|
Gdy ludzie młodzi się buntują, to wybierają z tego, czego się nauczyli. Od mediów dowiadują się, że egoizm jest dobry, a historia batalistyczno-narodowa. Skąd mają wiedzieć o solidarności społecznej? - Dominik Łaciak w rozmowie z Jackiem Żakowskim na portalu Oświęcim online.
Piotr Ikonowicz napisał, że 11 listopada to był marsz polskich Oburzonych, tylko ubranych w szatę narodową. To możliwe?
To
oczywiście możliwe. Dobrym określeniem jest, że ubrani, bo przecież nie
przebrani. Problem polega na tym, że część osób, które mają słuszne
powody, żeby się oburzać, ma fałszywą wizję wroga. A co za tym idzie -
fałszywą diagnozę rozwiązania swoich problemów.
Warto zwrócić
uwagę, że w trakcie zaborów ruch narodowy był sensowny, a gdy
odzyskaliśmy niepodległość, stał się ruchem antypaństwowym, bo siła II
RP brała się z jej multikulturowego charakteru. Gdyby to było państwo
tylko Polaków, to byłoby tylko jednym z małych państewek w środkowej
Europie. Naszą siłą byli Ukraińcy, Żydzi, Niemcy, Litwini i kraj byłby
sporo silniejszy, gdyby polska polityka w tym zakresie była mądrzejsza.
Dzisiaj symbolicznego Żyda zastąpił symboliczny homoseksualista.
Oni
są mianowani mniejszością stanowiącą jakieś zagrożenie, bo umówmy się,
homoseksualiści żadnego zagrożenia dla państwa nie tworzą.
To jest chyba wojna ideologiczna o polski obyczaj?
Chodzi
o święty ład katolicki, dla którego bez porównania większym zagrożeniem
jest np. niewierność małżeńska. Dlaczego skini nie kamieniują
niewiernych żon? A przecież zdrady są powszechne, to jest zjawisko,
które istniało zawsze i będzie istnieć zawsze. Problem jest wtedy, gdy
ktoś sądzi, że państwo powinno się zajmować moralnością katolicką.
Wracając do źle skonstruowanego wroga. Kim on współcześnie jest?
Spójrzmy
na to przez pryzmat polskiej transformacji. Projekt społeczny III
Rzeczpospolitej był projektem wykluczającym. Zaczęło się od
bezrefleksyjnego wyrzucenia poza nawias chłopów i pracowników PGR-u.
Potem projekt ten pozbawił całe starsze pokolenie oszczędności.
Moja
mama, rocznik ’32, miała mundurek, spakowane kredki, ale do szkoły nie
poszła, bo wybuchła wojna. Potem okupacja. Powstanie warszawskie, obóz
pracy. Po wojnie jej dom był zrujnowany. Nie jej miasto.
Później
stalinizm, który zabrał rodzinie wszystko, czego się dorobiła. Mama nie
mogła się dostać na studia, bo miała pochodzenie burżuazyjne, udało jej
się dopiero za trzecim albo czwartym razem. W rezultacie miała już wtedy
dziecko. Potem lata nędzy PRL-owskiej. Oddechem był Gierek, ale później
bach, stan wojenny. Była nauczycielem akademickim, zarabiała bardzo
niewiele. Przeszła na emeryturę i znowu bach, Balcerowicz. Emerytura
kompletnie nic nie warta, a wszystkie oszczędności zżerała inflacja.
Być
może plan Balcerowicza był historyczną koniecznością, ale później, gdy
zaczęło nam się powodzić trochę lepiej, to nikt nie pomyślał, że trzeba
jakoś dowartościować przegranych. To wszystko jest zbudowane na
przekonaniu, że egoizm społeczny jest dobry. I ofiarą tego egoizmu jest
pokolenie wchodzące dzisiaj na rynek pracy. Mamy w nosie, jak sobie
poradzicie. Ulgi na przejazdy studentów? Zabierzemy wam, a potem przed
wyborami przywrócimy. Studiujecie? Płaćcie czesne. Bezrobotny? Twój
problem. Poziom zasiłku mamy proporcjonalnie najniższy w Europie. Żadnej
solidarności międzygrupowej. To jest ten wróg, który nam dzisiaj
zagraża. Sami sobie zagrażamy.
