> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kasprzak: Kobiety same o sobie |
|
|
wisniewska
|
|
11.03.2011 |
Paweł Bąkowski: USA i Europa Zachodnia nie są obszarami, które przychodzą na myśl, gdy słyszymy o dniu ósmego marca prawda? A to właśnie stamtąd, czy z tamtejszych ruchów robotniczych pochodzi idea tego święta. Dziś jednak bardziej niż z Kopenhagą (gdzie święto ustanowiono światowym) kojarzy się z radziecką Moskwą, prawda?
Kamila Kasprzak: Zgadza się, bo też trzeba pamiętać, że Dzień Kobiet został właśnie zapoczątkowany przez lewicowe ruchy robotnicze, dla których priorytetem była przecież równość i sprawiedliwość społeczna, co na początku XX wieku było też szalenie emancypacyjne, szczególnie dla kobiet. Wtedy to bowiem panie walczyły o prawa wyborcze czy możliwość obejmowania funkcji publicznych i w końcu poprawę warunków pracy czy zaprzestanie dyskryminacji. Wówczas też w Stanach Zjednoczonych Święto Kobiet pojawiło się jako upamiętnienie tragicznego strajku pracownic, które zamknięte przez właściciela w fabryce, zginęły podczas pożaru budynku protestując przeciwko złym warunkom pracy. W Kopenhadze zaś Dzień stał się międzynarodowy w 1910 roku dzięki Międzynarodówce Socjalistycznej, czyli znów idei lewicowej.
Nie są to jednak fakty powszechnie znane, dziś skojarzenia płyną do Moskwy…
Skąd skojarzenia z radziecką Moskwą? Wszyscy doskonale wiemy jak zniekształcone i zniszczone zostały ideały socjalistyczne przez totalitaryzm komunistyczny w ZSRR i krajach bloku wschodniego. Sam Dzień Kobiet do Rosji dotarł za rządów Lenina, ale dniem wolnym od pracy stał się dopiero w 1965 roku. W Polsce w okresie PRL-u kojarzył się z nieśmiertelnym goździkiem i paczką rajstop wręczanych paniom oraz totalitarną propagandą naszego „wielkiego brata” - Związku Radzieckiego. Takie negatywne konotacje kiedyś pewnie wydawałyby się zrozumiałe. Jeśli dziś Polki i Polacy tak myślą, to jest to wynik bardzo konserwatywnej polityki historycznej, która po transformacji ustrojowej w 1989 roku nie dość, że demonizuje wszystko, co wiąże się z poprzednim ustrojem, to jeszcze ignoruje cały dorobek lewicy, w tym prawdziwe korzenie Międzynarodowego Dnia Kobiet.
Niektórzy uważają, że w dzisiejszej Polsce, kobiety nie mają żadnych problemów z pełnym uczestnictwem w życiu publicznym, środowiska lewicowe mówią coś innego…
To ja zapytałabym się dlaczego wciąż tak mało kobiet jest choćby w polskim Sejmie (tylko 91 posłanek na 369 posłów, co nie jest nawet jedną trzecią), lub dlaczego choćby najbardziej prestiżowe stanowiska w Gnieźnie i Powiecie jak prezydenci czy starości zajmują mężczyźni? Skoro kobiety nie mają żadnych problemów z uczestnictwem to gdzie są? Oczywiście zawsze można powiedzieć, że nie interesują się polityką i gdzie indziej się realizują, ale to tak jakby stwierdzić, że nie obchodzi je, jakie będzie jutro w ich kraju. A to w jakim świecie chcemy żyć interesuje chyba każdego człowieka. Problem z zaistnieniem w życiu publicznym wynika więc ze sfery kulturowej, gdzie zawsze dziewczyna jest wychowywana na tę grzeczną i pokorną, która ma się bawić lalkami „w dom”, a chłopiec to jest ten waleczny i odważny z „samochodzikowej rywalizacji”. Utrwalanie stereotypów na temat ról płciowych od najmłodszych lat czy wielowiekowych tradycji, gdzie o kulturze, rodzinie, przywilejach i władzy decydowali mężczyźni - na pewno nie sprzyjało emancypacji.
Tak więc kiedyś było z prawem do głosowania, a teraz jest z parytetami, które często uważane są za sztuczne czy upokarzające (sic!) rozwiązania dla kobiet. Gdyby zatem kobiety naprawdę nie miały problemów z uczestnictwem w życiu publicznym, to parytety, czy chociaż 35% kwoty, jakie uchwalił Sejm, nie byłyby potrzebne. Poza tym zdaję sobie sprawę, że parytet lub kwota to rozwiązanie tymczasowe i sztuczne, ale to głównie dzięki prawu możemy zmienić ten stan rzeczy, który pewnie sam zmieniłby się dopiero za kilkadziesiąt lat.
Więc według tego, należałoby być podejrzliwym wobec pytań: „jaka ma być kobieta”, czy wobec szafowania „tradycyjnymi rolami”? Co może ukrywać się, pod takimi, pozornie niewinnymi słowami, kategoriami?
Myślę, że o tym, jaka ma być kobieta powinny mówić i decydować przede wszystkim panie, by pod tym pojęciem jak i pod pojęciem tradycyjnych ról, nie kryły się, że tak się wyrażę „interesy patriarchatu”, którym na rękę jest „kobieta udomowiona”, realizująca się wyłącznie jako matka i żona. Jeśli już kobieta podejmuje pracę zawodową, to potem ma ją porzucić i poświęcić się macierzyństwu albo idealnie łączyć pracę z wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu, co w przypadku braku żłobków i przedszkoli czy proporcjonalnych urlopów tacierzyńskich, dzięki którym partner i ojciec dziecka przejąłby sprawiedliwie połowę obowiązków nad wspólnym przecież dzieckiem - wydaje się szczególnie trudne bez wsparcia polskiego państwa.
