyszenia, wybraliśmy Stanisława Brzozowskiego na patrona i zaczęliśmy tworzyć najpierw świetlice kulturalne i kluby, złożone ze stałych ekip lokalnych i stałego programu kulturalno-społecznego, a później także Centrum Kultury „Nowy Wspaniały Świat”. Staraliśmy się wejść głęboko z własnym zaangażowanym przekazem w różne sfery kultury, próbując zainteresować je życiem społecznym i politycznym (w Polsce wtedy dominowało przekonanie, że kultura powinna trzymać się z daleka od polityki). W opozycji do bolonizacji uniwersytetu, założyliśmy Uniwersytet Krytyczny, w którym KP i inne instytucje zapraszają na seminaria, za co nie dostaje się stopni ani kredytów, ale można ciekawie podyskutować. Stworzyliśmy wydawnictwo i portal, a później okazało się, że tacy sami ludzie jak my są na Ukrainie i chcą razem z nami robić jeden ruch i założyli ukraińską „Krytykę Polityczną”, zaczęli wydawać pismo i stworzyli Centrum Kultury. Dziś z Ukraińcami pomagamy zorganizować się rosyjskiej i niemieckiej części KP. (…)
Jakie są wasze plany na przyszły rok?
Poza rozwijaniem działalności już funkcjonujących instytucji, chcielibyśmy stworzyć przynajmniej jeden nowy samodzielny ośrodek w Polsce. Poza ukraińską wersją pisma, gotowe są już angielska oraz niemiecka i zaczynamy szykować rosyjską. Zaczniemy też powoli za granicą wydawać książki. W Polsce ruszymy z nowymi seriami wydawniczymi: kobiecą, rosyjską i bardzo rozwiniemy serię ekonomiczną. Sporo książek zresztą nie będzie miało nic wspólnego z lewicą. Bardzo byśmy chcieli zacząć kiedyś wydawać najciekawsze teksty teologiczne i współczesną klasykę liberalizmu. Na pewno w tym roku unowocześnimy i przyspieszymy portal. Razem z Kasią Malinowską-Sempruch rozpoczniemy nowy etap w staraniach o unowocześnienie polityki narkotykowej. Być może uda nam się ruszyć także z Instytutem Myśli Krytycznej, w którym będziemy mogli nie tylko organizować programy stypendialne, wysyłając systematycznie współpracowników organizacji na zagraniczne uniwersytety, ale też zaczniemy zatrudniać specjalistów z dziedzin nie tylko humanistycznych. Tak żeby stworzyć zaczyn pod prawdziwy think-tank.
Na tydzień przed kongresem SLD klaruje się, to kto mógłby wyprowadzić partię z kryzysu. Czy kryzys na lewicy jest już permanentny?
Na możliwości polskiej postpolityki kryzys na lewicy wygląda raczej optymistycznie. Trzy lata bez wyborów to sporo czasu na odpowiednie przygotowanie pola, żeby postarać się o to, aby główną alternatywą dla PO była jakaś lewica. Choć i o Platformę warto powalczyć, żeby przesunąć ją bardziej w stronę nowoczesności. Expose Tuska, a także berlińskie przemówienie Radka Sikorskiego brzmiały z tego punktu widzenia całkiem obiecująco. Dwie rzeczy mogą zaskakiwać negatywnie i powinny zmobilizować SLD i Ruch Palikota. Po wstępnym przeliczeniu efektów dla różnych grup społecznych, reformy zaproponowane przez Tuska, dają wprawdzie pewne oszczędności budżetowi, ale stoją w sprzeczności z deklaracjami bardziej sprawiedliwej polityki gospodarczej. Skład rządu z kolei stoi w sprzeczności z oczekiwaniami wyborców, którzy dali powtórnie władzę PO, żeby zapomniała o rozgrywkach partyjnych, transferach, sondażach i marketingu. Tymczasem sam rząd przypomina bardziej zarząd partii niż ekipę odważnie dobranych reformatorów. Spora ilość nowicjuszy w radzie ministrów, daje szanse zaprezentowania się ze swoimi pomysłami lewicy.
Czytaj cały wywiad w „Polska The Times” z 2 grudnia 2011.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...