No więc dlaczego protest przybrał charakter narodowy?
Przez
system edukacyjny. Religia jest jedynym przedmiotem faktycznie,
konsekwentnie uczącym wizji społecznej. Nie ma filozofii, myśli
społecznej. Jedyna krzewiona wizja państwa, to wizja mocno
zhierarchizowana, autorytarna, czyli katolicka. Oczywiście to nie jest
wina katolicyzmu, bo trudno oczekiwać od papieża, że jutro powie, że
świat ma wyglądać inaczej. Ale państwo to nie katolicyzm!
No więc
gdy młodzi się buntują, to wybierają z tego, czego się nauczyli. Od
mediów dowiadują się, że egoizm jest dobry, a historia
batalistyczno-narodowa. A gdzie mają się dowiedzieć o solidarności
społecznej? To nie jest wymysł Sławka Sierakowskiego ani Jacka Kuronia.
Dzięki temu wszystkim byłoby nam lepiej, a gospodarka by się rozwijała.
Jak wygląda polska szkoła, to wiemy. Ale dlaczego telewizja krzewi religię neoliberalizmu?
Telewizja
publiczna była jedyną poważną instytucją państwa w sferze symbolicznej,
która została przeniesiona do nowej rzeczywistości bez zmian. Proszę
sobie wyobrazić, że telewizja ma oficerów frontu ideologicznego PRL.
Przychodzi nowy system i ich świat wywraca się do góry nogami. Jedyne,
co mogą zrobić, to dostosować się do nowej rzeczywistości, więc od razu
zapisują się do Leszka Balcerowicza, który cieszy się autorytetem.
Dobrze,
ale jeśli przyjąć, że telewizja produkuje postawy polityczne, to
przecież widzowie telewizji publicznej chętniej głosują na opcje
ludowo-konserwatywne, które jednak oferują jakiś projekt wspólnotowy,
jak socjalne przecież PiS. Pytanie brzmi: dlaczego media prywatne mają
taką właśnie linię ideologiczną?
Pamiętajmy, że klasa
polityczna, która przeprowadzała reformy, była w zdecydowanej większości
ciemna jak tabaka w rogu. To byli szlachetni ludzie. Humaniści i
nonkonformiści, ale o funkcjonowaniu państwa demokratycznego mieli
pojęcie zerowe, o gospodarce bardzo mgliste. Tadeusz Mazowiecki, nawet
jeśli pozostawał pod wpływem modelu niemieckiego, to nie wiedział, jak
go zrobić w Polsce. Filozofia Balcerowicza była łatwą do zrozumienia
przeciwwagą. Wcześniej dobre było wszystko to, co państwowe, a teraz co
prywatne. To w tak przygotowanej rzeczywistości wyrośli młodzi
dziennikarze, którzy zasilili prywatne media.
Oczywiście problemem było też to, że w PRL nie było demokratycznej, rynkowej lewicy.
Czyli problem leży też w Polsce ludowej?
PRL,
co by nie mówić, był bardzo wykluczającym systemem. Nie w sensie
nierówności, ale murów. Gdy miałem 30 lat, to nigdy w życiu nie
widziałem człowieka z PGR-u. Nie widziało też pokolenie młodych
dziennikarzy, dla których taki pracownik był obcym. Indianinem.
Pamiętam, jak moi koledzy mówili: jeśli nie mają pracy, to niech założą
jakieś przedsiębiorstwo.
Juliusz Machulski zauważył ten problem w komedii Pieniądze to nie wszystko.
