Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wyborcza o wystawie Żmijewskiego Drukuj
Dorota Jarecka   
22.04.2009
Pokaz filmów Artura Żmijewskiego nakręconych w czasie różnych manifestacji, protestów, uroczystości, parad i pogrzebów odbywa się kilka dni po tym, jak izraelska grupa Public Movement przeszła przez teren warszawskiego getta w niesamowitej niezależnej manifestacji. Chodziło w niej nie tylko o przypomnienie bohaterstwa powstania w getcie, ale też o to, by pamięć nie była czymś martwym, by mogła prowadzić do odnawiających się emocji i myśli. Niezwykła była odmienność tego marszu. W pewnym momencie tłum ukląkł na ulicy, potem słuchano pieśni w esperanto odśpiewanej w miejscu, gdzie stał dom Zamenhofa.

Artur Żmijewski postąpił odwrotnie - nie zorganizował własnej manifestacji, ale sfilmował te, które można spotkać w różnych miejscach świata od Polski po Izrael. Interesuje go ta sama sprawa: jak ludzie realizują swoje polityczne emocje. Co się dzieje, kiedy wychodzą z domu w przestrzeń publiczną i stają się tłumem? Jak zachowuje się człowiek w masie i co się z dzieje z taką masą, kiedy naprzeciw niej staje inna formacja - władzy, policji, wojska?

Ważne jest, że artysta też wyszedł na ulicę, że to nie jest tzw. found footage, czyli montaż cudzych filmów, choć czasami tak wygląda, bo mało w nich „artystycznego”, indywidualnego podejścia. Spotkanie z masą może mieć moc wyzwalającą, dla Eliasa Canettiego taką moc np. miał pożar Pałacu Sprawiedliwości w czasie protestów robotniczych w Wiedniu w 1927 r. Gdyby nie wrażenie, jakiemu uległ, patrząc na walczący tłum, nie powstałaby „Masa i władza”.

Co oglądamy na ekranie w Fundacji Galerii Foksal? Inscenizację Powstania Warszawskiego i pogrzeb Jorga Haidera, 1 maja w Berlinie i drogę krzyżową w Warszawie, demonstrację kobiet przeciw wojnie w Gazie i Paradę Lojalistów w Belfaście. Są filmowane z pozycji podobnej do pozycji reportera. Kamera go chroni i przeciera drogę - może z nią podejść bliżej niż zwykły człowiek - np. do trumny na pogrzebie Zbigniewa Religi czy do policjanta w kordonie. Ale w sytuacjach skrajnych wcale go nie chroni, przeciwnie - wywołuje agresję, jak na Paradzie Lojalistów w Belfaście, kiedy pijane dziewczyny wrzeszczą: „Polaku, sp do swojego kraju”. Podczas demonstracji przeciw izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu filmowanej z palestyńskiej strony kamera nie chroni przez gazem czy gumową kulą. Z perspektywy oddalonych o kilkadziesiąt metrów żołnierzy żadnej kamery po prostu nie widać.

Te filmy przypominają to, co można czasem zobaczyć w wiadomościach telewizyjnych, ale jednocześnie się od tego różnią. Bardziej mogą się kojarzyć z fragmentami relacji, które nie wchodzą do wydania wiadomości, zostają wycięte lub odrzucone. Po pierwsze - nie słyszymy żadnego komentarza. Po drugie - mamy tu często marginesy polityczności, rzeczy drugorzędne: jakiś człowiek w ostatniej chwili wyciąga dziecko z tłumu idącego rzucać kamienie w izraelskich żołnierzy, dwaj młodzi ludzie wyraźnie zgubili się na tak świetnie przecież zorganizowanym pogrzebie Haidera. A ktoś inny - typowy obrazek - przejeżdża koło demonstracji na rowerze, jest ciekawy i chciał zobaczyć, ale się nie włącza. Są tu też marginesy zbyt polityczne na to, by znaleźć się w tzw. obiektywnej relacji: ludzie, którzy idą gwizdać na gwizdkach tuż pod nosem polskich narodowców w czasie Manify, żeby ich wyśmiać, albo niezamierzony komizm kazania księdza przeciw zapłodnieniu in vitro: „Dzieci są darem, a nie dobrem konsumpcyjnym”.

Film trwa ponad dwie godziny, ale nie można się od niego oderwać, właśnie ten komiczny i dramatyczny szczegół przykuwa uwagę. Z tym, że to jest coś więcej niż „zapis socjologiczny”, jak brzmiał tytuł fascynującego cyklu fotografii Zofii Rydet, która metodycznie chodziła od domu do domu, by fotografować mieszkańców w ich prywatnym otoczeniu.

U Żmijewskiego też jest coś z upartej metodyki - przez ostatnie dwa lata nie przepuścił żadnej ważnej demonstracji. Ale to także zapis polityczny. Po wiązance tych filmów człowiek sam ma ochotę wziąć udział w jakiejś demonstracji. Mówią one: polityka nie dzieje się w biurach poselskich czy na biurkach redaktorów lewicowych periodyków, ale między ludźmi, w tej dziwnej magmie, która często najpierw działa, a dopiero potem formułuje swoje programy. Jeśli Żmijewski, artysta i redaktor „Krytyki Politycznej”, opublikował niedawno w tym piśmie manifest „Stosowane sztuki społeczne” - o tym, że sztuka musi mieć skutki społeczne i brać udział w publicznej debacie, to to, co teraz zrobił, to czysta realizacja tych postulatów.

Oczywiście pytanie brzmi: Czy to, na co patrzymy, ciągle jest sztuką?

Odpowiedziałabym tak: To nie jest sztuka w takim samym sensie, w jakim monochromatyczne „ostatnie” obrazy Rodczenki nie były sztuką. Namalowane w latach 20. nie miały być wypowiedzią artystyczną, tylko deklaracją, że w malarstwie powiedziano już wszystko i dalsze poszukiwania formalne nie mają w nim sensu. Były ukazaniem kresu, do jakiego może dojść sztuka. Ale swojego celu nie osiągnęły - pokazywane na wystawach, eksponowane w muzeach, z powrotem stały się sztuką. Za dużo znaczyły, by zostać wykreślonymi z tego obszaru.

Podobny paradoks jest udziałem Żmijewskiego. Im bardziej odmawia bycia artystą, tym bardziej nim się staje. I jest coraz bardziej znany. W ostatnim numerze prestiżowego pisma „Artforum” czytam o nim artykuł napisany przez Normana Kleeblatta, głównego kuratora z Żydowskiego Muzeum w Nowym Jorku. W jego filmach wideo operujących drastycznym obrazem i ukazujących ludzi w skrajnie trudnych sytuacjach widzi on „dziedzictwo egzystencjalnego teatru Tadeusza Kantora i Jerzego Grotowskiego”. We wrześniu nowojorska MoMA zapowiada jego indywidualną wystawę.

Dlaczego Żmijewski nie wycofuje się z obszaru sztuki? W”Manifeście” pisał, że artyści nie powinni się wstydzić sięgania po władzę. Ani swoich pragnień, by to co robią nie utknęło w próżni i miało jakieś społeczne skutki. Dla artysty ciągle nie ma lepszego sposobu sięgania po symboliczną władzę niż wykorzystanie w tym celu instytucji artystycznych.

Artur Żmijewski „Demokracje”, Fundacja Galerii Foksal, Warszawa, do 12 maja

[źródło: „Gazeta Wyborcza”]
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.56658 Seconds