|
Jak ocenia Pan potencjał lewicowego elektoratu?
Jako socjolog mogę powiedzieć, że przekonanie, iż istnieją masy społeczne gotowe uznać się za członków jakiegoś „elektoratu lewicowego” albo „elektoratu prawicowego”, to iluzja. Można natomiast śmiało stwierdzić, że istnieje wystarczająca liczba problemów społecznych w Polsce, że lewicowa reprezentacja miałaby kogo reprezentować na scenie politycznej. Niestety, zdemoralizowani przez sondażomanię przywykliśmy sądzić, że ludzie mają określone stanowisko w zasadniczych sprawach i partie powinny za tym podążać.
Politycy nie powinni wyczuwać słuchu społecznego? Przecież sama idea lewicowa wyszła od ludu.
Być może ludzie rzeczywiście wiedzą, co sądzić na dany temat, ale politycy są od przekonywania ich do swoich racji, a nie do ulegania społecznym nastrojom. Dobry polityk to ten, który umie zmieniać poglądy ludzi, czemu służyć ma właśnie debata publiczna, parlament, media, a nie je odczytywać za pomocą sondaży. Tymczasem częściej dzieje się dokładnie odwrotnie. I jedyną znaną mi współczesną utopią nie jest wcale stworzenie lewicy w Polsce, ale przekonanie, że ten patologiczny stan będzie trwał wiecznie.
Jakiej lewicy potrzebują obecnie Polacy?
Tak naprawdę po prostu zwykłej, ale spójnej ideowo i konsekwentnej. Ale przede wszystkim takiej, która potrafi nie tylko dopchać się do stołków, ale umie zmienić reguły życia politycznego, w którym obecnie coraz trudniej realizować jakąkolwiek wizję polityczną. W tym lewicową. Lewica, która umiałaby stanąć naprawdę po stronie słabszych, ale także przekonać tych, którzy znajdują się w lepszej sytuacji, że warto być solidarnym z radzącymi sobie gorzej, mogłaby zapewnić udział w modernizacji i godnym życiu znacznie szerszej liczbie Polaków niż obecnie. Gdyby zarazem potrafiła przekonywać, że warto otwierać prawo obyczajowe na nowe podmioty, które ujawniły się – jak kobiety pragnące równego statusu albo mniejszości seksualne – po upadku komunizmu, Polska stałaby się wreszcie częścią Europy.
Podobne postulaty stara się formułować SLD, ale do Polaków one nie trafiają. Nawet wyborcy o poglądach lewicowych głosują na Platformę. A ludzie lewicy do niej przechodzą, patrz Bartosz Arłukowicz. Czego SLD brakuje, by tych wyborców pozyskać?
Przede wszystkim pewności, że o coś im naprawdę chodzi. Cokolwiek by mówić o polskiej prawicy po 1989 roku, to ludzie o prawicowych poglądach nie mieli tego kłopotu, żeby zaangażować się partyjnie, bo prawicowe partie mogłyby być paranoiczne, pragmatyczne albo normalne, ale zawsze sporo było w nich ideowej substancji. Nie odmawiam tego en masse politykom SLD. Mogę nawet przyznać, że Leszka Millera uważam za całkiem ideowego człowieka, a z pewnością nie jest pustym karierowiczem. Problem polega tylko na tym, że swoje pomysły polityczne kształtował wtedy, gdy SLD miał tyle kompleksów wynikających z grzesznej przeszłości, że nigdy nie zdobył się na ustanowienie własnej tożsamości programowej. Stąd te podatki liniowe i inne dziwaczne poglądy w głowie polityka z partii z lewicą w nazwie.
Tyle że podobny trend jak w Polsce widać w Europie. Wystarczy przytoczyć ostatnie wydarzenia w Madrycie, podczas których młodzi ludzie protestowali przeciwko wszystkim partiom politycznym, co pokazują, że Hiszpanie dość mają lewicy, dość rządów Zapatero?
Wydarzenia w Hiszpanii uważam za bardzo ważne i zupełnie inne niż wcześniejsze rozruchy na ulicach zachodnich miast. Hiszpańska młodzież wyszła na ulicę świadomie zaprotestować przeciwko systemowi partyjnemu. Tym razem to nie był jakiś ogólny protest bez konkretów. Odrzucono obecne elity polityczne i zaczęto formułować propozycje zmian. Hiszpanie wyszli z czytelnym przekazem, że chcą zmiany prawa wyborczego, zdemokratyzowania systemu politycznego tak, żeby możliwe było tworzenie nowych sił i powstała rzeczywista konkurencja polityczna, która przywróci realny wybór i zmusi dwa dominujące i podobne do siebie molochy partyjne do większego wysiłku. A przede wszystkim do sformułowania jakiejś perspektywy dla ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej. Dalszy dumping podatkowy, w którym państwa zaczęły ze sobą konkurować najpierw kosztem najbiedniejszych, a dziś kosztem rosnącego zadłużenia całego kraju, musi doprowadzić do rozprzestrzeniającego się kryzysu i protestów społecznych. Ludzie się zorientowali, że skartelizowane życie polityczne odbiera im wybór modelu polityki gospodarczej i skazuje jedynie na wojnę kulturową. Być może jest to pierwszy zwiastun upadku systemu partyjnego w obecnym kształcie w demokracjach liberalnych.
Nas też dotknie upadek systemu partyjnego?
Tak. Partie przestały się różnić w sprawach gospodarczych, przez to cała energia idzie w tematy pozostałe, niekoniecznie najważniejsze, w Polsce są to lustracja, Smoleńsk, agenci, CBA itd. Lewica i prawica w tych kartelach zdążyły się zasymilować, a elity zostały przetrzebione przez selekcję negatywną i składają się w ogromnej mierze z konformistów. Postpolityczni przywódcy w stylu Sarkozy’ego, Berlusconiego, a także Straussa-Kahna pokazują, że zależy im na samym uczestnictwie, a nie realizowaniu żadnej wizji politycznej. Są w większości całkowicie podporządkowani technologii zdobywania i utrzymywania władzy i, niestety, niczemu więcej. O czym wszyscy wiedzą, także w Polsce.
Co więcej, taka polityka okazuje się po prostu nieskuteczna, nie rozwiązuje problemów społecznych. Hiszpańskie protesty i ogromna liczba świadomie oddanych nieważnych głosów pokazują, że społeczeństwa mogą przestać dawać się oszukiwać symulowanemu pluralizmowi i zacząć odrzucać całą klasę polityczną, ale nie w populistycznym odruchu, tylko świadomie żądając zdemokratyzowania struktur władzy.
Czy ta tendencja może przenieść się na Polskę i okaże się, że SLD już nigdy nie będzie rządzić?
Na hiszpańskich sztandarach widziałem hasła, a wśród debat słyszałem argumenty, które „Krytyka Polityczna” powtarza w Polsce. Pierwszy raz mam takie wrażenie identyfikacji z jakimś zachodnim protestem społecznym. My nie jesteśmy grupą ludzi, która odmawia uczestnictwa w polityce, chowa się za uniwersytecką katedrą, udowodniliśmy, że potrafimy się rozwijać, wyjść do ludzi, działać na szeroką skalę, szerszą niż jakakolwiek partia w Polsce, a mimo to nie potrafimy wyobrazić sobie udziału w tej wypłukanej z treści, wartości i różnic polskiej polityce. Wydaje mi się, że dalej pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w Europie, w której polityka bankrutuje, a w efekcie i gospodarka, może poruszyć kolejne grupy społeczne do protestu.
Całość wywiadu w weekendowym wydaniu „Polska. The Times” z 4 – 5 czerwca.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...