On
obśmiał tę naiwną wiarę, że nagle ci ludzie założą firmy. To dowód
zupełnego braku wyobraźni. Gdy moich kolegów teraz wyrzucają z pracy,
pytają: co ja teraz będę robić? Mówię im wtedy, chociaż ich żałuję, żeby
sobie przypomnieli, co mówili 15 lat temu.
Na
końcu tej długiej drogi, fatalnej socjalizacji, niewrażliwych
dziennikarzy i neoliberalnego kultu egoizmu społecznego, stoi polski
Oburzony z flagą.
Stoi i pytaniem jest, dlaczego tej
flagi nie było po stronie Kolorowej Niepodległej. Uznaliśmy sprawę
tożsamości narodowej za załatwioną w 1989 roku. A ponieważ potrzebą
dużej części społeczeństwa jest poczucie bezpieczeństwa pod wspólnym
sztandarem, ktoś tę flagę przywłaszczył.
Ale
może w dobie zglobalizowanego kapitału i ponowoczesnych społeczeństw
flaga jest kategorią bardziej wykluczającą niż wkluczającą?
Wciąż
potrzebujemy tożsamości. Flaga Polski to flaga państwowa, a nie
narodowa. Marzę, aby zobaczyć homoseksualistów, transseksualistów,
kolorowych i inne grupy wykluczonych z biało-czerwoną flagą, pod którą
czują się bezpiecznie. A ponieważ dzisiaj flagi noszą nacjonaliści i
kibole, to temat odpuściliśmy. Niestety, odpuściliśmy też problemy
klasowe i one także zostały włączone w nurt nacjonalistyczny.
Przecież
oni krzyczą „precz z komuną”, ich punktem odniesienia jest
polityczno-biznesowy „układ”, zły inteligencki salon, ale nie klasy
wyższe jako takie. Nie finansjera.
Ale również Żydzi.
Tak, jak na świecie Oburzeni mówią: zróbcie porządek z bankami, tak w
Polsce: zróbcie porządek z Żydami. Oczywiście to zarzuty bezpodstawne,
ale podłoże mają ekonomiczne. Stało się tak, ponieważ nie mieliśmy
odwagi mówić o problemie klasowym i ten w konsekwencji został przezwany
problemem narodowym. To się nazywa podstawienie w miejsce prawdziwego wroga.
To jest problem, który został
naświetlony przy okazji analiz sukcesu Janusza Palikota. Lewica nie jest
w stanie zagospodarować oburzających się w Polsce, bo nawet jeśli
ludzie starsi mają socjalne poglądy na gospodarkę, to są jednocześnie
konserwatywni. Z kolei liberalni obyczajowo młodzi nie są socjalni.
Czyli nie znajduje akceptacji projekt, który próbowałby pogodzić
interesy klasowe, robotnicze, z interesami nowych aktorów emancypacji,
jak mniejszości seksualne.
A jednak przed wojną ruchy
robotniczy i feministyczny szły razem. Sprawy kulturowe są bardzo ważne,
ale trzeba zaadaptować wykluczonych ekonomicznie i tak, jak
przedwojenna lewica, nie dać się wypchnąć z nurtu patriotycznego. Musimy
wrócić pod biało-czerwoną. Wszyscy, homoseksualiści i imigranci.
Gorzej,
jeżeli dla prawicowych publicystów i sporej części opinii publicznej
Polaka wyznaczają standardy nacjonalistycznych ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.
Ja i tak sądzę, że w tym sensie 11
listopada był gigantycznym sukcesem. W ostatnim czasie prawica
konserwatywna coraz mocniej zrastała się z ekstremistami, a to jest nie
do przyjęcia dla co najmniej 90% Polaków. Prawica parlamentarna będzie
musiała się rozszyć, inaczej mocno na tym straci. 11 listopada król
ściągnął szaty i wszyscy zobaczyli, że jest nagi. PiS będzie musiał
budować mur między sobą i faszystami.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...