O tego typu tradycyjnie przypisywanych schematach, możnaby pewnie mówić więcej…
Oczywiście, o tradycyjnych rolach można by mówić więcej, bo to również oprócz podziału obowiązków w domu, dyskryminacja w pracy, czyli niższe płace, trudności w zdobyciu bardziej prestiżowych stanowisk i seksistowskie dowcipy. Słyszymy je ciągle: jeśli już kobieta zdobyła jakąś kierowniczą funkcję, to na pewno przez łóżko lub dlatego, że mężczyzna potrzebował w danej chwili „damskiej maskotki”, więc tylko przez to postawił na dziewczynę. Inna sprawa to ciągle jeszcze silna obecność stereotypów na temat zachowania seksualnego kobiet i mężczyzn. Facet, który miał w swoim życiu kilka partnerek, to musiał się przecież wyszumieć, on „z brzuchem do domu nie przyjdzie” i teraz jest doświadczony „w tych sprawach”. Kobieta to zawsze „puszczalska”, która się „nie szanuje” i „stanowi” niedobry materiał na żonę, bo pewnie przy pierwszej, lepszej okazji zdradzi. Takie postrzeganie ciągle niestety jeszcze pokutuje w mniejszych miejscowościach i niejednokrotnie niszczy opinię i poczucie wartości kobiet.
Mieszkamy w dość konserwatywnym mieście, to właśnie z kręgów konserwatywnych często padają pytania, o lewicową wizję rodziny (zazwyczaj pytania krytyczne), jak Ty widzisz tę kwestię?
Dla każdej z nas posiadanie rodziny lub nie, jej kształt i możliwości realizowania się w tej komórce społecznej - powinny być świadomym i dobrowolnym wyborem wspartym przez państwo. Przy czym mam tu na myśli głównie prawa reprodukcyjne kobiet, czyli przede wszystkim liberalizację prawa aborcyjnego, które ciągle jeszcze w Polsce bardziej chroni płód, a nie kobietę; refundację środków antykoncepcyjnych; rzetelną edukację seksualną w szkołach i dostęp do metody leczenia bezpłodności in vitro. Nasza płodność, która wiąże się z zakładaniem rodziny powinna być wolnym wyborem.
Jak oceniasz udział i zaangażowanie kobiet w lokalnym środowisku? Czy jest ono wystarczające? Wspominałaś wcześniej o polityce, w której rzeczywiście brakuje pań - co z szerzej rozumianą sferą społeczną?
Jeśli chodzi o panie z najbliższego środowiska, to muszę przyznać, że nie jest źle. Nie tylko bowiem te, które są radnymi angażują się w życie społeczne, ale jest na przykład jeszcze Danusia Wiśniewska, szefowa Gnieźnieńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, która jak mówi ma bzika na punkcie Uniwersytetu i nawet wnuki nie przeszkodziłby jej w powrocie do pracy z ludźmi. Jest jeszcze pani Maria Chwiałkowska-Grygiel, współprowadząca schronisko dla bezdomnych „Pomocna Przystań”, której zajęcie z kolei nie zawsze bywa miłe i przyjemne, ale dzięki temu, że działa na rzecz osób wykluczonych przez system - udaje jej się choć trochę zmienić obraz tego świata. I są w końcu jeszcze organizatorki gnieźnieńskiej edycji ogólnopolskiej akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”, pracujące na co dzień w Bibliotece Publicznej lub w szkole, które niestrudzenie zarażają najmłodszych słowem pisanym, co w dzisiejszych czasach przy dominacji multimediów i tempie życia - jest nie lada wyzwaniem. Brawa zatem dla Magdy Karpińskiej, Ewy Jaworskiej i Jadwigi Kierzenkowskiej. Zresztą przykłady zaangażowanych pań można by mnożyć.
Czego można by życzyć kobietom, w związku z Dniem Kobiet?
Na pewno niestety ciągle aktualne pozostaje życzenie większego docenienia kobiet pracujących na dwóch etatach: w domu i poza nim. Tak więc hasło większości tegorocznych manif: „Wymawiamy służbę. Dość wyzysku!”, myślę, że jest jednym z ważniejszych, bo w tej kwestii ciągle oczekujemy wsparcia i konsekwentnej realizacji relacji partnerskich lub nawet możliwości finansowego wynagradzania pracy domowej. W końcu kiedy idzie się do restauracji na obiad to trzeba za niego zapłacić. Poza tym dodałabym życzenia spełnienia, wolności i szczęścia wynikające z kobiecego serca, a nie presji społecznej, kulturowej czy jeszcze innego przymusu.
Kobiece manifestacje odbywają rokrocznie w większych miastach Polski. Na zakończenie, co powiedziałabyś na hasło „Gnieźnieńska Manifa”?
Oczywiście marzeniem byłaby jej organizacja również w Gnieźnie. Jednak niestety u nas brakuje jeszcze tej kobiecej solidarności, która poza realizacją naszych małych celów, między innymi przez wcześniej wymienione działaczki - potrafiłby skrzyknąć wszystkie wartościowe panie w jednym miejscu, maszerujące we wspólnej sprawie. Oprócz tego uważam, że niestety, przynajmniej w mniejszych środowiskach wyjście na ulice kojarzy nam się bardziej z obciachem czy zadymą niż demokratyczną manifestacją oczekiwań i poglądów. Ale za parę lat kto wie? Może manifa przejdzie również ulicami Pierwszej Stolicy? Ja przynajmniej na to liczę.
Wywiad ukazał się na łamach gniezno.com.pl
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.03.2011 )
|
|
|
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...